Basik prowadzi tutaj blog rowerowy

Wpisy archiwalne w miesiącu

Wrzesień, 2013

Dystans całkowity:949.04 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:64:27
Średnia prędkość:14.73 km/h
Liczba aktywności:15
Średnio na aktywność:63.27 km i 4h 17m
Więcej statystyk

Lago Como w strugach daszczu

  • DST 59.65km
  • Czas 03:28
  • VAVG 17.21km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 15 września 2013 | dodano: 29.09.2013

W nocy obudził mnie deszcz bębniący o namiot. Rano nie było lepiej - deszcz na moment ustawał, po czym się wzmagał. Zwinęłam namiot korzystając z chwilowej poprawy pogody. Pojechałam do Menagio nad jeziorem Como. Ponownie zamierzałam przeprawić się promem na drugą stronę jeziora. Miasteczko powitało mnie strugami deszczu.

Miałam szczęście! Wjechałam do portu, kupiłam bilet i zacumował prom :) Było bardzo zimno, a uczucie chłodu wzmagał porywisty wiatr.

Płynąc zauważyłam, że prom jakoś tak dziwnie kieruje się w inną stronę, niż ja chciałam jechać. Czyżbym wsiadła na niewłaściwy prom? Bilet kupiłam do Bellagio, ale dlaczego jadę w innym kierunku? Wszystko się wyjaśniło... Prom zawijał do Varonny, a dopiero następnym przystankiem było Bellagio :)
Mimo chłodu w Bellagio skusiłam się na lody. Zaszalałam kupiłam trzy gałki - truskawkowe, jogurtowe i śmietankowe z konfiturą wiśniową :) Były pyszne. Zrobiłam małą rundkę po mieście i dalej w drogę.
Droga wiodła półką skalną wzdłuż brzegów jeziora. Była urokliwa, tylko ten deszcz....

Tą urokliwa drogą dojechałam do Lecco, a stąd już drogą główną obrałam kierunek na Bergamo.
Zaczynało zmierzchać, gdy dojeżdżając do miasta Almenno, zobaczyłam łąkę miedzy ciągnącymi się przy drodze polami kukurydzy :) Łąka kończyła się mini ogrodem warzywnym. Rósł w nim jeden krzak pomidora i jeszcze jakieś warzywa, ale jakie już nie pamiętam :) Ogród oddzielały od łąki drzewka, a w niedalekiej odległości, przy polu kukurydzy stała altanka.
Rozbiłam namiot w pobliżu drzewek, przed ogrodem, ale z dala od altanki.


Kategoria wyprawy, Jeziora alpejskie 2013

Trochę Szwajcarii we Włoszech

  • DST 89.73km
  • Czas 05:10
  • VAVG 17.37km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 14 września 2013 | dodano: 29.09.2013

Jakże ciężko było mi rozstać się z brzózkami w Aurano... Rześki poranek i błękitne niebo zapowiadało piękny dzień.
Po pokonaniu 2 km podjazdu malowniczą drogą zaczęłam zjeżdżać z góry na brzeg Lago Maggiore.

Moim celem była Verbana. Stąd miałam przeprawić się promem na drugą stronę jeziora. Bez problemu dotarłam do portu. Wcześniej wstąpiłam na zakupy :)
Z Verbany dopłynęłam promem do Laveno.

Zacumowałam na trawniku nad jeziorem i rozkoszując się pięknym widokiem na miasteczko zjadłam śniadanie - bułki (kupione w markecie w Verbanie) z kremem czekoladowym kupionym w polskiej Biedronce :)
Drogą biegnącą brzegiem jeziora dojechałam do miasteczka Luino. Przekroczyłam granicę włosko - szwajcarską i wjechałam do Szwajcarii. Kierunek Lugano nad jeziorem Lugano. Jechałam drogą główną oznaczoną na mapie kolorem czerwonym. Ruch był spory, ale nie to było męczące... Droga wiodła pod górę aż do rogatek Lugano. Gdy zaczął się zjazd do miasta, zauważyłam małą uliczkę wijącą się w górę. Skierowałam się w górę, by po zaparkowaniu roweru wejść na murek okalający drogę i z niego podziwiać panoramę Lugano nad Lugano :)

Warto było wylewać pot dla tak pięknego miejsca.
Dotarłam do ulicy biegnącej wzdłuż brzegu jeziora.
Ulica przeszła w aleję parkową, a park zakończył się plażą.

W Lugano zatrzymałam się na dłuższą chwilę. Czas naglił, było popołudnie i trzeba było jechać dalej. Wróciłam ponownie do Włoch. Jadąc drogą biegnącą brzegiem jeziora dojechałam do Porlezza. Tu rozbiłam namiot. Tym razem nocowałam na łące na leśnej, a może parkowej polanie :)


Kategoria wyprawy, Jeziora alpejskie 2013

Wśród brzózek w Aurano :)

  • DST 12.98km
  • Czas 01:54
  • VAVG 6.83km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 13 września 2013 | dodano: 29.09.2013

Na dzisiejszy dzień miałam ambitny plan - wstaję skoro świt i w drogę, ale jak to bywa z planami... Wstałam o godz.9.00, bo jak tu wstać skoro jestem na wakacjach i mogę sobie pozwolić na TAAAKIE lenistwo :) Pożegnałam się z uroczym skalnym domkiem i o godz. 10.30 wyruszyłam w drogę. Moim pierwszym celem było Aurano położone około 7 km dalej. Początkowo droga prowadziła łagodnym podjazdem o standardowym nachyleniu 8 - 12%. Trochę zmęczona dotarłam do Aurano, no i się zaczęło :)

Podjazdy były takie, że kilkakrotnie przegrywałam i zsiadałam z roweru. Szybko przekonałam się, że pchać rower z sakwami jest ciężej niż na nim jechać... Droga malownicza, domki urokliwe, niby wzgórze, a mimo to dalej jechałam pod górę... Honorne przełęcze w Szwajcarii przy tych podjazdach były "małym piwkiem" :)

W ten sposób pokonałam kolejnych kilka kilometrów. Zatrzymałam się przy kamiennych ławeczkach i stoliku usytuowanych przy drodze wśród brzózek. Po drugiej stronie drogi było małe wzniesienie. Nie byłabym sobą gdybym tam nie zajrzała...
Wróciłam po rower i mimo godziny 14.00 zostałam tam na nocleg...
Bajeczne miejsce, do którego już zawsze będę wracać myślami. Ze wzgórza roztaczał się widok na szczyty Alp, jezioro Maggiore i miasteczka położone na jego brzegu.



Pięknie.
Siedziałam przed namiotem urzeczona przepięknym widokiem. Po zachodzie słońca miasteczka rozbłysły milionami świateł. Było cudownie. Wiedziałam, że rano będzie mi bardzo ciężko pożegnać to wyjątkowe miejsce...


Kategoria wyprawy, Jeziora alpejskie 2013

Lago Maggiore

  • DST 94.45km
  • Czas 05:20
  • VAVG 17.71km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 12 września 2013 | dodano: 28.09.2013

Mój pierwszy nocleg na obczyźnie był spokojny, nic i nikt nie zakłócił mi spoczynku. Bez pospiechu zwijałam namiot i w drogę ruszyłam dopiero około godz. 10.00. Zatrzymałam się w miasteczku Castano. Urokliwe miejsce. Była dopiero godz. 11.00, a na ulicach mnóstwo ludzi odpoczywających na ławeczkach. Zastanawiałam się, czy trafiłam na porę sjesty?
W miejscowej piekarni kupiłam chleb pszenny, tzw. ciapattę. Z dżemem truskawkowym zabranym z domu smakowała wybornie :) Dodam, że śniadanie zjadłam w przepięknym otoczeniu - nad kanałem Villoresi przypominającym rzekę o uregulowanych brzegach. Szutrową drogą biegnącą wzdłuż kanału dojechałam do rzeki Ticino. Przekroczyłam ją i już drogą asfaltową dojechałam do miasteczka Oleggio. Tutaj zaciekawiły mnie budowle przypominające opactwo.



W Oleggio wyjechałam na drogę główną w kierunku jeziora Maggiore. Ruch był spory. Bezkolizyjnie udało mi się dojechać do Arony - pierwszego miasta nad Lago Maggiore.


Piękne miejsce :)

Dalej jechałam drogą wijąca się wzdłuż jeziora. W miasteczku Lesa zapuściłam się w urokliwe uliczki.


Kolejną mijaną miejscowością była Stresa. Na deptaku nad jeziorem było mnóstwo turystów. Słychać było rozmowy w różnych językach - angielskim, niemieckim, hiszpańskim, węgierskim...
Widok na jezioro był zniewalający. Podziwiałam wyspy wyłaniające się z jeziora, promy i urocze małe łodzie. Piękny widok. Żałowałam, że było późno i nie miałam czasu na wycieczkę promem na jedną z wysp na jeziorze. Może następnym razem się uda...





Jadąc ze Stresy do Feriolo podziwiałam piękne rezydencje. W Feriolo zjechałam na plażę. Wyjątkowo była to plaża piaszczysta, gdyż we wcześniej mijanych miejscowościach plaże były kamieniste.
Za Feriolo odbiłam w drogę prowadzącą górami wzdłuż jeziora. Zaczął się podjazd. Mijałam malownicze wioski. W jednej z nich o nazwie Cambiosca uzupełniłam zapas wody.


Dalej droga wiodła półką skalną przez las. Była bardzo malownicza.


Na nocleg zatrzymałam się w przepięknym miejscu - u podnóża kamiennych schodów prowadzących do skalnego domu. Dom był opuszczony i wymagał remontu. Usytuowany był na wzgórzu, a wokół niego był sad. Ze wzgórza rozciągał się przepiękny widok na jedną z wiosek zawieszonych na półkach skalnych.



Jakże byłoby pięknie mieć taki domek... Gościć w nim rowerzystów z różnych zakątków świata i słuchać opowieści o ich przygodach...


Kategoria wyprawy, Jeziora alpejskie 2013

Milano

  • DST 37.80km
  • Czas 02:34
  • VAVG 14.73km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 11 września 2013 | dodano: 27.09.2013

Z ponad godzinnym opóźnieniem dotarłam do Mediolanu. Rower na włoskiej ziemi postawiłam po godz. 12.00. Dworzec autobusowy znajdował się na peryferiach miasta, po jego zachodniej stronie, czyli kierunku, w którym zamierzałam się udać. Pokusa zwiedzenia drugiej co do wielkości katedry we Włoszech zwyciężyła z rozsądkiem, który podpowiadał, aby odjechać jak najdalej od miasta, by bez większych problemów znaleźć nocleg.
Pomyślałam, że życie mam tylko jedno i może już nigdy nie będę w Mediolanie, więc co prędzej skierowałam się do centrum. Przyznam, że nie byłam przygotowana logistycznie do zwiedzania Mediolanu i z wielką przyjemnością odkrywałam uroki miasta.

Jadąc w kierunku katedry trafiłam do parku, a następnie do "twierdzy - zamku", by wreszcie zobaczyć katedrę.




Jest niesamowita, przepiękna.
Wejście do katedry jest bezpłatne, ale w przypadku robienia fotek wewnątrz trzeba zapłacić 1 euro. Za fotki nie zapłaciłam, ale nie odmówiłam sobie wejścia na tarasy widokowe na katedrze. Za 7 euro po wijących się schodach weszłam na .... dach katedry. Taras widokowy zawsze kojarzył mi się z tarasem - balkonem, a nie chodzeniem po dachu.


Byłam zaskoczona, ale bardzo pozytywnie. Panorama Mediolanu z dachu katedry jest urzekająca, a sam dach, który nawet nie wiem czy można nazwać dachem, gdyż jest prawdziwym dziełem sztuki, jest ..... po prostu brak mi słów na określenie jak jest piękny, wyjątkowy i niesamowity.





Po zwiedzeniu katedry pozaglądałam jeszcze tu i tam na placu katedralnym i ruszyłam w drogę, w kierunku Lago Maggiore - pierwszego jeziora na mojej trasie.



Na nocleg zatrzymałam się w miasteczku Arluno. Namiot rozbiłam na łące wśród pól kukurydzy :)


Kategoria wyprawy, Jeziora alpejskie 2013

Witaj Italio!

  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 10 września 2013 | dodano: 27.09.2013

Od niepamiętnych czasów byłam zafascynowana górami, ale przyszła kolejna fascynacja - rower i na góry było coraz mniej czasu. W czerwcu, po wyjeździe w Alpy szwajcarskie przekonałam się, że można połączyć te dwie fascynacje. Szaleć na rowerze zdobywając honorne przełęcze, ciesząc jednocześnie oczy niesamowitymi widokami.
Mój Przyjaciel podsunął mi pomysł wrześniowego wyjazdu do Włoch. Tak pięknie opowiadał o Alpach i ukrytych w nich jeziorach.... Cóż było robić - kupiłam bilet autobusowy do Mediolanu i... Witaj Italio!!! :)))))
10 września o godz. 7.00 wyjechałam z Lublina do Mediolanu. Nie znoszę jazdy autobusem, a tym razem miałam spędzić w nim 28 godzin, ale czego nie robi się dla swojej fascynacji. W Italii czekały na mnie Alpy i pięć wspaniałych jezior :)


Kategoria Jeziora alpejskie 2013

Goniąc lato cd. :)

  • DST 47.13km
  • Czas 01:59
  • VAVG 23.76km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 7 września 2013 | dodano: 07.09.2013


Kategoria Po pracy