Niedzielny spacer
-
DST
50.93km
-
Czas
02:04
-
VAVG
24.64km/h
-
VMAX
34.28km/h
-
Temperatura
4.0°C
-
Sprzęt Specialized
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nakarmiłam rodzinę i pogoniłam na rower...
Pogoda nie zachęcała do jazdy, było pochmurnie, mgliście, mżyło. Dziś tempo było wolniejsze. Jednak jazda we dwoje jest bardziej dynamiczna.
Kategoria Trening
Sobotni spacer
-
DST
50.88km
-
Czas
02:01
-
VAVG
25.23km/h
-
VMAX
35.85km/h
-
Temperatura
3.0°C
-
Sprzęt Specialized
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nakarmiłam rodzinę i pogoniłam na rower. Pogoniłam ;) Kiedyś może i tak, a teraz ganiam max 2 godziny po ścieżce przy wojewódzkiej. Może kiedyś to się zmieni i będę ganiać, jak dawniej, a tymczasem...
Zbliżałam się do miejsca, w którym zazwyczaj robiłam zawrotko/nawrotkę. Z przeciwka jechał rowerzysta na gravelu. Zrobiłam nawrotkę, do domu pozostało +- 18 km. Dojechał do mnie nieznajomy, powiedział cześć, wyprzedził mnie, a ja... "usiadłam mu na kole". Zawsze lubiłam wyzwania, a to też było wyzwanie, czy nie mając kondycji dam radę jechać w tempie młodszego ode mnie rowerzysty. Dałam radę, a nawet zrobiłam zmianę, potem on zrobił zmianę, potem ja zagaiłam rozmowę :) Okazało się, że spotkałam sakwiarza. W tym roku, we wrześniu, był w Andaluzji, był też w Afryce, w Himalajach... Miło gawędząc dojechaliśmy do mojej uliczki.
Kategoria Trening
Podgrodzie
-
DST
114.95km
-
Czas
05:39
-
VAVG
20.35km/h
-
VMAX
37.77km/h
-
Temperatura
6.0°C
-
Sprzęt Gravel
-
Aktywność Jazda na rowerze
Pogoda nie prowokowała do rowerowej wycieczki, ale trasa i cel - bardzo. Ze znajomymi pojechałam przez Puszczę Wkrzańską do Podgrodzia. Trasa i uśpiona osada na Półwyspie Grodzkim - urokliwe.
Podgrodzie posiada bardzo ciekawą historię. Prawdopodobnie w średniowieczu istniał tutaj słowiański gród. Natomiast jako regularna osada powstała dopiero na początku XX wieku. Walory klimatyczne oraz malownicze położenie osady otoczonej lasami i wodami Zalewu Szczecińskiego i Jeziora Nowowarpieńskiego doceniły władze niemieckie otwierając, po zakończeniu I wojny światowej, ośrodek rehabilitacyjno-wypoczynkowy dla kombatantów, w latach późniejszych przekształcony w ośrodek sanatoryjno–wypoczynkowy.
Podgrodzie w latach 1952–1962 funkcjonowało jako ośrodek kolonijny Miasteczko Dziecięce Podgrodzie, nazywane także Republiką Dziecięcą i Rzeczpospolitą Najmłodszych. Było przeznaczone dla dzieci i młodzieży z całej Polski. Starano się tu kształtować nową socjalistyczną mentalność, poprzez naukę kolektywnej samorządności. Miasteczko dzieliło się na cztery dzielnice, w których znajdowały się domki mieszczące po dwie grupy w każdym. Toalety i wspólne łaźnie usytuowane były na zewnątrz budynków. Komunikację stanowiły drogi, początkowo wysypane białym żwirem, w latach późniejszych asfaltowe. Uczono tu samorządności. Porządku na ulicach pilnowali ubrani w mundurki koloniści. Inni, jako listonosze, roznosili pocztę. Funkcjonowały służby zadaniowe: morska, zdrowia oraz kolejowa. Na terenie ośrodka znajdowały się liczne obiekty rekreacyjno - sportowe, biurowe i kulturalne.



Kategoria Wycieczki
Niedziela
-
DST
34.69km
-
Czas
01:24
-
VAVG
24.78km/h
-
VMAX
36.63km/h
-
Sprzęt Specialized
-
Aktywność Jazda na rowerze
:)
Kategoria Trening
Dzień 20 - Cetinje
-
DST
82.60km
-
Czas
05:05
-
VAVG
16.25km/h
-
VMAX
40.19km/h
-
Temperatura
19.0°C
-
Sprzęt Scott
-
Aktywność Jazda na rowerze
Słoneczny poranek zwiastował pogodny dzień. Nareszcie! Na ostatni dzień wyprawy zaplanowałam wycieczkę do Cetinje. Zamierzałam wyjechać z samego rana, ale wyszło, jak zwykle :) Wyjeżdżam około godz. 9.00. Jadę wczorajszą trasą - ulicą usianą drogimi butikami. Droga wyjazdowa z Podgoricy ma 4 pasy ruchu. A ja TĄ drogą jadę na rowerze. Nie zauważyłam zakazu, więc chyba można, ale czy na pewno?! Odetchnęłam, gdy wyprzedzili mnie rowerzyści na szosówkach.
Do Cetinje jest zaledwie 35 km, jednak kręta droga z licznymi podjazdami sprawia, że cyferki na rowerowym liczniku zmieniają się w zwolnionym tempie. Ruch na drodze jest niesamowity. Pędzą auta osobowe, tiry, autokary!
O godz. 11.30 jestem na miejscu. Dojechałam! Pierwsze wrażenie - jestem oczarowana! Pierwsze skojarzenie - uśpione miasteczko! Jest pięknie! I nie ma tłumu turystów! Jakbym przeniosła się do innego wymiaru.
Cetinje do 1918 r. była oficjalną stolicą Czarnogóry. Znajduje się tu rezydencja prezydenta Czarnogóry. Liczne zabytki - pałace, budynki starych ambasad i inne budowle są dowodem wielkości dawnej Czarnogóry. 
Zwiedzanie Cetinje zamierzam rozpocząć od Cerkwi na Ćipurze. Przejeżdżam obok Narodowego Muzeum Czarnogóry.


Cerkiew na Ćipurze (inaczej Dvorska Crkva) to jedna z najważniejszych świątyń w całym kraju. Historia tego miejsca sięga jeszcze XV wieku. To właśnie tu wznosił się klasztor zbudowany przez Iwana I Crnojevića. Także w tym miejscu działała pierwsza bałkańska drukarnia, przygotowująca książki w cyrylicy.

Kolejny przystanek - Monaster Narodzenia Matki Bożej (Cetinjski manastir). Jest to miejsce bardzo ważne dla czarnogórskiej religijności (pierwszy klasztor wzniósł Iwan I Crnojević tam gdzie dziś stoi cerkiew na Ćipurze). Monaster został zniszczony w czasie wojny Ligi Świętej z Turkami. Kiedy na skutek rokowań z nieprzyjacielem Wenecjanie zmuszeni zostali do wycofania się pod budowlę podłożono ładunek wybuchowy. Od tego czasu całość była jeszcze kilka razy niszczona i odbudowywana. Ostatnie prace rekonstrukcyjne przeprowadzono w 1927 r. Obecnie żyje tu kilkunastu mnichów. Wewnątrz przechowuje się wiele cennych relikwii jak np. szczątki Piotra I Petrowić-Niegosza.

Z monasteru jadę na punkt widokowy. Prowadzi do niego kamienista ścieżka. Pokonuję ją prowadząc rower ;)
Na szczycie punktu widokowego znajduje się Mauzoleum biskupa Daniły Petrovica - władyki, który przyczynił się do powstania nowoczesnego narodu czarnogórskiego. Swoimi śmiałymi reformami ograniczył prawo zemsty i zorganizował nowoczesną armię. Toczył też krwawe wojny z Turcją (spalono Cetynię) i tzw. poturczeńcami czyli czarnogórskimi muzułmanami. Rzeź poturczeńców została opisana w poemacie "Górski wieniec" przez biskupa Piotra II. Ostatecznie udało mu się uwolnić państwo od konieczności płacenia Turcji haraczu. Pochowano go w klasztorze Stanjevići, ale w 1896 r. szczątki przeniesiono na górę Orlov Krš.

Z punktu widokowego roztacza się widok na całą Cetinję.
Wracam do miasteczka.

Spaceruję urokliwymi uliczkami.


W centrum niedaleko głównego placu, w otoczeniu kwietników i drzew iglastych znajduje się pomnik założyciela miasta Ivana Crnojevića. Został on ustanowiony w 1982 r. z okazji pięćsetnej rocznicy założenia miasta.

Nieopodal znajduje się pałac zwany „Bilardówką” - siedziba władców Czarnogóry. Został on wzniesiony w czasie władania władyki Petra II Petrovicia-Njegoszaw 1838 r. Na czas rządów Petra II Petrovicia-Njegosza przypada największy rozkwit miasta. To za jego władania dochodzi do rozbudowy i urbanizacji miasta.

Po przeciwnej stronie znajduje się Pałac króla Mikołaja. Ta czerwona willa przez długi czas stanowiła siedzibę Mikołaja I Petrowić-Niegosza. Mieści się tu muzeum poświęcone władcy.
W Cetinje można również obejrzeć zabytkowe ambasady dawnych mocarstw - Austro-Węgier, Francji, Rosji, Wielkiej Brytanii czy Włoch, Serbii, Turcji. Niektóre są okazałe, inne nieco skromniejsze.



Moja wycieczka powoli dobiega końca. Zbliża się godz. 14.00. Wyruszam w powrotną drogę.

Na drodze jest nadal duży ruch. Trzymam się krawędzi jezdni, jadę ostrożnie, jednak teraz cyferki na rowerowym liczniku zmieniają się w szybszym tempie. Droga jest kręta z licznymi zjazdami :) A jakie mam widoki na Jezioro Szkoderskie!

Nie spodziewałam się, że tak szybko dojadę do Podgoricy, więc wstąpiłam jeszcze do Dajbabe.

Dajbabe to męski prawosławny klasztor położony na wzgórzu Lubovic. Świątynia założona została w 1897 r. przez pustelnika Symeona Popovića. Cerkiew klasztorna poświęcona Zaśnięciu Bogurodzicy znajduje się pod ziemią, w naturalnej pieczarze. Mnich sam poszerzył wnętrze groty tak żeby miała kształt cerkwi i żeby zmieściły się w niej dwie boczne kaplice. Ponadto ozdobił ściany pieczary freskami. Jakiś czas później w sąsiedztwie świątyni wybudowano dodatkowy budynek sakralny z dwiema wieżami-dzwonnicami. Po śmierci Symeona w 1941 r. jego szczątki zostały złożone w sarkofagu w monastyrze. Wkrótce potem został beatyfikowany. W 1999 r. w czasie bombardowania Serbii i Czarnogóry przez siły NATO klasztor został częściowo uszkodzony. W 2010 przebywał tu zaledwie jeden mnich.





Plan zrealizowałam. Zobaczyłam, co chciałam, a nawet więcej. To był bardzo udany dzień.
Po powrocie do hostelu, po kolacji zapakowałam rower do kartonu i spakowałam sakwy. Jutro wracam do domu. Na lotnisko zawiezie mnie autem właściciel hostelu. Dzień i wyprawa dobiega końca...
Koniec.... liczę jednak, że ciąg dalszy nastąpi :)
Ps.
Opisywałam wyprawę o wiele dłużej niż jechałam. Mimo to jestem dumna z siebie - dotrwałam, dojechałam, dokończyłam opowieść :)
Kategoria Albania 2025, wyprawy
Dzień 19 - Podgorica
-
DST
7.20km
-
Temperatura
14.0°C
-
Sprzęt Scott
-
Aktywność Jazda na rowerze
Poranek był pochmurny, ale przestało padać i ucichł huraganowy wiatr. Po późnym śniadaniu ruszyłam Scottem w miasto. Tak bez planu i logistycznego przygotowania.
Jadę ścieżką rowerową w kierunku rzeki Moračy. Mimo wczesnej pory ruch na ulicy jest duży. Auto pędzi za autem. Dla odmiany na ścieżce rowerowej wieje pustką. Sporadycznie mijam innych rowerzystów. 
Pierwszy przystanek robię przed pomnikiem króla Mikołaja I w Kraljev Parku (Królewskim Parku) położonym nad brzegiem Moračy. Park Królewski w Podgoricy został pierwotnie otwarty w 1910 r. dla uczczenia koronacji króla Mikołaja I Petrovica. Park jest dobrze utrzymany. Jest czysto. Przy alejkach są ławki. Można tu odpocząć i miło spędzić czas. 
Dojeżdżam do Mostu Blaža Jovanovića. Podobno jest to najbardziej ruchliwy most w mieście. 
Z mostu roztacza się widok na Stare Miasto, znane jako Stara Varos (Stara Wioska). Na dół prowadzą kamienne schody. Rower ciąży mi wyjątkowo i po pokonaniu kilu stopni rezygnuję ze zwiedzania Starego Miasta. Będzie powód do kolejnego odwiedzenia Podgoricy.
Kolejny przystanek robię przed pomnikiem Władimira Wysockiego, rosyjskiego pieśniarza i poety. Monument ten, Moskwa podarowała Podgoricy w 2004 r. Poetę uwieczniono z jedną dłonią podniesioną do góry, a w drugiej trzyma gitarę.
Nieopodal znajduje się Moskovski most i Most Milenijum.
Most Moskovski udostępniony jest tylko pieszym.
Most Milenijny został otwarty w 2005 r. Ten charakterystyczny most wantowy o długości 173 metrów rozpięty nad rzeką Morača jest jednym z symboli Podgoricy. Udostępniony jest dla ruchu samochodowego.
Pomiędzy Mostem Blaža Jovanovića, a Moskovskim zawieszony jest most pieszy - Gazela. 
Wprost z kładki wchodzę do Njegošev Parku. Park ten otrzymał imię najsłynniejszego czarnogórskiego poety i księcia-biskupa (Władyki) Czarnogóry – Petara II Petrovica Njegosa. Jest jednym z najstarszych parków miejskich w Podgoricy
Ponownie przejeżdżam przez Most Blaža Jovanovića. 
Odbijam w ulicę Danila Petrovića. Tu jest jakby elegancko... Drogie, markowe butiki, woow! Oglądam jedynie witryny.
W drodze powrotnej do hostelu zwiedzam największą świątynię stolicy Czarnogóry. 
Monumentalna budowla widoczna jest z daleka. Robi niesamowite wrażenie! Sobór Zmartwychwstania Pańskiego jest centralnym miejscem kultu metropolii Czarnogóry i Przymorza, wchodzącej w skład Serbskiego Kościoła Prawosławnego.
Okres powstawania świątyni datuje się na 1993-2014. To jedna z największych atrakcji sakralnych Podgoricy. Fasada cerkwi nawiązuje do stylu reprezentowanego przez rzymskokatolicką katedrę św. Tryfona w Kotorze. Pomimo swojego niepowtarzalnego wyglądu, Sobór Zmartwychwstania Pańskiego nie jest wpisany do żadnego rejestru zabytków. 


Wnętrze cerkwi zdobią liczne freski ukazujące postacie religijne.
Czas szybko płynie. Zamierzam jeszcze dziś kupić lokalne smakołyki dla moich bliskich. W tym celu zatrzymuję się na targu :)

Targ znajduje się w wielkiej hali. Jest dwupoziomowy. Na piętrze zlokalizowane są stoiska ze wszystkim - ubraniami, butami, elektroniką... Można dostać zawrotu głowy.
Na dolnym poziomie znajdują się stoiska z owocami, warzywami, ziołami, słodyczami, lokalnymi wypiekami i różnymi różnościami. W oddzielonej części znajduje się hala z serami. Kupiłam kilka rodzajów. Smakowały obłędnie, pycha!
Wróciłam do hostelu. Dzień powoli dobiega końca...
Kategoria Albania 2025, wyprawy
Dzień 18 - Podgorica
-
DST
35.22km
-
Czas
02:00
-
VAVG
17.61km/h
-
VMAX
52.31km/h
-
Temperatura
14.0°C
-
Sprzęt Scott
-
Aktywność Jazda na rowerze
W nocy strasznie wiało. Poranek był pochmurny. Wiatr nie ustawał. Po godz. 7.00 zeszłam na śniadanie. Gospodyni zapytała, czy nie będzie mi przeszkadzało jeśli nakryje przy tym samym stoliku dla jeszcze jednej osoby. Towarzyszem śniadaniowym okazał się motocyklistą z Austrii. Wymieniliśmy uprzejmości.
Ja pierwsza ruszyłam w drogę. Było ciut po godz. 8.00. Prognoza nie była optymistyczna. Od godz. 10.00 przewidywane były opady deszczu.
Do granicy z Czarnogórą miałam do pokonania około 10 km. Wiało, na szczęście w plecy. Droga była niesamowita. Wiła się w dół wzdłuż rzeki Lumi i Cemit. 

Dojazd do przejścia granicznego nie zajął mi dużo czasu. Już tu byłam :)
Wjechałam do Czarnogóry. Dopiero teraz wracając do Podgoricy mogłam w pełni docenić walory widokowe drogi.
Do Podgoricy dojechałam bez problemu. Przedmieście - okropne. Przy drodze tony śmieci. Już to widziałam jadąc do Albanii. 
Po wjeździe do Podgoricy ustawiłam w garminie adres hostelu, tego samego, do którego nie dojechałam pierwszego dnia. Teraz udało mi się. Zamierzam pozostać tu 3 noce. Ogarnęłam się i ruszyłam w miasto. Zrobiłam zakupy spożywcze, w sklepie rowerowym poprosiłam o karton na rower i kupiłam klucz do pedałów.
Strasznie wiało, mżył deszcz. Pogodowy horror. Po powrocie zjadłam kolację. Dzień dobiegł końca...
Kategoria Albania 2025, wyprawy
Dzień 17 - Tamarë
-
Temperatura
15.0°C
-
Sprzęt Scott
-
Aktywność Jazda na rowerze
Postanowiłam poleniuchować i zostać w pensjonacie jeszcze jedną noc. Może skusiło mnie przepyszne śniadanie. Za pokój ze śniadaniem, za jedną noc, zapłaciłam 35 euro.
Pogoda nie napawała optymizmem. Ochłodziło się, a w górach miał spaść śnieg. Na kolejne dni prognozowane były opady deszczu i silny wiatr, więc po powrocie do Podgoricy i tak czekało mnie "biwakowanie" w hostelu. 






Kategoria Albania 2025, wyprawy
Dzień 16 - Gusinje
-
DST
60.57km
-
Czas
04:20
-
VAVG
13.98km/h
-
VMAX
40.52km/h
-
Temperatura
18.0°C
-
Sprzęt Scott
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wstałam przed godz. 8.00. Na śniadanie był obiad - zupa pomidorowa z makaronem ryżowym, a na deser - wypieki mamy gospodarza. Spakowałam sakwy i z wyprawowym znajomym poszliśmy pożegnać się z Boką i jego mamą. W podziękowaniu za wczorajsze pyszności kupiłam dla nich kawę i czekoladę.
Życzliwość innych zawsze mnie rozczulała. Tym razem było tak samo. Boka i jego mama to wspaniali ludzie o wielkich sercach. Ugościli nas sokiem z malin, domowym kozim serem, masłem, chlebem i oczywiście kawą. 
W dalszą drogę wyjechałam po godz. 10.00. Poranek był rześki, ale błękit nieba zwiastował pogodny dzień. Do Gusinie pojechałam boczną drogą.




Widoki cudowne.

W Gusinie rozstałam się z wyprawowym znajomym. Postanowiliśmy, że jedziemy osobno i spotkamy się w niedzielę na lotnisku.
Pojechałam w kierunku Doliny Grebaje. Chciałam przejechać całą dolinę, ale zrobiło się późno i zawróciłam. Noc zamierzałam spędzić w Tamarë w Albanii. 
Wróciłam do Gusinje i stąd już główną drogą SH20 dojechałam do przejścia granicznego. Droga była bardzo widokowa.
Początkowo wiła się w górę, by zjechać do podnóża gór. To było coś niesamowitego. Nie trzeba słów, wystarczy spojrzeć na zdjęcia.











Do Tamarë dojechałam przed zmierzchem, około godz. 18.00. Wynajęłam pokój w pensjonacie Rireyiana. Dobiegł końca kolejny dzień wyprawy...
Kategoria Albania 2025, wyprawy
Dzień 15 - Vojno Selo
-
DST
14.48km
-
Czas
01:00
-
VAVG
14.48km/h
-
VMAX
35.15km/h
-
Temperatura
14.0°C
-
Sprzęt Scott
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzisiaj ostatni dzień w Vojno Selo na campingu u Boki. 
Wstałam o godz. 8.00. Poranek był pochmurny i bardziej niż rześki. Zimnica!!! Śniadanie zjadłam w altanie, po czym zaszyłam się w śpiworze. Dopiero około godz. 13.00 pojechałam do Plav. W kawiarni skorzystałam w Wi-Fi, a w sklepie w tekstyliami kupiłam wełniane skarpety :)
A wieczorem Boka - właściciel campingu totalnie mnie zaskoczył. Przyniósł wypiek swojej mamy i świeże mleko. Pyszności. Podzieliłam się oczywiście z wyprawowym znajomym. Mieliśmy prawdziwą ucztę. Taki smaczny akcent na koniec dnia :)
Kategoria Albania 2025, wyprawy







