Basik prowadzi tutaj blog rowerowy

Wpisy archiwalne w kategorii

Wycieczki

Dystans całkowity:13043.87 km (w terenie 591.00 km; 4.53%)
Czas w ruchu:517:43
Średnia prędkość:22.42 km/h
Maksymalna prędkość:58.18 km/h
Liczba aktywności:99
Średnio na aktywność:131.76 km i 6h 38m
Więcej statystyk

Jezioro Łukcze

  • DST 140.93km
  • Czas 05:19
  • VAVG 26.51km/h
  • VMAX 35.85km/h
  • Temperatura 27.0°C
  • Sprzęt Specialized
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 11 czerwca 2017 | dodano: 11.06.2017

Ostatnio tylko ganiam i ganiam bez ładu i składu :) więc dzisiaj wybrałam się na wycieczkę. Cel - Jezioro Łukcze. Wielokrotnie tu byłam, ale jestem staroświecka i sentymentalna - lubię wracać do tych samych miejsc.

Dzień zapowiadał się pogodny, ale nie upalny, czyli idealny na rowerową wycieczkę. Po wczorajszym szaleństwie kulinarnym wzięłam urlop od gotowania i mogłam sobie pozwolić na wyjazd przed południem.
Nad jezioro pojechałam przez leśną ścieżkę. W lesie spotkałam kilku rowerzystów. Dalej była Sosnowica, Orzechów Stary i Nowy, Piaseczno i Jezioro Łukcze.

Nad jeziorem nie brakowało amatorów słonecznych kąpieli, a nawet znaleźli się śmiałkowie, którzy sprawdzali temperaturę wody.

Ja zanurzyłam jedynie stopę, dla mnie woda była zimna, wręcz lodowata. Rozsiadłam się więc na ławeczce na pomoście dla wędkarzy....

i cieszyłam oczy widokiem wody, nieba, lasu, kwiatów...



Do domu wróciłam jadąc rowerowym skrótem przez Ostrów Lubelski, Jedlanki - Nową i Starą i oczywiście leśną ścieżkę :)
Leśna ścieżka tętniła życiem - spacerowicze, rowerzyści, rodzice ze swoimi pociechami w wózkach, na rowerkach, rolkach - piękny widok.
Jednak dzień był nie tylko pogodny, ale i upalny. Nie posmarowałam rąk kremem z filtrem i dostałam uczulenia od słońca.
                                                                                   Koniec :)

P.s.
Malarzu, Jurek 57 - dziękuję za licznikowe porady, przydały się :)
A tak wygląda magnes po remoncie:



Kategoria Wycieczki

Ciekawe miejsca na mapie Lubelszczyzny

  • DST 182.53km
  • Czas 07:30
  • VAVG 24.34km/h
  • VMAX 37.41km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Sprzęt Specialized
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 12 marca 2017 | dodano: 12.03.2017

Dzisiaj także pojechałam odkrywać ciekawe miejsca na mapie Lubelszczyzny.
Wielokrotnie na trasie moich kółeczek/wycieczek mijałam Włodawę, ale dopiero dzisiaj zatrzymałam się tu na dłuższą chwilę.
Włodawa jest położona w środkowo-wschodniej części Polski, z Białorusinami za przysłowiową miedzą i zarazem niedaleko granicy polsko-ukraińskiej. Naturalną linią graniczną jest rzeka Bug, oddzielająca Polskę od Białorusi.
Korzenie Włodawy sięgają XIII wieku, kiedy to miasteczko stanowiło jeden z grodów Księstwa halicko-wołyńskiego i już wtedy jej ludność nie była jednolita etnicznie. Do II wojny światowej Włodawa była miastem Polaków, Żydów, Białorusinów i Ukraińców.Ta druga nacja stanowiła aż 60% populacji we Włodawie. W 1943 r. zniknęli z ulic miasta Żydzi, wymordowani przez Niemców w pobliskim Sobiborze. Po wojnie wysiedlono stąd Białorusinów i Ukraińców.
Wielokulturowość miasta oraz liczne zabytki sakralne sprawiają, że Włodawa stanowi ważny punkt na mapie atrakcji turystycznych wschodniej Polski. Włodawa nazywana jest dzisiaj miastem trzech kultur.
Na małej przestrzeni starej części miasta trzech kultur stoją do dziś: klasztor Ojców Paulinów, kościół pw. św. Ludwika, dawny zespół synagogalny i cerkiew prawosławna Narodzenia Narodzenia Najświętszej Maryi Panny.
Pierwsze kroki kieruję na dziedziniec  klasztoru Ojców Paulinów. Na zespół zabudowań sakralnych przy ul. Klasztornej 7 składają się kościół pw. św. Ludwika i budynek klasztoru Ojców Paulinów. Kościół św. Ludwika i klasztor Paulinów zbudowano w XVIII w.


Kościół parafialny pw. św. Ludwika został wybudowany w stylu barokowym przez znanego włoskiego architekta Paola Antonia Fontanę. Imponująco prezentują się wieże zwieńczone niespotykanymi, spiętrzonymi hełmami o grzebieniastej linii profilu.



Jadę ulicą Klasztorną, mijamy skrzyżowanie z ul. Mostową i jestem na ulicy Kościelnej. Przy ul. Kościelnej 11 mieści się Cerkiew Narodzenia Najświętszej Maryi Panny ufundowana przez Augusta Zamoyskiego w I połowie XIX w.
Cerkiew prawosławna Narodzenia NMP stoi na miejscu wcześniejszej cerkwi unickiej pod tym samym wezwaniem. Obecną świątynię zbudowano w końcu XIX w. W jej wnętrzu można podziwiać zabytkowy ikonostas. W bizantyjsko-klasycystycznym wnętrzu świątyni odbywają się festiwalowe koncerty muzyki kameralnej i występy chórów.
Wchodzę do przedsionka świątyni. Przez przeszklone drzwi zaglądam do środka. Odprawiane jest nabożeństwo, w którym uczestniczy garstka wiernych. Podziwiam malowidła, ale ze względu na zakaz fotografowania nie robię fotek.



Jadę dalej. Nieopodal cerkwi na ul. Czerwonego Krzyża 7 znajduje się zabytkowy zespół synagogalny składający się Wielkiej i Małej Synagogi - obie XVIII-wieczne. Synagoga we Włodawie została ufundowana w 1764 r. przez Czartoryskich. Jest jedną z nielicznych w Polsce bożnic pochodzących z tego okresu.
Budynki są obecnie siedzibą Muzeum Pojezierza Łęczyńsko- Włodawskiego poświęconego kulturze i historii włodawskich Żydów.
Być może przyjechałam za wcześnie, na bramie wejściowej zawieszona jest olbrzymia kłódka. Z pewnością wrócę tu latem.



We Włodawie co roku odbywa się Festiwal Trzech Kultur. Pierwszego dnia program jest poświęcony kulturze żydowskiej, drugiego – prawosławnej, trzeciego – katolickiej. W ramach festiwalu organizowane są koncerty, wystawy, konferencje, warsztaty. Każdego roku festiwal wykorzystuje inny motyw.
Wyjeżdżam z Włodawy. Jadę w kierunku Dorohuska.
Mijam Orchówek – niegdyś miasto, obecnie wieś położona niedaleko Włodawy, przy trój styku granic Polski, Białorusi i Ukrainy. Zatrzymuję się przed barokowym kościołem św. Jana Jałmużnika.


Pozostało już tylko zatoczyć kółeczko i wrócić do domu. Droga jest urokliwa. Prowadzi przez Sobiborski Park Krajobrazowy trasą Green Velo.

Mijam Rezerwat Przyrody Magazyn.

W Woli Uhruskiej odbijam z trasy Green Velo.
Jadę dobrze znanymi terenami przez Poleski Obszar Chronionego krajobrazu.

Wracam do domu z postanowieniem, że następnym razem zatrzymam się we Włodawie na dłużej.
                                                                                Koniec :)


Kategoria Wycieczki, Ciekawa Lubelszczyzna

Ciekawe miejsca na mapie Lubelszczyzny

  • DST 160.32km
  • Czas 06:04
  • VAVG 26.43km/h
  • VMAX 38.00km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Sprzęt Specialized
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 5 marca 2017 | dodano: 05.03.2017

Dzisiejsza wycieczka była kolejną z serii "Ciekawe miejsca na mapie Lubelszczyzny". Tym razem jadę do znanych mi miejscowości, które chcę odkryć na nowo.
Pogoda jest wiosenna, drogi urokliwe.

Zaczynam od Wisznic wsi gminnej położonej w powiecie bielskim. Pierwsza wzmianka o miejscowości pochodzi z roku 1446. Prawa miejskie Wisznice uzyskały między 1511 a 1579 rokiem. W XIX w. należały do Sapiehów. W latach 1705 i 1836 miały miejsce wielkie pożary miasta. Wisznice przestały być miastem 24 grudnia 1869.
Przy drodze K-63 położony jest cmentarz parafialny w odległości ok. 2 km od centrum. Został on założony w 1907 r. ze względu na brak możliwości rozbudowy cmentarz unicko-katolickiego.
Na cmentarzu znajduje się kwatera żołnierzy państw centralnych poległych w czasie I wojny światowej, na którą składa się 16 pojedynczych mogił, otoczonych cegłami z drewnianym krzyżem, a także zbiorowa mogiła prochów oficerów WP, którzy zostali zamordowani w Wisznicach we wrześniu 1939r. przez miejscowy Komunistyczny Komitet Rewolucyjny.


W centrum zatrzymuje się przy zabytkowym pounickim i katolickim cmentarzu z grobami rodziny Józefa Ignacego Kraszewskiego.
Został założony około 1800 r. jako cmentarz dla parafii unickiej i katolickiej w odległości około 200 m. od kościoła rzymskokatolickiego. W 1875 r. decyzją cara parafia unicka została zlikwidowana i cmentarz został podzielony na dwie części: południową prawosławną i północną katolicką. W części prawosławnej zmarli byli chowani głównie w grobach ziemnych, stąd nie zachował się żaden nagrobek. Natomiast w części katolickiej stawiano nagrobki i grobowce lub kładziono płyty, które reprezentują indywidualną wartość artystyczną. Na cmentarzu pochowana jest rodzina Józefa Ignacego Kraszewskiego, a także rodzina Sosnkowskich, w tym Ignacy Sosnkowski, który był pułkownikiem Wojska Polskiego, przodek gen. Kazimierza Sosnkowskiego - Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie w czasie II Wojny Światowej. Na cmentarzu znajdują się żołnierskie groby powstańców styczniowych.


Zatrzymuję się przed Kościołem Przemienienia Pańskiego...

i przed neoklasycystyczną cerkwią prawosławną św. Jerzego i Wniebowzięcia NMP.



Wracam do drogi K-63 i jadę w kierunku Sławatycz.



Dojeżdżam do Sławatycz - wsi gminnej położonej nad Bugiem na obszarze Równiny Kodeńskiej. Znajduje się tu drogowe przejście graniczne z Białorusią.
W centrum Sławatycz znajduje się neorenesansowy kościół Matki Bożej Różańcowej pochodzący z początku XIX w., pomnik Jana Pawła II i prawosławna cerkiew parafialna pw.  Opieki Matki Bożej. Pierwsza świątynia prawosławna w Sławatyczach powstała w końcu XV lub na początku XVI wieku.  Aktualnie działająca cerkiew została wzniesiona w latach 1910–1912. Została ona wpisana do rejestru zabytków 15 grudnia 1988 (powtórnie 20 września 2011 r.)



... a nieopodal... :)

Do Włodawy jadę ścieżka rowerową - trasą Green Velo


Ostatni przystanek do Włodawa. Byłam tu wielokrotnie. Nie jadę do centrum. Robię jedynie zdjęcie na rogatkach miasta i już bez przystanków pedałuję do domu.

                                                                                        Koniec :)


Kategoria Wycieczki, Ciekawa Lubelszczyzna

Słodki listopad czyli miesięczniaczek!

  • DST 102.61km
  • Czas 03:53
  • VAVG 26.42km/h
  • VMAX 43.68km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Sprzęt Specialized
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 27 listopada 2016 | dodano: 27.11.2016

Do miesięczniaczka brakowało tylko i aż 100 km, a do końca listopada pozostało tylko i aż cztery dni.
W niedzielny poranek delikatnie mżyło i było pochmurno. Po nocnym deszczu na drodze pozostały kałuże. Wiało dosyć porywiście. Jednym słowem - listopadowy standard.
Miesięczniaczek kusił. Przed południem mżawka ustała. Może pojadę choć na chwilę, a może zaryzykuję, pojadę na dłuższą chwilę i pokuszę się o setkę, może nie sypnie deszczem... Nosiło mnie. Jadę.
Nie miałam pomysłu na kółeczko. W takich sytuacjach najbezpieczniejsza jest wojewódzka. Zawsze można gdzieś odbić, skręcić, dojechać, lub po prostu wrócić do domu. Do wojewódzkiej jechałam skrótem, w myśl zasady - im dalej tym lepiej i zanim do niej dojechałam zrodził się plan. Tydzień temu zmieniałam cyferki w pałacowym stylu, więc i miesięczniaczka powitam po hrabiowsku. Pedałuję do Kozłówki - Pałacu Zamoyskich.







W powrotnej drodze natknęłam się na deszcz. Wróciłam ujechana, zlopana i zadowolona.
Miesięczniaczek przejechany! Jakiż słodki jest listopad :)


Kategoria Wycieczki, Ciekawa Lubelszczyzna

Żeszczynka Mleczna Wieś

  • DST 102.81km
  • Czas 03:54
  • VAVG 26.36km/h
  • VMAX 39.18km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Sprzęt Specialized
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 13 listopada 2016 | dodano: 13.11.2016

Na mapie Lubelszczyzny jest wiele ciekawych miejsc, w których jeszcze nie byłam. Jednym z takich miejsc do dzisiaj była Żeszczynka - Mleczna Wieś.

Żeszczynka to malownicza wieś położona w w gminie Sosnówka. Posiada bogatą historię powiązaną z kościółkiem unickim wokół którego powstała cała wieś. Od 1919 r. w Żeszczynce istnieje parafia rzymskokatolicka, a dawny kościół unicki (zamieniony w 1875 r. w prawosławną cerkiew) został zamieniony na kościół katolicki pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego.
Od XVII wieku Żeszczynka należała do kodeńsko-wisznickich dóbr rodu Sapiehów. Nazwa jeszcze w XIX wieku pisana była Rzeszczynka. Żeszczynkę wielokrotnie trawiły pożary. Wieś posiada wiele użytków zielonych więc ma bogate i sięgające wielu wieków tradycje hodowli krów i wytwarzania produktów z mleka (sery,masło).

Jadę drogą K-63, mijam Wisznice, odbijam z trasy i ... Wjeżdżam jakby do innego świata. Tu czas zatrzymał się w miejscu.





Niestety krów nie widziałam, mleka, domowego masła i sera nie skosztowałam, więc wrócę do Żeszczynki latem :)

                                                                                       Koniec :)


Kategoria Wycieczki, Ciekawa Lubelszczyzna

Jesienna wycieczka

  • DST 104.78km
  • Czas 03:57
  • VAVG 26.53km/h
  • VMAX 37.02km/h
  • Temperatura 9.0°C
  • Sprzęt Specialized
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 16 października 2016 | dodano: 16.10.2016

Poranek był bardzo rześki. O godz. 8.00 termometr wskazywał jedynie 3 stopnie na plusie. Od kilku dni porywiście wiało. I właśnie wiatr był powodem mojej sobotniej rowerowej bezczynności. Gonić na rower, czy odpuścić jak wczoraj - zastanawiałam się. Niedziela bez niedzielnej setki nie byłaby niedzielą. W południe pokazało się słońce. To przesądziło. Jadę!
Dzisiaj chciałam pojechać inaczej, zmienić niedzielne setkowe standardy.
Na początku sezonu wracałam z muzeum Kraszewskiego ciut dłuższą trasą. Wówczas jechałam po raz pierwszy drogą łączącą Lubień ze Starym Brusem. W Lubieniu przejeżdżałam obok kościoła, który swoją prostotą przyciągnął moją uwagę. 

Wyznaczyłam kółeczko pokrywające się częściowo z trasą mojej dwusetki przez Włodawę.
Jechałam przez doskonale znane mi miejscowości i po raz kolejny zatrzymałam się przed kościołom w Kodeńcu. Jest to dawna cerkiew unicka a obecnie kościół rzymsko – katolicki Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. Budowla jest jednym z najcenniejszych zabytków sakralnych w powiecie parczewskim. Jej powstanie datuje się na koniec XVI w.

Dojechałam do Lubienia. Zatrzymałam się oczywiście przed kościołem.Lubię oglądać, zwiedzać sakralne budowle. 


W Lubieniu znajduje się Cmentarz Prawosławny. Został on założony w XIX w. Jest on wpisany do rejestru zabytków. Obecnie należy do Parafii Prawosławnej p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego w Horostycie.



Z Lubienia do Starego Brusa droga prowadziła przez las.

Było słonecznie i wietrznie. Od Lubienia miałam sprzyjający wiatr. Jaka to przyjemna odmiana po pierwszych 45 km kiedy wiało centralnie w twarz.
Wielokrotnie jechałam ze Starego Brusa do Sosnowicy, ale dopiero dzisiaj zwróciłam uwagą na słupy elektryczne w Wołoskowoli. Były drewniane!

W Sosnowicy zatrzymałam się przy cerkwi.  Na swoim blogu już o niej pisałam.Byłam ciekawa, jak postępują prace renowacyjne. Postępu przy remoncie nie zauważyłam.


Moje kółeczko powoli zamykało się...
To była bardzo przyjemna jesienna wycieczka :)


Kategoria Wycieczki, Ciekawa Lubelszczyzna

Święta Góra Grabarka

  • DST 228.73km
  • Czas 07:52
  • VAVG 29.08km/h
  • VMAX 48.38km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Sprzęt Specialized
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 27 sierpnia 2016 | dodano: 27.08.2016
Uczestnicy

Od wczesnej wiosny planowałam wycieczkę do Grabarki - prawosławnej Jasnej Góry, jednak nie zdołałam wygospodarować na nią czasu, aż do dzisiaj.

Wracając z Loginem z BBT podzieliłam się z nim planami wycieczkowymi na Świętą Górę Grabarkę. Zainteresował się. Ustaliliśmy datę wycieczki. Pogoda dopisała.
Trasa do Grabarki jest bardzo prosta. Jedziemy drogą nr 19 w kierunku Białegostoku. Przed Siemiatyczami odbijamy w kierunku Mielnika, po czym znaki prowadzą nas do celu. Jestem zauroczona miejscem, do którego przyjechaliśmy.
Święta Góra Grabarka to miejsce, gdzie od stu­leci podążają prawosławni pielgrzymi. Zwana jest także Górą Krzyży. Jest ona najważniejszym miejscem kultu religijnego dla wyznawców prawosławia w Polsce - prawosławną Jasną Górą. 
Najstarsze dzieje Grabarki nie są znane.
Według zachowanych relacji w lipcu 1710 w pobliskich Siemiatyczach wybuchła epidemia cholery. Spowodowało to panikę wśród mieszkańców miasta, którzy zaczęli masowo je opuszczać kryjąc się w okolicznych lasach, co trwało do czasu ustania epidemii w zimie. Według legendy, nieznanemu z nazwiska starcowi z Siemiatycz we śnie zostało objawione, że jedyną drogą ratunku jest udanie się na górę Grabarkę z krzyżem. Opowiedział swój sen parochowi parafii unickiej ks. Pawłowi Smoleńskiemu, który uznał ten sen za objawienie Boże i zaprowadził ludność miasta na wzgórze, spod którego wypływał strumień. Uciekinierzy, którzy napili się wody ze strumienia ocaleli. Legenda mówi, że po tym wydarzeniu nikt więcej nie zmarł w wyniku choroby. W tym samym roku ludzie ocaleni z zarazy wznieśli na górze drewnianą kaplicę jako podziękowanie za życie. W związku z tym wydarzeniem należy wiązać fakt powstania w Grabarce kaplicy i ośrodka kultowego.Cudowne Źródełko kilka lat temu zostało nakryte kolorową kapliczką. Studnie zakończono pompą, a płynący obok strumyk obmurowano by ułatwić wiernym mycie się i picie ozdrawiającej wody.
Cerkiew na Grabarce dotrwała do 1990r, kiedy to podpalona spłonęła doszczętnie. Nowa cerkiew została wyświęcona w 1998r. Jest już murowana.Od 2000r na Świętej Górze znajduje się Iwierska Ikona Matki Bożej napisana na Świętej Górze Atos, podarowana na pamiąt­kę 2000 lat chrześcijaństwa. Od setek lat ludzie przychodzą tu z prośbą i modlitwą o pomoc. Zostawiają swoje krzy­że.
Na Grabarce znajduje się monaster żeński Świętych Marty i Marii, a także 3 klasztorne cerkwie (Przemienienia Pańskiego, Ikony Matki Bożej „Wszystkich Strapionych Radość” i refektarzowa – Zaśnięcia Przenajświętszej Bogurodzicy). Główna cerkiew klasztorna (Przemienienia Pańskiego) jest jednocześnie świątynią parafialną. Monaster, cerkwie oraz dwa Domy Pielgrzyma (drewniany i murowany) tworzą osadę Grabarka-Klasztor. Na terenie osady znajduje się również prawosławny cmentarz. Wokół cerkwi Przemienienia Pańskiego (z trzech stron – północnej, wschodniej i południowej) wśród wysokich sosen usytuowanych jest wiele krzyży, przynoszonych co roku przez pielgrzymów zmierzających na obchody święta Przemienienia Pańskiego 19 sierpnia. Poświęcone przez duchownych i następnie wkopane w ziemię krzyże z każdym rokiem coraz gęstszym półkolem zamykają przestrzeń wokół świątyni. Na ogół wokół cerkwi znajdują się drewniane krzyże prawosławne pochodzące z drugiej połowy XIX oraz z XX wieku (wśród nich występują również specyficzne formy krzyża staroobrzędowców). Między krzyżami wydeptane są wąskie alejki.
Grabarka to wyjątkowe miejsce, cieszę się, że mogłam tam być.

Fotorelacja
















Kategoria Wycieczki

Wesołe jest życie emeryta

  • DST 80.52km
  • Teren 25.00km
  • Czas 04:04
  • VAVG 19.80km/h
  • VMAX 36.90km/h
  • Temperatura 27.0°C
  • Sprzęt Scott
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 29 czerwca 2016 | dodano: 29.06.2016

O ile dobrze pamiętam i kojarzę, to kiedyś Starsi Panowie śpiewali o wesołym życiu staruszka. Dawniej staruszek kojarzył się z emerytem, a dzisiaj od emeryta do staruszka prowadzi długa, bardzo długa droga.
W ubiegły piątek robiąc zakupy w Biedronce spotkałam znajomego emeryta, przed którym perspektywa długiej drogi do staruszka. Kiedyś pracowaliśmy w ościennych firmach. On 7 lat temu odszedł na emeryturę, ja dojrzałam, zmieniłam miejsce pracy, ale mimo to pozostaliśmy znajomymi. Stojąc przy stoisku owocowo-warzywnym od słowa, do słowa przeszliśmy na tematy rowerowe.
Tak, on słyszał, że ja jeżdżę, ja... - jak miło dowiedzieć się, że on także jeździ rekreacyjnie. Co więcej - jeździ w parze z kolegą z firmy (także moim znajomym) - emerytem niekoniecznie staruszkiem, co więcej - Panowie jeżdżą codziennie od godz. 9.00, co więcej - zaprasza mnie na wspólna wycieczkę! Pyta, czy byłam w Bobrówce. Nie, nie byłam i chętnie pojadę!
O Bobrówce po raz pierwszy usłyszałam około 2 lata temu od znajomego weterynarza. Podobno to urokliwe miejsce.
Bobrówka jest ścieżką edukacyjną znajdującą się na terenie Nadleśnictwa Parczew. Można do niej dojechać m. innymi drogą leśną prowadzącą od leśnej ścieżki lub od Ostrowa Lubelskiego  historyczną drogą o nazwie "Trakt Królewski" - drogą łącząca dawniej Kraków z Wilnem, którą wielokrotnie podróżował Władysław Jagiełło.

W ten sposób umówiłam się ze znajomymi emerytami, niekoniecznie staruszkami, na wycieczkę do Bobrówki.
Dzisiaj rano zadzwonił jeden z nich, aby "domówić" szczegóły. Ustaliliśmy miejsce i godzinę zbiórki - śluza koło stawów/godz.9.30.
Wyszło mi z głowy, że przecież mam jechać na Scottcie... Wyjeżdżam z domu o godz. 9.05, a może nawet ciut później. Czy zdążę, czy zdołam przejechać 10 km do godz. 9.30?! Pedałuję, pedałuję, pedałuję! Godz. 9.29 - jestem na miejscu, a znajomych brak. Jadę im na przeciw. Są.
Jak miło spotkać służbowych znajomych w niesłużbowych okolicznościach. W czasach, gdy widywaliśmy się służbowo pozostawaliśmy na pani/pan, tym bardziej, że byłam wówczas żółtodziobem, a dziś przeszliśmy płynnie od pani/pan na ty. Ach, te rowery, jak one zbliżają służbowych znajomych.
Jedziemy na leśną ścieżkę. Trasa? To się zobaczy, im więcej polnych dróg, tym przyjemniej.

Nareszcie jadę w terenie! Jak to miła odmiana!

Dojeżdżamy do wioski wyglądającej na zapomnianą przez Boga i ludzi.

Szutrowa droga zamienia się w drogę z nawierzchnią, która dawniej prawdopodobnie była asfaltem, ale co tam droga, skoro są takie widoki...

W oddali widać żelazny most. Ileż to razy przejeżdżałam pociągiem przez ten most, ale rowerem dotąd tam nie dojechałam.
Odbijamy w drogę prowadząca w kierunku mostu.

Jesteśmy na moście.

Z mostu rozciąga się widok na rzekę Tyśmienica i jej rozlewiska. Jest urokliwie. Jedyny minus - to migająca dioda od baterii. Nie wiem, jak to się stało, przecież po wycieczce do Zamościa zmieniłam baterię. Będę musiała poskromić swój fotograficzny temperament.

W pobliżu mostu znajduje się przepompownia. Pedałujemy dalej dróżką ułożoną z niewielkich płyt brukowych w postaci dwóch ciągów na szerokość kół samochodu. Ciekawostka.
Jedziemy ścieżką przyrodniczą "Dolina Tyśmienicy". Robimy fotkowy postój przed Kapliczką Świętego Kajetana.

Dojeżdżamy do trasy mego leśnego kółeczka. Chwila i jesteśmy na leśnej ścieżce. Na ścieżce wieje pustką. Mijamy jedynie dwie panie uczące się jeździć na rolkach. Jedziemy całą szerokością, jak królowie leśnych ścieżek. Gadamy, żartujemy, wspominamy dawne dobre czasy oraz znajomych, którzy odeszli...
Ci dzisiejsi emeryci. Ile w nich werwy, radości, pogody ducha. Jeden z moich znajomych żartuję, że gdyby posłuchał mamusi i zatrudnił się u kolejarzy, to jeszcze przez długie lata nie pojechałby na rowerową wycieczkę do Bobrówki.
W miłej atmosferze dojeżdżamy do Jeziora Obradowskiego. Jak tu pięknie. Jak zwykle.

Z leśnej ścieżki odbijamy w jedną z bocznych dróg. Coraz bliżej Bobrówki.

Jest pięknie, przepięknie, urzekająco. Jak mi brakowało takiej jazdy leśną drogą.
Przy drodze przed Bobrówką stoją trzy krzyże ku czci bezimiennych powstańców Powstania Styczniowego.

Dojeżdżamy do Bobrówki.

Ścieżka przyrodnicza Bobrówka ma kształt pętli okalającej staw młyński "Gościniec", odtworzony w 2011r.i łączącej miejsca po nieistniejących już młynach wodnych Kozera i Gościniec. Stanowi ją drewniana kładka i szutrowa ścieżka przebiegająca przez zróżnicowane tereny. Można podziwiać różne siedliska leśne, staw Gościniecki oraz meandry dzikiej rzeki Bobrówka. Całkowita długość ścieżki to około 3,3 km. Na trasie ścieżki zlokalizowane zostały 3 pomosty widokowe oraz przystanki wyposażone w tablice edukacyjne przybliżające tematykę gospodarki leśnej prowadzonej przez leśników.
A tak wygląda w bardzo dużym fotograficznym skrócie...

Zauroczyłam się tym miejscem. Szkoda, że z aparatem/baterią wyszło, jak zwykle... Jednak, nie ma tego złego - będzie okazja, aby tu wrócić. Tak, myślę, że będę często tu wracać.
Zatrzymujemy się w altanie przy parkingu i gadamy, gadamy, gadamy, żartujemy, żartujemy, żartujemy.... Wesołe jest życie emeryta :)
Pora wracać. Wracamy tą samą drogą do leśnej ścieżki i przez moment wspólnie pedałujemy. Rozstajemy się na drodze przecinającej ścieżkę. Moi znajomi obierają kierunek dom, a ja nie potrafię odmówić sobie przyjemności przejechania całej ścieżki w tą i nazad. Zataczam swoje codzienne kółeczko.
To była bardzo udana wycieczka. Ożyły wspomnienia i... jesteśmy umówieni na kolejną wycieczkę. Kiedy? Czas pokaże :)

KONIEC


Kategoria Wycieczki

Wycieczkowo, kółeczkowo

  • DST 259.12km
  • Czas 09:55
  • VAVG 26.13km/h
  • VMAX 58.18km/h
  • Temperatura 34.0°C
  • Sprzęt Specialized
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 25 czerwca 2016 | dodano: 26.06.2016
Uczestnicy

W poniedziałek odebrałam sms od Logina. Pytał, czy nie miałabym ochoty na wycieczkę w czasie weekendu. Login i wycieczka?! Przecież to ścigant! Czy on potrafi jeździć rekreacyjnie?! Ścigant - czy nie ścigant, wycieczka - czy nie wycieczka, najważniejsze, że można spotkać się ze znajomym i wspólnie popedałować.
Umawiamy się na sobotę na godz. 8.00. Na miejsce zbiórki docieram oczywiście na kołach. Zapowiada się upalny dzień. Synoptycy straszyli afrykańskim upałem. Jadę bez pośpiechu, a to tu się pogapię, a to wrócę po leżąca na poboczu biało-czerwona chorągiewkę i przy okazji zaliczę wywrotkę, bo wypięłam z pedału prawą nogę i zapomniałam o lewej, a czas ucieka. Spoglądam na zegarek, przeliczam w myślach kilometry i... mam co najmniej 10-minutowe opóźnienie. Nie zauważam, jak dojeżdża do mnie dwóch rowerzystów na kolarkach, mówią mi cześć i... moje szanse na dotarcie na miejsce zbiórki na czas wzrastają. Podpinam się do nich i na umówione miejsce przyjeżdżam punktualnie o godz. 8.00. Z daleka dostrzegam samochód Logina a obok niego nieznajomego mężczyznę w rowerowym stroju. Mężczyzna wchodzi do sklepu, ja podjeżdżam do auta. Czekam chwilę i ze sklepu wychodzi ktoś podobny do Logina. Czy to on, co się stało z jego włosami?! Login zmienił fryzurę - ściął włosy.
Ładujemy mój rower do samochodu i jedziemy do Krasnegostawu. W drodze zapowiadam, że skoro jedziemy na wycieczkę, to zamierzam uwiecznić ją na zdjęciach. 
W Krasnymstawie jesteśmy przed godz. 9.00. Login proponuje kilka minut fotkowego postoju na rynku. On zostaje przy rowerach, a ja szukam ładnych kadrów.
Krasnystaw to urokliwe miasteczko. Jestem tu po raz drugi. 

Moją uwagę przyciąga Kościół św. Franciszka Ksawerego wzniesiony na przełomie XVII i XVIII wieku jako świątynia zakonu jezuitów. Jest to typowa budowla jezuicka.

Jeszcze fotka Magistratu...

i wracam do Logina. Zastanawiamy się dokąd pojechać - do Czech, Węgier, Norwegii, Szwecji, a może na Ukrainę?

Wybór poda na Zamość trasą prowadzącą przez Chełm. Jedziemy drogą wojewódzką nr 812. Jest ciepło, a nawet bardzo ciepło.
Zatrzymujemy się na chwilę w miejscowości Krupe. Oglądamy zamek.

Zamek zwany jest fortecą, budowano go od początku XVI w. przynajmniej do pierwszej połowy XVII stulecia. Został wzniesiony przy rozlewiskach dopływu rzeki Wieprz.Ich częścią jest jeziorko znajdujące się tuż przy zamku. Do dzisiaj zachowały się jedynie ruiny.


Koło zamku trwają przygotowania do imprezy plenerowej. Panowie rozbijają namioty, rozstawiają krzesełka.
Jedziemy dalej. Do Chełma mamy około 30 km. 

Dojeżdżamy do Chełma. Zatrzymujemy się na rynku przy studni. Login zostaje przy rowerach, a ja szukam ładnych kadrów.

Jadąc do rynku zwróciłam uwagę na majestatyczne wieże.

Są to wieże Klasztoru i Kolegium Pijarów przy Kościele Rozesłania św. Apostołów.

W Chełmie nie zatrzymujemy się zbyt długo. Naszą wycieczkę ograniczamy jedynie do pobieżnego zwiedzenia rynku i spaceru po deptaku. Nie zaglądamy do Podziemi Kredowych i nie jedziemy na Górę Chełmską, gdzie znajduje się barokowa Bazylika Narodzenia NMP. Jest więc powód, aby odwiedzić Chełm po raz kolejny.
Wzmaga się upał. Dla ochłody jemy lody. Ja wybieram wersję na bogato.

Do Zamościa pozostało około 50 km. W normalnych warunkach jazda zabrałaby nam około dwóch godzin, ale w takim upale i porywistym wietrze w twarz, Zamość jawi mi się jak ziemia obiecana, do której podróż dłuży się i dłuży...
Loginowi najwyraźniej skwar i wiatr nie przeszkadza. Jedzie jak natchniony - jest w swoim żywiole. Ja zostaję w tyle. Wiatr jest dla mnie okropny, a do tego słońce. Spoglądam na termometr na liczniku - wskazuje 41,9 stopni na plusie.

Do Zamościa docieramy około godz. 14.00. Jedziemy na Stare Miasto.

Zamojskie Stare Miasto zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Jest ono wizytówką Zamościa.





Nie sposób odmówić takiemu zaproszeniu...

Rowery odpoczywają w cieniu, a my pod parasolkami przy zimnej Pepsi.

Wyjeżdżamy z Zamościa w czasie, gdy zaczyna się mecz Polska-Szwajcaria. Na ulicach panuje mały ruch.
Do Krasnegostawu jedziemy drogą krajową K-17. Tym razem mamy sprzyjający wiatr w plecy. Login nie jedzie - on szaleje na rowerze. Mnie zmógł upał. Dostałam uczulenia od słońca. Nie pomógł krem z filtrem.
Jadę za Loginem, a jego sylwetka oddala się, oddala... Jednak dobry z niego kompan, co raz czeka na mnie. Do Krasnegostawu wjeżdżamy razem. Wspólnie pokonaliśmy około 120 km.
Wracamy na miejsce zbiórki. W aucie jest bardzo... chłodno. Klimatyzacja to wyjątkowy wynalazek. Żegnamy się mówiąc - do zobaczenia na rowerach następnym razem.
Do domu wracam także na kołach. Mam dosyć jazdy krajówką. Jadę bokami - drogami równoległymi do K-19 i wjeżdżam na nią tuż przed moją wojewódzką. Nadrabiam kilometrów, ale w zamian nie jadę w tłumie aut.
Mimo zmęczenia, uczulenia od słońca, nie żałuję, że wybrałam się w taki skwar na rower. To była bardzo fajna wycieczka. Dziękuję Pawle za wspólne pedałowanie.

KONIEC


Kategoria Wycieczki, Ciekawa Lubelszczyzna

Morawy. Dzień trzeci

  • DST 82.42km
  • Czas 05:05
  • VAVG 16.21km/h
  • VMAX 52.60km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Sprzęt Scott
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 3 maja 2016 | dodano: 11.05.2016

Noc była bardzo rześka. W namiocie nad ranem było tylko 6 stopni na plusie, a na zewnątrz o poranku - 4 stopnie na plusie. Być może rześkie powietrze podziałało na nas tak mobilizująco - po godz. 8.00 jesteśmy po śniadaniu i  ruszamy w dalszą drogę. Dzisiaj mamy na rowerowym celowniku Gród Landštejn.
Nasza droga prowadzi dalej przez Czeską Kanadę. Las, mała chatka nad jeziorem... Prześlicznie.

Drogą biegnącą wśród lasów i pól dojeżdżamy do miasteczka Nová Bystřice

Pedałuję i co chwila wyrywa mi się "ależ urokliwie". Wijące się drogi, rzepakowe pola, miasteczka nad, którymi wznoszą się dzwonnice wyglądają bajkowo.



Droga prowadząca do Grodu Landštejn biegnie przez las i wije się delikatnie w górę.

Jesteśmy...

Gród Landštejn położony jest w Czeskiej Kanadzie i  należy do najcenniejszych zabytków romańskich w środkowej Europie. Wzniesiono go w XIII wieku dla ochrony ważnego szlaku handlowego i granicy między ziemiami czeskimi a Austrią. Mimo że pozostały z niego już tylko monumentalne ruiny, wzbudza respekt surową architekturą podporządkowaną celom obronnym.Po wojnie Landštejn wszedł w posiadanie państwa. W roku 1972 rozpoczęła się szeroko zakrojona rekonstrukcja spustoszonych murów, która przywróciła gród do dzisiejszego stanu, aby mógł być otwarty dla zwiedzających w 1990 roku.
Kupujemy bilety i idziemy zwiedzać...







Gród przypomina mi nasz Ogrodzieniec na Jurze, z tym, że jest o wiele potężniejszy. Czuję się taką małą, maluteńką okruszynką :)
Jedziemy dalej. Jest wczesny wieczór gdy dojeżdżamy do miasteczka Vranov nad rzeką Dyja. Z daleka na wzgórzu dostrzegamy zamek. Piękności...

Zaczyna się chmurzyć. Temperatura spada do 10 stopni na plusie. Zapowiada się zimna i deszczowa noc. Nie ryzykujemy, wynajmujemy pokój w pensjonacie Kormoran. Zasypiając słyszę strugi deszczu uderzające o szyby...


Kategoria Morawy 2016, Wycieczki