Ciekawa Lubelszczyzna
| Dystans całkowity: | 3111.68 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 120:27 |
| Średnia prędkość: | 24.57 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 58.18 km/h |
| Liczba aktywności: | 21 |
| Średnio na aktywność: | 148.18 km i 6h 01m |
| Więcej statystyk | |
Pałacobranie
-
DST
132.32km
-
Czas
04:59
-
VAVG
26.55km/h
-
VMAX
36.04km/h
-
Temperatura
13.0°C
-
Sprzęt Specialized
-
Aktywność Jazda na rowerze
Jedni rowerzyści we wrześniowe niedzielne przedpołudnia udają się na grzybobranie, a inni na "pałacobranie". Dzisiaj należałam do drugiej grupy. Pogoda nie zachęcała do niedzielnej wycieczki - mżył deszcz i było szaro-buro, ale kto upartemu zabroni. Planowałam wrzucić do rowerowego koszyka cztery pałace, jednak pogoda zweryfikowała moje plany. Deszcz na dobre rozgościł się na mojej trasie. Cóż - na prawdziwe pałacobranie pojadę następnym razem. A dzisiaj ot takie mini pałacobranie, choć sama nie wiem czy takie mini, bo do mojego rowerowego koszyka trafiły dwa dorodne pałacowe borowiki :)
Pałac Zamoyskich w Jabłoniu
Wzmianki o Jabłoniu jako osadzie pojawiają się już w XV wieku, kiedy
należał do Wielkiego Księstwa Litewskiego. Jego pierwszymi właścicielami
byli Połubińscy, herbu Jastrzębiec. W XVII wieku dobra Jabłoń należały do
rodzin Firlejów i Potockich.
Na początku XIX wieku majątek Jabłoń przejął Piotr Strzyżowski. Założył on park oraz zbudował
pałacyk w stylu klasycystycznym około 1812 roku. Lata 1855-84 to okres
władania dobrami Jabłoń hr. Łubieńskich. W okresie powstania
styczniowego dwór stanowił schronienie dla powstańców, a jego
właścicielka Amelia Łubieńska za tą działalność została zesłana na
Sybir. W latach siedemdziesiątych XIX wieku dwór w Jabłoniu pada ofiarą
prześladowań za działania wspierające walkę Unitów z prawosławiem.
Łubieńscy musieli opuścić Jabłoń, a 1884r. majątek nabył August
Zamoyski z Różanki dla swego syna Tomasza.
Neogotycki pałac został wybudowany przez hrabiego Tomasza Zamoyskiego w
latach 1904 – 1905 na miejscu rozebranego pałacu Strzyżowskich. Pałac
był wzorowany na angielskich rezydencjach z czasów przełomu późnego
gotyku i początków renesansu. Jego projekt powstał w pracowni,
wiedeńskich architektów Fellnera i Helmera.Pałac był rezydencją luksusową i nowoczesną.
Posiadał centralne ogrzewanie, kanalizację, klimatyzację grawitacyjną,
oświetlenie elektryczne i windę. Świetność rezydencji została przerwana przez wybuch I
wojny światowej. Wysiedleni z majątku Zamoyscy wrócili dopiero w 1921
roku. W 1928 roku zmarła Ludmiła, w 1935 - Tomasz. Do Jabłonia wrócił wtedy
skonfliktowany z nim syn August Zamoyski - sławny już wówczas rzeźbiarz i zarządzał dobrami aż do wybuchu II wojny światowej.
W
1944 roku majątek został rozparcelowany między Skarb Państwa, Lasy Państwowe
i prywatnych właścicieli. W oficynie pałacowej rozlokowała się szkoła
podstawowa, w 1952 roku doszło jeszcze Technikum Rolnicze. Po pożarze w 1968 roku,
który spowodował znaczne zniszczenia, szkoły przeniosły się do nowych
budynków. Od 1999 roku pałac jest w rękach prywatnych.

Muzeum Augusta Zamoyskiego w Jabłoniu
Pałac Potockich w Radzyniu Podlaskim
Pałac Potockich w Radzyniu Podlaskim jest rezydencją rokokową, która ze względu na wysokie walory artystyczne zaliczana jest do
wąskiego grona dziesięciu tego typu założeń w Europie.
Należą do tej grupy m.in. Wersal,
drezdeński Zwinger, poczdamski Sanssouci, a w Polsce pałac Branickich w
Białymstoku czy królewski Wilanów.
Pierwsza budowla na miejscu dzisiejszego
Pałacu Potockich wzniesiona została w XV wieku przez rodzinę Kazanowskich. Miała ona charakter średniowiecznej warowni.
Rozbudowy zamku dokonano dwukrotnie w czasie, gdy dobra radzyńskie dzierżawił ród Mniszchów (od połowy XVI do połowy XVII w.). Warownia zmieniła się wówczas prawdopodobnie w renesansową rezydencję typu palazzo in fortezza.
Kolejny etap przebudowy nastąpił, gdy dobra radzyńskie znajdowały się pod panowaniem Stanisława Antoniego Szczuki - sekretarza i przyjaciela Jana III Sobieskiego. Prace w Radzyniu, prowadzone
pod kierunkiem królewskiego architekta Augusta Locciego rozpoczęły się już w 1685 roku. Do roku 1709 wzniesiona została barokowa rezydencja typu reprezentacyjno-obronnego.
Następna wielka przebudowa, która
ostatecznie zadecydowała o obecnym wyglądzie pałacu, została dokonana w
czasie, gdy właścicielami Radzynia byli: wnuczka Stanisława Antoniego
Szczuki Marianna z Kątskich i jej małżonek Eustachy Potocki
- generał artylerii litewskiej, sędzia Trybunału Koronnego. Małżonkowie
Potoccy w Radzyniu postanowili stworzyć gniazdo rodowe, więc pałacowi
pragnęli nadać odpowiednią rangę.
W efekcie powstała budowla, uznawana za jedną z najpiękniejszych rokokowych rezydencji nie tylko w Polsce, ale i Europie.
Na głównego architekta pałacu i kierownika robót wybrany został Jakub Fontana
– wybitny architekt włoskiego pochodzenia, realizator wielu budowli
sakralnych oraz świeckich,
architekt króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Prace
związane z przebudową pałacu Potockich rozpoczęto na przełomie 1749 i
1750 roku, trwały do 1759 roku. Od 1755 roku urządzano ogród według
planów Fontany, które realizował ogrodnik Knackfus. Fontana
zaprojektował również pałacową dekorację rzeźbiarską pałacu, którą
wykonał Jan Chryzostom Redler .

Pałac Potockich w Radzyniu był wielokrotnie głównym bohaterem moich blogowych wpisów, a dzisiaj doczekał się wzmianki o swojej bogatej historii.
Kategoria Ciekawa Lubelszczyzna, Wycieczki
Może maraton, a może wycieczka
-
DST
346.55km
-
Czas
13:23
-
VAVG
25.89km/h
-
VMAX
40.35km/h
-
Temperatura
22.0°C
-
Sprzęt Specialized
-
Aktywność Jazda na rowerze
W ubiegłym roku w terminie Maratonu Północ Południe, Parczewska Grupa Rowerowa zamierzała zorganizować ultramaraton Kościuszko, którego trasa miała prowadzić od Parczewa po Dęblin i Stoczek Łukowski z dystansem niewiele ponad 300 km. Wprawdzie nie zapisałam się na listę startową, ale wraz z Robertem - kolegą z kirgiskiej ekipy planowaliśmy w tej samej dacie pokonać trasę maratonu. Maraton nie odbył się z powodu braku chętnych, kolega odwołał wizytę, a ja solo nie pojechałam... W ten sposób, od ubiegłego roku w moim Garminie czekała na odpowiedni czas trasa ultramaratonu Kościuszko.
Kończący się tydzień był bardzo pracowity, tylko praca i zero roweru, aż do dziś. W czwartkowy wieczór odżył "kościuszkowski" pomysł. Jadę, teraz, albo nigdy, choć, czy ja na pewno chcę pokonać nudną trasę maratonu, a może zrezygnować i wybrać się na wycieczkę po okolicy ze zwiedzaniem pałaców. Przeżywam dylemat wyboru - może maraton, a może wycieczka.
Wygrał pomysł przejazdu trasą maratonu. Wyjeżdżam z domu z niewielkim opóźnieniem, o godz. 5.10, a nie jak zamierzałam o godz. 5.00. Uruchamiam Garmina. Trasa prowadzi przez Sosnowicę, Orzechów Stary i Nowy do Ostrowa Lubelskiego. Jadę na pamięć i nie zauważam, że za Orzechowem Starym gubię ślad. Zamiast odbić w kierunku Uścimowa, pojechałam dalej do skrzyżowania w drogą prowadzącą wzdłuż jezior Łukcze i Krasne.
Zapowiada się pogodny dzień. Ostrów Lubelski wita mnie porannym słońcem.
Od Ostrowa Lubelskiego trzymam się trasy maratonu. Nie ścigam się sama ze sobą. Jadę w trybie oszczędnym, jakbym miała jutro pokonać taki sam dystans. To taka swoista jazda testowa.
Z Ostrowa Lubelskiego pedałuję w kierunku Lubartowa. Na rogatkach miasta wjeżdżam na drogę K-19. I się zaczyna - auto za autem. Dobrze, że na trasie do Kocka jest utwardzone pobocze. Jadąc rozmyślam, czy ja na pewno chcę spędzić dzień w towarzystwie rozpędzonych tirów. Trasa prowadzi do Dęblina, Stoczka Łukowskiego, Łukowa. Pokonywałam te drogi wielokrotnie autem i wiem, że ruch na nich jest duży, praktycznie zawsze, bez względu na dzień tygodnia. Daję sobie czas do Kocka, a potem zdecyduję, co dalej.
Przed Kockiem urzeka mnie widok rzeki Wieprz. Odnoszę wrażenie, że po ostatnich opadach podniósł się znacznie poziom wody. Wieprz wygląda prawie, jak Bug. 
Dojeżdżając do Kocka z daleka dostrzegam pałac. Dotychczas przejeżdżając przez Kock nie zatrzymywałam się na zwiedzanie.
W Kocku znajduje się pałac Anny Jabłonowskiej. Wzniesiono go w 1780 r. i
przebudowano w 1840 r. Zespół pałacowy składa się z budynku głównego i
dwóch jednakowych oficyn, które ćwierćkolistymi łukami parterowych krużganków
łączą się z pałacem. Za pałacem teren opada tarasami ku szerokiej
dolinie Wieprza. Obecnie pałac jest siedzibą Domu Pomocy Społecznej.
Za pałacem znajdował się ogród. Powstał on na zlecenie Jabłonowskiej. Był to ogród
botaniczny na europejskim poziomie. Park urządzono w okresie przebudowy
pałacu w stylu wczesnego parku angielskiego.W parku –
ogrodzie kockim rosło 590 gatunków krzewów i drzew, w tym rośliny
północnoamerykańskie z Florydy, Karoliny i Kanady. W ogrodzie istniała
też pomarańczarnia i szklarnie z kwiatami. 


Zatrzymuję się jeszcze na chwilę w centrum Kocka. Punktem centralnym jest kościół pw. Wniebowzięcia N.M. Został on zbudowany w latach 1779-1780 według
projektu Szymona Bogumiła Zuga. Kościół był dwukrotnie przebudowywany. 
Tu fotka, tam fotka i sama nie wiem kiedy włączył mi się tryb wycieczkowy. Czy ja chcę jechać dalej trasą maratonu w parze z rozpędzonymi autami? Nie, zdecydowanie - nie. Kieruję się w stronę domu, a po drodze pomyślę co dalej.
Wystarczył dystans około 15 km do Radzynia Podlaskiego i miałam w głowie projekt zmodyfikowanej trasy. Jadę do Wisznic, stąd przez Sławatycze do Włodawy i dalej przez Sobiborski Park Krajobrazowy do Woli Uhruskiej, a stąd do domu dobrze znaną trasą przez Poleski Obszar Chronionego Krajobrazu.
Przejeżdżając przez Sławatycze zauważyłam otwarte drzwi do cerki. 
Lubie oglądać wnętrza prawosławnych świątyń. Wyglądają bajkowo. 


Na skwerku w centrum Sławatycz dumnie stoją rzeźby Brodaczy. Sławatycze słyną z pożegnania roku przez Brodaczy - przebierańców, którzy w ostatnich trzech dniach
grudnia nakładają specjalne stroje, tj. baranie kożuchy, kapelusze
ozdobione bibułkowymi kwiatami i maski z długimi brodami. Długie brody
wykonane z lnianego włókna symbolizują długie życie, duże doświadczenie i
bogactwo przeżyć. 31 grudnia brodacze rozpoczynają kolędowanie
połączone ze składaniem życzeń.
Ze Sławatycz do Włodawy jadę ścieżką rowerową trasą Green Velo. Mijam grupy sakwiarzy. Trasa Green Velo cieszy się coraz większą popularnością wśród rowerzystów.
We Włodawie odbijam z głównej drogi. Jadę po fotkę na ul. Klasztorną. Byłam tu wiosną. Włodawa jest bardzo malowniczym miasteczkiem. Moim zdaniem jest to nieoszlifowany brylancik nasze "Wschodniej Ściany".
Następnym razem przyjadę do Włodawy na dłużej, tym bardziej, że jadąc główna drogą dostrzegłam Kawiarnię Centrum i jestem bardzo ciekawa, jak tam smakuje kawa. Kawiarnia z daleka sprawiała wrażenie bardzo klimatycznego miejsca, posiadającego duszę. 
W Woli Uhruskiej żegnam się ze ścieżką Green Velo. Zatrzymuję się w miejscu dla rowerzystów nieopodal starorzecza Bugu.
A potem była jazda bez przestanków i fotek, aby do domu wrócić o cywilizowanej godzinie.
Finał, jak na załączonych fotografiach :)

Kategoria Ciekawa Lubelszczyzna, Wycieczki
Ciekawe miejsca na mapie Lubelszczyzny
-
DST
182.53km
-
Czas
07:30
-
VAVG
24.34km/h
-
VMAX
37.41km/h
-
Temperatura
6.0°C
-
Sprzęt Specialized
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzisiaj także pojechałam odkrywać ciekawe miejsca na mapie Lubelszczyzny.
Wielokrotnie na trasie moich kółeczek/wycieczek mijałam Włodawę, ale dopiero dzisiaj zatrzymałam się tu na dłuższą chwilę.
Włodawa jest położona w
środkowo-wschodniej części Polski, z
Białorusinami za przysłowiową miedzą i zarazem niedaleko granicy
polsko-ukraińskiej. Naturalną linią graniczną jest rzeka Bug, oddzielająca Polskę od Białorusi.
Korzenie Włodawy sięgają XIII wieku,
kiedy to miasteczko stanowiło jeden z grodów Księstwa
halicko-wołyńskiego i już wtedy jej ludność nie była jednolita
etnicznie. Do II wojny światowej Włodawa była miastem
Polaków, Żydów, Białorusinów i Ukraińców.Ta druga
nacja stanowiła aż 60% populacji we Włodawie.
W 1943 r. zniknęli z ulic
miasta Żydzi, wymordowani przez Niemców w pobliskim Sobiborze. Po wojnie
wysiedlono stąd Białorusinów i Ukraińców.
Wielokulturowość miasta oraz liczne zabytki sakralne sprawiają, że
Włodawa stanowi ważny punkt na mapie atrakcji turystycznych wschodniej
Polski. Włodawa nazywana jest dzisiaj miastem trzech kultur.
Na małej przestrzeni starej części miasta trzech
kultur stoją do dziś: klasztor Ojców Paulinów, kościół pw. św. Ludwika, dawny zespół synagogalny i
cerkiew prawosławna Narodzenia Narodzenia Najświętszej Maryi Panny.
Pierwsze kroki kieruję na dziedziniec klasztoru Ojców Paulinów. Na zespół zabudowań sakralnych przy ul. Klasztornej 7 składają się kościół pw. św. Ludwika i budynek klasztoru Ojców Paulinów. Kościół św. Ludwika i klasztor Paulinów
zbudowano w XVIII w. 

Kościół parafialny pw. św. Ludwika został wybudowany w stylu barokowym przez znanego
włoskiego architekta Paola Antonia Fontanę.
Imponująco prezentują się wieże zwieńczone niespotykanymi,
spiętrzonymi hełmami o grzebieniastej linii profilu. 



Jadę ulicą Klasztorną, mijamy skrzyżowanie z ul. Mostową i jestem na ulicy
Kościelnej. Przy ul. Kościelnej 11 mieści się Cerkiew Narodzenia Najświętszej Maryi Panny ufundowana przez Augusta Zamoyskiego w I połowie XIX w.
Cerkiew prawosławna Narodzenia NMP stoi na miejscu
wcześniejszej cerkwi unickiej pod tym samym wezwaniem. Obecną świątynię
zbudowano w końcu XIX w. W jej wnętrzu można podziwiać zabytkowy ikonostas. W bizantyjsko-klasycystycznym wnętrzu świątyni
odbywają się festiwalowe koncerty muzyki kameralnej i występy chórów.
Wchodzę do przedsionka świątyni. Przez przeszklone drzwi zaglądam do środka. Odprawiane jest nabożeństwo, w którym uczestniczy garstka wiernych. Podziwiam malowidła, ale ze względu na zakaz fotografowania nie robię fotek. 



Jadę dalej. Nieopodal cerkwi na ul. Czerwonego Krzyża 7 znajduje się zabytkowy zespół synagogalny
składający się Wielkiej i Małej Synagogi - obie XVIII-wieczne. Synagoga we Włodawie została ufundowana w 1764 r. przez Czartoryskich.
Jest jedną z nielicznych w Polsce bożnic pochodzących z tego okresu.
Budynki są obecnie siedzibą Muzeum Pojezierza Łęczyńsko- Włodawskiego poświęconego kulturze i historii
włodawskich Żydów.
Być może przyjechałam za wcześnie, na bramie wejściowej zawieszona jest olbrzymia kłódka. Z pewnością wrócę tu latem.


We Włodawie co roku odbywa się Festiwal Trzech Kultur.
Pierwszego dnia program jest poświęcony kulturze żydowskiej, drugiego –
prawosławnej, trzeciego – katolickiej. W ramach festiwalu organizowane
są koncerty, wystawy, konferencje, warsztaty. Każdego roku festiwal
wykorzystuje inny motyw.
Wyjeżdżam z Włodawy. Jadę w kierunku Dorohuska.
Mijam Orchówek – niegdyś
miasto, obecnie wieś położona niedaleko Włodawy, przy trój styku granic
Polski, Białorusi i Ukrainy. Zatrzymuję się przed barokowym kościołem św. Jana Jałmużnika. 

Pozostało już tylko zatoczyć kółeczko i wrócić do domu. Droga jest urokliwa. Prowadzi przez Sobiborski Park Krajobrazowy trasą Green Velo.
Mijam Rezerwat Przyrody Magazyn.
W Woli Uhruskiej odbijam z trasy Green Velo.
Jadę dobrze znanymi terenami przez Poleski Obszar Chronionego krajobrazu.
Wracam do domu z postanowieniem, że następnym razem zatrzymam się we Włodawie na dłużej.
Koniec :)
Kategoria Wycieczki, Ciekawa Lubelszczyzna
Ciekawe miejsca na mapie Lubelszczyzny
-
DST
160.32km
-
Czas
06:04
-
VAVG
26.43km/h
-
VMAX
38.00km/h
-
Temperatura
16.0°C
-
Sprzęt Specialized
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzisiejsza wycieczka była kolejną z serii "Ciekawe miejsca na mapie Lubelszczyzny". Tym razem jadę do znanych mi miejscowości, które chcę odkryć na nowo.
Pogoda jest wiosenna, drogi urokliwe. 
Zaczynam od Wisznic wsi gminnej położonej w powiecie bielskim. Pierwsza wzmianka o miejscowości pochodzi z roku 1446. Prawa miejskie
Wisznice uzyskały między 1511 a 1579 rokiem. W XIX w. należały do
Sapiehów. W latach 1705 i 1836 miały miejsce wielkie pożary miasta.
Wisznice przestały być miastem 24 grudnia 1869.
Przy drodze K-63 położony jest cmentarz parafialny w odległości ok. 2 km od centrum. Został on założony w 1907 r. ze względu na brak możliwości rozbudowy cmentarz
unicko-katolickiego.
Na cmentarzu znajduje się kwatera żołnierzy państw centralnych poległych
w czasie I wojny światowej, na którą składa się 16 pojedynczych mogił,
otoczonych cegłami z drewnianym krzyżem, a także zbiorowa mogiła prochów
oficerów WP, którzy zostali zamordowani w Wisznicach we wrześniu 1939r.
przez miejscowy Komunistyczny Komitet Rewolucyjny.

W centrum zatrzymuje się przy zabytkowym pounickim i katolickim cmentarzu z grobami rodziny Józefa Ignacego Kraszewskiego.
Został założony około 1800 r. jako cmentarz dla parafii unickiej i
katolickiej w odległości około 200 m. od kościoła rzymskokatolickiego. W 1875 r. decyzją cara parafia unicka została
zlikwidowana i cmentarz został podzielony na dwie części: południową
prawosławną i północną katolicką. W części prawosławnej zmarli byli chowani głównie w grobach ziemnych,
stąd nie zachował się żaden nagrobek. Natomiast w części katolickiej
stawiano nagrobki i grobowce lub kładziono płyty, które reprezentują
indywidualną wartość artystyczną. Na cmentarzu pochowana jest rodzina
Józefa Ignacego Kraszewskiego, a także rodzina Sosnkowskich, w tym Ignacy
Sosnkowski, który był pułkownikiem Wojska Polskiego, przodek gen.
Kazimierza Sosnkowskiego - Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych na
Zachodzie w czasie II Wojny Światowej. Na cmentarzu znajdują się
żołnierskie groby powstańców styczniowych.

Zatrzymuję się przed Kościołem Przemienienia Pańskiego...
i przed neoklasycystyczną cerkwią prawosławną św. Jerzego i Wniebowzięcia NMP.



Wracam do drogi K-63 i jadę w kierunku Sławatycz.




Dojeżdżam do Sławatycz - wsi gminnej położonej nad Bugiem na obszarze Równiny Kodeńskiej. Znajduje się tu drogowe przejście graniczne z Białorusią.
W centrum Sławatycz znajduje się neorenesansowy kościół Matki Bożej Różańcowej pochodzący z początku XIX w., pomnik Jana Pawła II i prawosławna cerkiew parafialna pw. Opieki Matki Bożej. Pierwsza świątynia prawosławna w Sławatyczach powstała w końcu XV lub na początku XVI wieku. Aktualnie działająca cerkiew została wzniesiona w latach 1910–1912. Została ona wpisana do rejestru zabytków 15 grudnia 1988 (powtórnie 20 września 2011 r.)



... a nieopodal... :)

Do Włodawy jadę ścieżka rowerową - trasą Green Velo


Ostatni przystanek do Włodawa. Byłam tu wielokrotnie. Nie jadę do centrum. Robię jedynie zdjęcie na rogatkach miasta i już bez przystanków pedałuję do domu.

Koniec :)
Kategoria Wycieczki, Ciekawa Lubelszczyzna
Słodki listopad czyli miesięczniaczek!
-
DST
102.61km
-
Czas
03:53
-
VAVG
26.42km/h
-
VMAX
43.68km/h
-
Temperatura
3.0°C
-
Sprzęt Specialized
-
Aktywność Jazda na rowerze
Do miesięczniaczka brakowało tylko i aż 100 km, a do końca listopada pozostało tylko i aż cztery dni.
W niedzielny poranek delikatnie mżyło i było pochmurno. Po nocnym deszczu na drodze pozostały kałuże. Wiało dosyć porywiście. Jednym słowem - listopadowy standard.
Miesięczniaczek kusił. Przed południem mżawka ustała. Może pojadę choć na chwilę, a może zaryzykuję, pojadę na dłuższą chwilę i pokuszę się o setkę, może nie sypnie deszczem... Nosiło mnie. Jadę.
Nie miałam pomysłu na kółeczko. W takich sytuacjach najbezpieczniejsza jest wojewódzka. Zawsze można gdzieś odbić, skręcić, dojechać, lub po prostu wrócić do domu. Do wojewódzkiej jechałam skrótem, w myśl zasady - im dalej tym lepiej i zanim do niej dojechałam zrodził się plan. Tydzień temu zmieniałam cyferki w pałacowym stylu, więc i miesięczniaczka powitam po hrabiowsku. Pedałuję do Kozłówki - Pałacu Zamoyskich.








W powrotnej drodze natknęłam się na deszcz. Wróciłam ujechana, zlopana i zadowolona.
Miesięczniaczek przejechany! Jakiż słodki jest listopad :)
Kategoria Wycieczki, Ciekawa Lubelszczyzna
Żeszczynka Mleczna Wieś
-
DST
102.81km
-
Czas
03:54
-
VAVG
26.36km/h
-
VMAX
39.18km/h
-
Temperatura
1.0°C
-
Sprzęt Specialized
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na mapie Lubelszczyzny jest wiele ciekawych miejsc, w których jeszcze nie byłam. Jednym z takich miejsc do dzisiaj była Żeszczynka - Mleczna Wieś.
Żeszczynka to malownicza wieś położona w w gminie Sosnówka. Posiada bogatą historię powiązaną z kościółkiem
unickim wokół którego powstała cała wieś. Od 1919 r. w Żeszczynce istnieje parafia rzymskokatolicka, a dawny kościół unicki (zamieniony w 1875 r. w prawosławną cerkiew) został zamieniony na kościół katolicki pod
wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego.
Od XVII wieku Żeszczynka należała do kodeńsko-wisznickich
dóbr rodu Sapiehów. Nazwa jeszcze w XIX wieku pisana była Rzeszczynka.
Żeszczynkę wielokrotnie trawiły pożary. Wieś posiada wiele użytków zielonych więc ma bogate i sięgające wielu
wieków tradycje hodowli krów i wytwarzania produktów z mleka
(sery,masło).

Jadę drogą K-63, mijam Wisznice, odbijam z trasy i ... Wjeżdżam jakby do innego świata. Tu czas zatrzymał się w miejscu. 




Niestety krów nie widziałam, mleka, domowego masła i sera nie skosztowałam, więc wrócę do Żeszczynki latem :)
Koniec :)
Kategoria Wycieczki, Ciekawa Lubelszczyzna
Jesienna wycieczka
-
DST
104.78km
-
Czas
03:57
-
VAVG
26.53km/h
-
VMAX
37.02km/h
-
Temperatura
9.0°C
-
Sprzęt Specialized
-
Aktywność Jazda na rowerze
Poranek był bardzo rześki. O godz. 8.00 termometr wskazywał jedynie 3 stopnie na plusie. Od kilku dni porywiście wiało. I właśnie wiatr był powodem mojej sobotniej rowerowej bezczynności. Gonić na rower, czy odpuścić jak wczoraj - zastanawiałam się. Niedziela bez niedzielnej setki nie byłaby niedzielą. W południe pokazało się słońce. To przesądziło. Jadę!
Dzisiaj chciałam pojechać inaczej, zmienić niedzielne setkowe standardy.
Na początku sezonu wracałam z muzeum Kraszewskiego ciut dłuższą trasą. Wówczas jechałam po raz pierwszy drogą łączącą Lubień ze Starym Brusem. W Lubieniu przejeżdżałam obok kościoła, który swoją prostotą przyciągnął moją uwagę. 
Wyznaczyłam kółeczko pokrywające się częściowo z trasą mojej dwusetki przez Włodawę.
Jechałam przez doskonale znane mi miejscowości i po raz kolejny zatrzymałam się przed kościołom w Kodeńcu. Jest to dawna cerkiew unicka a obecnie kościół rzymsko – katolicki Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. Budowla jest jednym z najcenniejszych zabytków sakralnych w powiecie parczewskim. Jej powstanie datuje się na koniec XVI w.
Dojechałam do Lubienia. Zatrzymałam się oczywiście przed kościołem.Lubię oglądać, zwiedzać sakralne budowle. 

W Lubieniu znajduje się Cmentarz Prawosławny. Został on założony w XIX w. Jest on wpisany do rejestru zabytków. Obecnie należy do Parafii Prawosławnej p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego w Horostycie.



Z Lubienia do Starego Brusa droga prowadziła przez las.
Było słonecznie i wietrznie. Od Lubienia miałam sprzyjający wiatr. Jaka to przyjemna odmiana po pierwszych 45 km kiedy wiało centralnie w twarz.
Wielokrotnie jechałam ze Starego Brusa do Sosnowicy, ale dopiero dzisiaj zwróciłam uwagą na słupy elektryczne w Wołoskowoli. Były drewniane! 
W Sosnowicy zatrzymałam się przy cerkwi. Na swoim blogu już o niej pisałam.Byłam ciekawa, jak postępują prace renowacyjne. Postępu przy remoncie nie zauważyłam. 

Moje kółeczko powoli zamykało się...
To była bardzo przyjemna jesienna wycieczka :)
Kategoria Wycieczki, Ciekawa Lubelszczyzna
Wycieczkowo, kółeczkowo
-
DST
259.12km
-
Czas
09:55
-
VAVG
26.13km/h
-
VMAX
58.18km/h
-
Temperatura
34.0°C
-
Sprzęt Specialized
-
Aktywność Jazda na rowerze
W poniedziałek odebrałam sms od Logina. Pytał, czy nie miałabym ochoty na wycieczkę w czasie weekendu. Login i wycieczka?! Przecież to ścigant! Czy on potrafi jeździć rekreacyjnie?! Ścigant - czy nie ścigant, wycieczka - czy nie wycieczka, najważniejsze, że można spotkać się ze znajomym i wspólnie popedałować.
Umawiamy się na sobotę na godz. 8.00. Na miejsce zbiórki docieram oczywiście na kołach. Zapowiada się upalny dzień. Synoptycy straszyli afrykańskim upałem. Jadę bez pośpiechu, a to tu się pogapię, a to wrócę po leżąca na poboczu biało-czerwona chorągiewkę i przy okazji zaliczę wywrotkę, bo wypięłam z pedału prawą nogę i zapomniałam o lewej, a czas ucieka. Spoglądam na zegarek, przeliczam w myślach kilometry i... mam co najmniej 10-minutowe opóźnienie. Nie zauważam, jak dojeżdża do mnie dwóch rowerzystów na kolarkach, mówią mi cześć i... moje szanse na dotarcie na miejsce zbiórki na czas wzrastają. Podpinam się do nich i na umówione miejsce przyjeżdżam punktualnie o godz. 8.00. Z daleka dostrzegam samochód Logina a obok niego nieznajomego mężczyznę w rowerowym stroju. Mężczyzna wchodzi do sklepu, ja podjeżdżam do auta. Czekam chwilę i ze sklepu wychodzi ktoś podobny do Logina. Czy to on, co się stało z jego włosami?! Login zmienił fryzurę - ściął włosy.
Ładujemy mój rower do samochodu i jedziemy do Krasnegostawu. W drodze zapowiadam, że skoro jedziemy na wycieczkę, to zamierzam uwiecznić ją na zdjęciach.
W Krasnymstawie jesteśmy przed godz. 9.00. Login proponuje kilka minut fotkowego postoju na rynku. On zostaje przy rowerach, a ja szukam ładnych kadrów.
Krasnystaw to urokliwe miasteczko. Jestem tu po raz drugi. 
Moją uwagę przyciąga Kościół św. Franciszka Ksawerego wzniesiony na przełomie XVII i XVIII wieku jako świątynia zakonu jezuitów. Jest to typowa budowla jezuicka.
Jeszcze fotka Magistratu...
i wracam do Logina. Zastanawiamy się dokąd pojechać - do Czech, Węgier, Norwegii, Szwecji, a może na Ukrainę?
Wybór poda na Zamość trasą prowadzącą przez Chełm. Jedziemy drogą wojewódzką nr 812. Jest ciepło, a nawet bardzo ciepło.
Zatrzymujemy się na chwilę w miejscowości Krupe. Oglądamy zamek. 
Zamek zwany jest fortecą, budowano go od początku XVI w.
przynajmniej do pierwszej połowy XVII stulecia. Został wzniesiony
przy rozlewiskach dopływu rzeki Wieprz.Ich częścią jest jeziorko
znajdujące się tuż przy zamku. Do dzisiaj zachowały się jedynie ruiny.



Koło zamku trwają przygotowania do imprezy plenerowej. Panowie rozbijają namioty, rozstawiają krzesełka.
Jedziemy dalej. Do Chełma mamy około 30 km. 
Dojeżdżamy do Chełma. Zatrzymujemy się na rynku przy studni. Login zostaje przy rowerach, a ja szukam ładnych kadrów.
Jadąc do rynku zwróciłam uwagę na majestatyczne wieże. 
Są to wieże Klasztoru i Kolegium Pijarów przy Kościele Rozesłania św. Apostołów.
W Chełmie nie zatrzymujemy się zbyt długo. Naszą wycieczkę ograniczamy jedynie do pobieżnego zwiedzenia rynku i spaceru po deptaku. Nie zaglądamy do Podziemi Kredowych i nie jedziemy na Górę Chełmską, gdzie znajduje się barokowa Bazylika Narodzenia NMP. Jest więc powód, aby odwiedzić Chełm po raz kolejny.
Wzmaga się upał. Dla ochłody jemy lody. Ja wybieram wersję na bogato.
Do Zamościa pozostało około 50 km. W normalnych warunkach jazda zabrałaby nam około dwóch godzin, ale w takim upale i porywistym wietrze w twarz, Zamość jawi mi się jak ziemia obiecana, do której podróż dłuży się i dłuży...
Loginowi najwyraźniej skwar i wiatr nie przeszkadza. Jedzie jak natchniony - jest w swoim żywiole. Ja zostaję w tyle. Wiatr jest dla mnie okropny, a do tego słońce. Spoglądam na termometr na liczniku - wskazuje 41,9 stopni na plusie.
Do Zamościa docieramy około godz. 14.00. Jedziemy na Stare Miasto. 
Zamojskie Stare Miasto zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Jest ono wizytówką Zamościa. 






Nie sposób odmówić takiemu zaproszeniu...
Rowery odpoczywają w cieniu, a my pod parasolkami przy zimnej Pepsi. 
Wyjeżdżamy z Zamościa w czasie, gdy zaczyna się mecz Polska-Szwajcaria. Na ulicach panuje mały ruch.
Do Krasnegostawu jedziemy drogą krajową K-17. Tym razem mamy sprzyjający wiatr w plecy. Login nie jedzie - on szaleje na rowerze. Mnie zmógł upał. Dostałam uczulenia od słońca. Nie pomógł krem z filtrem.
Jadę za Loginem, a jego sylwetka oddala się, oddala... Jednak dobry z niego kompan, co raz czeka na mnie. Do Krasnegostawu wjeżdżamy razem. Wspólnie pokonaliśmy około 120 km.
Wracamy na miejsce zbiórki. W aucie jest bardzo... chłodno. Klimatyzacja to wyjątkowy wynalazek. Żegnamy się mówiąc - do zobaczenia na rowerach następnym razem.
Do domu wracam także na kołach. Mam dosyć jazdy krajówką. Jadę bokami - drogami równoległymi do K-19 i wjeżdżam na nią tuż przed moją wojewódzką. Nadrabiam kilometrów, ale w zamian nie jadę w tłumie aut.
Mimo zmęczenia, uczulenia od słońca, nie żałuję, że wybrałam się w taki skwar na rower. To była bardzo fajna wycieczka. Dziękuję Pawle za wspólne pedałowanie.
Kategoria Wycieczki, Ciekawa Lubelszczyzna
Pojezierze Łęczyńsko-Włodawskie
-
DST
152.18km
-
Czas
06:25
-
VAVG
23.72km/h
-
VMAX
33.90km/h
-
Temperatura
12.0°C
-
Sprzęt Scott
-
Aktywność Jazda na rowerze
Równina Łęczyńsko-Włodawska (Pojezierze Łęczyńsko-Włodawskie) jest częścią Polesia Zachodniego. Stanowi największy w Polsce zespół łąkowy. Ta kraina jezior, bagien i lasów charakteryzowała się
przyrodą zachowaną w niezmienionym stanie do lat 1970., kiedy podjęto
próby melioracji i osuszania znacznej części terenów. Jeziora
pochodzenia krasowego zajmują ponad 27 km2 powierzchni.
Na Pojezierzu znajduje się utworzony w 1990 roku Poleski Park Narodowy. 
Odwiedzone jeziora:
Jezioro Czarne

Jezioro Skomelno
i leśna chatka nad jeziorem...
Jezioro Zagłębocze

Jezioro Piaseczno

Jezioro Rogóźno
Jezioro Łukcze
Jezioro Krasne
Powrót do domu...
Kategoria Wycieczki, Ciekawa Lubelszczyzna
W Romanowie u Józefa Ignacego Kraszewskiego
-
DST
204.79km
-
Czas
07:59
-
VAVG
25.65km/h
-
VMAX
37.03km/h
-
Temperatura
7.0°C
-
Sprzęt Specialized
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzisiaj pojechałam na wycieczkę do Romanowa, gdzie od 1962 r. funkcjonuje muzeum jednego z najwybitniejszych i najbardziej interesujących osobowości XIX wieku - Józefa Ignacego Kraszewskiego. 
Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego w Romanowie mieści się we dworze
dziadków pisarza Malskich, u których pisarz spędził wiele lat dzieciństwa. Romanów leży koło miejscowości Wisznice między miastami Białą Podlaską a Włodawą.
W XVI w. Romanów i okoliczne dobra należały do Sanguszków.
Około 1640 roku książę Roman Sanguszko, hetman polny litewski zbudował
tu swoją posiadłość mały zameczek myśliwski. Okolica obfitowała w
lasy. Przez małżeństwo jego wnuczki Anny Radzimińskiej z wojewodą
bełskim Rafałem Leszczyńskim w 1620 roku, włości stały się własnością Leszczyńskich, a później Sapiehów, do których Romanów należał przez cały XVIII wiek. Teofila Sapieha i jej syn Aleksander sprzedali w roku 1801 dobra romanowskie o powierzchni 2500 ha Błażejowi
i Annie Malskim. W starym, siedemnastowiecznym parku, na miejscu
drewnianego domu myśliwskiego wznieśli w latach 1806-1811 klasyczny, murowany parterowy dwór z gankiem od frontu. Ich córka Zofia poślubiła Jana Kraszewskiego i 1846 roku zostali właścicielami posiadłościami Romanowa. Owocem tego związku był Józef Ignacy Kraszewski urodzony w Warszawie w 1812 roku.
Józef Ignacy Kraszewski dzieciństwo spędził w Romanowie w domu dziadków, a później jako uczeń
szkoły bialskiej często przyjeżdżał tu na wakacje. Był on przez całe swoje życie emocjonalnie najbardziej związany był
z tym miejscem.
W 1846 dobra
romanowskie przeszły w ręce rodziców pisarza, a po śmierci Jana
Kraszewskiego w 1864 r. odziedziczył je jego najmłodszy syn, brat Józefa
Ignacego, Kajetan Kraszewski,
malarz, rzeźbiarz, literat, muzyk i astronom oraz kolekcjoner antyków.
Zgromadził on w tutejszym dworze bogaty księgozbiór, liczący około 10
tys. tomów, w tym liczne starodruki i rękopisy, bardzo ciekawą kolekcję
historycznych portretów polskich z XVI-XVIII w., zbiór broni i innych
pamiątek historycznych. W zbiorach romanowskich znajdował się niemal
komplet wszystkich ówczesnych wydań dzieł Józefa Ignacego Kraszewskiego oraz
kilkanaście namalowanych przez niego obrazów.
A tak sam pisarz
opisuje rezydencję swojego brata: „Na rozległej płaszczyźnie ciągnącej się ponad Bugiem w Podlasiu
dawnym, jest majętność zwana Romanowem. Piękne to miejsce o tyle, ile
bez biegnącej wody i gór może być kraj jaki pięknym. Zdobią okolice i
osadę samą lasy starych bardzo drzew, jedna z najcenniejszych ozdób, bo
jej za żadne pieniądze dostać nie można (...). Na małym wzgórku wznosi
się nowy, murowany dom mieszkalny, poważny, milczący, przed któren
zajeżdża się okrążając dziedziniec otoczony zewsząd drzewy, zamknięty z
jednej strony długimi, drewnianymi oficynami z drugiej strony
odpowiadającymi im stajniami. Dookoła tych zabudowań i obszernego,
cienistego ogrodu ciągną się kanały, otoczone olszami starymi, a każda
prawie z nich nosi na sobie gniazdo bocianie. Od ganku wychodzącego na
ogród, wzdłuż przezeń idzie ulica z ogromnych starych jodeł posępnie
zawsze szumiących. Po bokach ciągną się szpalery z lip i grabów, a
przestrzenie między nimi znajdują się rozrzucone tam i sam grusze,
wieczne odwieczne kasztany i lipy.”
Kajetan Kraszewski był człowiekiem z bardzo szerokimi zainteresowaniami. Zorganizował w
romanowskim dworze obserwatorium astronomiczne z wyposażeniem
sprowadzonym z Monachium, Berlina, Wiednia i Paryża, a w samym majątku wprowadził nowoczesną gospodarkę rolną, zakupił
maszyny rolnicze, założył ogrody, ananasarnię i oranżerię. Po jego
śmierci Romanów stał się własnością syna, Bogusława Kraszewskiego, który
kontynuował kolekcjonerską działalność ojca.
Zmarł w 1914 r., a majątek stał się własnością jego córek, Marii i
Pauliny, pozostając w ich rękach do 1945 roku. Paulina wraz z mężem
Janem Rościszewskim byli ostatnimi właścicielami dóbr. Sprzedawszy
majątek, wyjechali oni z Romanowa w czerwcu 1939 roku. Wystawiony także
na sprzedaż dwór opustoszał. W 1943 roku grupa partyzantów złożona ze
zbiegłych z niewoli niemieckiej jeńców radzieckich podpaliła dwór, by
nie dopuścić do osadzenie tu posterunku żandarmerii.
Losy niszczejącego przez lata zabytku odmieniła uchwała Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie z dnia 23 grudnia 1958 roku, powołująca Muzeum Józefa Ignacego
Kraszewskiego w Romanowie. Odbudowując dwór po pożarze w 1858 r.
Kraszewscy powiększyli go przez dodanie piętra. Dawny ganek zastąpiono
portykiem czterema kolumnami toskańskimi wspierającymi balkon z kamienną
balustradą. Na frontowym szczycie umieszczono kartusz z herbem Kraszewskich – Jastrzębcem .
Dwór palił się jeszcze dwukrotne w 1914 i 1943 r. Po ostatniej wojnie
odrestaurowano go w latach 1959-1962 i z inicjatywy nieżyjącego już
włodawskiego nauczyciela Wacława Czecha zorganizowano w nim muzeum
biograficzne Józefa Ignacego Kraszewskiego. Dwór odbudowano w kształcie,
jaki nadał mu Kajetan i 28 lipca 1962 roku, w sto pięćdziesiątą
rocznicę urodzin autora Starej baśni muzeum otwarto.
Dwór romanowski zbudowany przez Malskich na początku XIX wieku,
postawiono na piwnicach starszego budynku, być może dworu Sapiehów. Była
to początkowo budowla parterowa, murowana, z okazałym gankiem.
Mieszczące muzeum wnętrza mają układ symetryczny, z dużą kwadratową
sienią od strony podjazdu i prostokątnym salonem od strony ogrodu, gdzie
znajduje się również taras. Dwór otacza XVIII-wieczny park o
charakterze regularnego ogrodu włoskiego. Ma on kształt prostokąta i
niegdyś obwiedziony był kanałem, dziś wyschniętym. Zachowała się aleja
świerkowa. Do parku prowadzi neogotycka brama z połowy XIX w., z półkolistą basztą o wąskich okienkach po
jednej stronie i zwieńczonym krenelażem słupem, na którym zawieszono
kratę bramną. Przy bramie leżą dwa duże kamienie. Godnym uwagi obiektem
jest znajdująca się na obrzeżu parku klasycystyczna kaplica św. Anny z początku XIX w., ufundowana przez Konstancję z
Grochowskich Nowowiejską (matkę Anny, żony Błażeja Malskiego, czyli
prababkę sławnego pisarza). W późniejszym okresie kaplicę zamieniono na mauzoleum rodziny Kraszewskich. Jest to budowla na rzucie koła, z apsydą, dwoma ryzalitami, portykiem
kolumnowym oraz dachem w kształcie kopuły. W ściany kaplicy wmurowano
sześć ozdobionych herbami epitafiów dziedziców Romanowa i członków ich
rodzin: Wojciecha Nowowiejskiego (męża fundatorki), Jana Kraszewskiego,
jego żony Zofii z Malskich, Kajetana Kraszewskiego, jego żony Marii z
Rulikowskich oraz Krzysztofa Kraszewskiego.















Po prostu pięknie. Z pewnością tu jeszcze wrócę.
Kategoria Wycieczki, Ciekawa Lubelszczyzna






