Basik prowadzi tutaj blog rowerowy

Wpisy archiwalne w kategorii

Ciekawa Lubelszczyzna

Dystans całkowity:3227.62 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:125:00
Średnia prędkość:24.60 km/h
Maksymalna prędkość:58.18 km/h
Liczba aktywności:22
Średnio na aktywność:146.71 km i 5h 57m
Więcej statystyk

Monaster św. Onufrego w Jabłecznej

  • DST 167.70km
  • Czas 06:42
  • VAVG 25.03km/h
  • VMAX 35.06km/h
  • Temperatura 27.0°C
  • Sprzęt Specialized
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 3 maja 2018 | dodano: 05.05.2018

W ubiegłym roku ze względów zdrowotnych, w ostatniej chwili musiałam zrezygnować z wyprawy do Armenii. A dzisiaj, aby poczuć namiastkę powiewu tamtej atmosfery pojechałam na rowerową wycieczkę do Monasteru św. Onufrego położonego w przepięknej dolinie nadbużańskiej na lewym brzegu rzeki Bug  wśród wiekowych dębów w odległości dwóch kilometrów od wsi Jabłeczna.

Do Jabłecznej jadę trasą przez Wisznice. Lubię drogę z Wisznic do Sławatycz. Długimi odcinkami ciągnie się przez lasy. Wprawdzie to krajówka prowadząca do przejścia granicznego z Białorusią, ale dzisiaj ruch jest symboliczny. Byłoby idealnie, gdyby nie wiatr - raz jest boczny, raz przedni - jedno jest pewne - nie pomaga pedałować.
Na rogatkach Sławatycz jestem po godz. 9.00. Odbijam w kierunku Kodnia. Jechałam tą drogą trzy lata temu. Prowadziła tędy trasa Pięknego Wschodu. Wjeżdżam do miejscowości Liszna. Zwarta zabudowa, dużo drewnianych domów. Wioska sprawia bardzo przyjemne wrażenie. Pokonuję kilka kilometrów i znak kieruje mnie do Jabłecznej i monasteru. Skręcam z głównej drogi i czuję jakbym przeniosła się do innej rzeczywistości i innego wymiaru. Wjeżdżam do krainy spokojności.
W czasie ostatniej Wielkanocny snułam marzenia przy świątecznym stole - zostawić za sobą tą całą cywilizację oraz wszechobecny pośpiech i zaszyć się w miejscu zapomnianym przez ludzi. Brat zażartował, że powinnam pomyśleć o domku w Karkonoszach ze skeczu pod tym samym tytułem. Słyszałam ten skecz wiele razy, ale po moim wywodzie o odludziu zabrzmiał jeszcze zabawniej - uśmiałam się do łez. A dzisiaj wjechałam do Jabłecznej i ożyła w pamięci świąteczna rozmowa. Już nie muszę szukać "domku w Karkonoszach", znalazłam idealny wehikuł czasoprzestrzeni. Ogarnia mnie błogie uczucie - czy tak smakuje szczęśliwość. Cieszę się, że jestem tu i teraz.
Do Monasteru prowadzi droga wijąca się wśród pól. Ciszę przerywa tylko śpiew ptaków.

Na straży bezpieczeństwa Monasteru stoją u jego wrót wiekowe dęby.

Dotarłam do Monasteru. Schodzę z roweru. Dalej pójdę pieszo.

Dla prawosławia Monaster Jabłeczyński ma duże znaczenie z uwagi na wytrwale utrzymywaną niezłomną pozycję. Od czasu założenia pozostawał w swej działalności prawosławnym i niejednokrotnie był ostoją tradycji ortodoksyjnej na Podlasiu. Jest miejscem pielgrzymek, szczególnie licznie odwiedzanym w dniu święta patrona św. Onufrego obchodzonym 12 czerwca wg Kalendarza Juliańskiego obowiązującego w liturgii prawosławnej.
Jak głoszą miejscowe przekazy ludowe, inspiracją do założenia Monasteru było cudowne pojawienie się w pobliżu wsi Jabłeczna ikony św. Onufrego. Mieszkańcy Jabłecznej i właściciele pobliskich posiadłości odczuli to jako przejaw szczególnej łaski Boga i na miejscu pojawienia się ikony założyli Monaster. Za datę założenia Monasteru uznaje się lata 1497 - 1498 r. Wzmianki o Monasterze pojawiają się w dokumentach z 1498 r. - adnotacji z rękopisu reguły nabożeństwa, którą brzescy mieszczanie podarowali Monasterowi św. Onufrego oraz w dekrecie króla Zygmunta z 1522 r. potwierdzającym akt kupna wsi Jabłeczna wraz z Monasterem św. Onufrego nad Bugiem położonym. Z rodowodowych ksiąg właścicieli ziemskich wsi Jabłeczna wynika, że okolicznymi posiadłościami władał prawosławnego wyznania ród Zaberezińskich i że w 1488 r. posiadłości te należały do Anny i Jana Zaberezińskich. Właśnie ich uznaje się za założycieli Monasteru.
Kompleks budynków składa się ze świątyni monasteru o jednej owalnej kopule uwieńczonej krzyżem, wolnostojącej murowanej dzwonnicy, piętrowego murowanego domu zakonnego. Całość wraz z obszernym dziedzińcem otoczona jest murem.  

Zanim wejdę do świątyni zatrzymuję się w ogrodzie. Z oddali dochodzi pianie kur. To odgłosy z gospodarstwa prowadzonego przez zakonników.

Przed świątynią, w ogrodzie znajduje się studnia (z pompą), z której można napić się wody. 

Główna świątynia Monasteru Jabłeczyńskiego została wzniesiona  w latach 1838 - 1840 r. w stylu klasycystycznym na planie krzyża greckiego. Ten często spotykany w prawosławnych świątyniach kształt kryje w sobie teologiczną przesłankę -  krzyż wyraża, że przez ukrzyżowanie Chrystusa Kościół pozyskał życie i moc i przypomina, że świątynia jest miejscem obecności Chrystusa.

Wnętrze świątyni dzieli się na trzy części. Część główna - prezbiterium oddzielona jest trzyrzędowym ikonostasem  od części środkowej przeznaczonej dla wiernych.


Ściany świątyni zdobią freski.

W świątyni, po lewej stronie znajdują się relikwie św. Ignacego Jabłeczyńskiego. W okresie międzywojennym mnich Ignacy był jednym z najstarszych wśród braci monasterskiej. Cieszył się autorytetem wśród okolicznej ludności prawosławnej. Okres wielkiej próby przyszedł dla niego, jak i dla wszystkich mnichów monasteru w Jabłecznej w latach drugiej wojny światowej. Najbardziej dramatycznym momentem w wojennych jego dziejach stała się noc z 9 na 10 sierpnia 1942 r., kiedy oddział wojskowy dokonał napadu na monaster. Napastnicy podpalili zabudowania monasterskie, nie pozwalali mnichom ugasić pożaru, grożąc im rozstrzelaniem. Część mnichów, w tym św. Ignacy, ukryła się w monasterskim sadzie. Jednak św. Ignacy powrócił, wszedł na dzwonnicę i zaczął dzwonić na trwogę.
Przyjął męczeńską śmierć stając w obronie monasteru. Męczennik Ignacy został pochowany na cmentarzu monasterskim. W 2003 r. otwarto grób świętego, a jego relikwie umieszczono w świątyni.

Naczelne miejsce zajmuje ikona św. Onufrego.


Historycy datują ikonę św. Onufrego na XII - XIII wiek. Malowana jest na kredowym podkładzie, na cyprysowej desce.Św. Onufry jest przedstawiony w pozycji stojącej z długą siwą brodą sięgającą niżej kolan sprawiającą wrażenie splecionej w warkocz. Ikona Św. Onufrego umieszczona jest z prawej strony w pierwszym rzędzie ikonostasu.

Za murem otaczającym Monaster znajdują się w niewielkiej odległości od siebie dwie wolnostojące kaplice.
Pierwsza pw. Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny usytuowana jest na przeciwko bramy głównej Monasteru. Pochodzi z XX wieku (1906r.).


Druga kaplica pw. Świętego Ducha jest wzniesiona nad samym Bugiem. Pochodzi także z początku XX wieku (1912 r.).

Odwiedziłam kolejne ciekawe miejsce. Miałam szczęście - nie trafiłam na tłum turystów. W ciszy mogłam skupić się nad intencjami, które ze sobą zabrałam. 
Czas wracać... Do Lisznej jadę przez Nowosiółki. Cisza, spokój, mogłabym tu zamieszkać. 
Ze Sławatycz kieruję się do Włodawy szlakiem Green Velo. Chciałabym wrócić do domu rowerowym skrótem - nadbużańską trasą. Mam wiatr w twarz. Nie jest może zbyt porywisty, ale mimo to czuję coraz większe znużenie. Do Włodawy dzieli mnie odległość 27 km. Rezygnuję z rowerowego skrótu. Jestem znużona wiatrem i słońcem. Z Włodawy jadę do domu najkrótszą trasą przez niekończące się Wyryki (Wyryki Adampol, Wyryki Połód, Wyryki Wola, Wyryki Kolonia)  i Krzywowierzbę.
Pedałując wspominam mijający dzień. Znalazłam cudowne odludzie. Wiem, że będę tu wracać nie tylko myślami :)
                                                                                         Koniec


Kategoria Wycieczki, Ciekawa Lubelszczyzna

Pałacobranie

  • DST 132.32km
  • Czas 04:59
  • VAVG 26.55km/h
  • VMAX 36.04km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Sprzęt Specialized
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 24 września 2017 | dodano: 24.09.2017

Jedni rowerzyści we wrześniowe niedzielne przedpołudnia udają się na grzybobranie, a inni na "pałacobranie". Dzisiaj należałam do drugiej grupy. Pogoda nie zachęcała do niedzielnej wycieczki - mżył deszcz i było szaro-buro, ale kto upartemu zabroni. Planowałam  wrzucić do rowerowego koszyka cztery pałace, jednak pogoda zweryfikowała moje plany. Deszcz na dobre rozgościł się na mojej trasie. Cóż - na prawdziwe pałacobranie pojadę następnym razem. A dzisiaj ot takie mini pałacobranie, choć sama nie wiem czy takie mini, bo do mojego rowerowego koszyka trafiły dwa dorodne pałacowe borowiki :)

Pałac Zamoyskich w Jabłoniu
Wzmianki o Jabłoniu jako osadzie pojawiają się już w XV wieku, kiedy należał do Wielkiego Księstwa Litewskiego. Jego pierwszymi właścicielami byli Połubińscy, herbu Jastrzębiec. W XVII wieku dobra Jabłoń należały do rodzin Firlejów i Potockich. Na początku XIX wieku majątek Jabłoń przejął Piotr Strzyżowski. Założył on park oraz zbudował pałacyk w stylu klasycystycznym około 1812 roku. Lata 1855-84 to okres władania dobrami Jabłoń hr. Łubieńskich. W okresie powstania styczniowego dwór stanowił schronienie dla powstańców, a jego właścicielka Amelia Łubieńska za tą działalność została zesłana na Sybir. W latach siedemdziesiątych XIX wieku dwór w Jabłoniu pada ofiarą prześladowań za działania wspierające walkę Unitów z prawosławiem. Łubieńscy musieli opuścić Jabłoń, a 1884r. majątek nabył August Zamoyski z Różanki dla swego syna Tomasza.
Neogotycki pałac został wybudowany przez hrabiego Tomasza Zamoyskiego w latach 1904 – 1905 na miejscu rozebranego pałacu Strzyżowskich. Pałac był wzorowany na angielskich rezydencjach z czasów przełomu późnego gotyku i początków renesansu. Jego projekt powstał w pracowni, wiedeńskich architektów Fellnera i Helmera.Pałac był rezydencją luksusową i nowoczesną. Posiadał centralne ogrzewanie, kanalizację, klimatyzację grawitacyjną, oświetlenie elektryczne i windę. Świetność rezydencji została przerwana przez wybuch I wojny światowej. Wysiedleni z majątku Zamoyscy wrócili dopiero w 1921 roku. W 1928 roku zmarła Ludmiła, w 1935 - Tomasz. Do Jabłonia wrócił wtedy skonfliktowany z nim syn August Zamoyski  - sławny już wówczas rzeźbiarz i zarządzał dobrami aż do wybuchu II wojny światowej.
W 1944 roku majątek został rozparcelowany między Skarb Państwa, Lasy Państwowe i prywatnych właścicieli. W oficynie pałacowej rozlokowała się szkoła podstawowa, w 1952 roku doszło jeszcze Technikum Rolnicze. Po pożarze w 1968 roku, który spowodował znaczne zniszczenia, szkoły przeniosły się do nowych budynków. Od 1999 roku pałac jest w rękach prywatnych.


Muzeum Augusta Zamoyskiego w Jabłoniu


Pałac Potockich w Radzyniu Podlaskim
Pałac Potockich w Radzyniu Podlaskim jest rezydencją rokokową, która ze względu na wysokie walory artystyczne zaliczana jest do wąskiego grona dziesięciu tego typu założeń w Europie. Należą do tej grupy m.in. Wersal, drezdeński Zwinger, poczdamski Sanssouci, a w Polsce pałac Branickich w Białymstoku czy królewski Wilanów.
Pierwsza budowla na miejscu dzisiejszego Pałacu Potockich wzniesiona została w XV wieku przez rodzinę Kazanowskich. Miała ona charakter średniowiecznej warowni.
Rozbudowy zamku dokonano dwukrotnie w czasie, gdy dobra radzyńskie dzierżawił ród Mniszchów (od połowy XVI do połowy XVII w.). Warownia zmieniła się wówczas prawdopodobnie w renesansową rezydencję typu palazzo in fortezza.
Kolejny etap przebudowy nastąpił, gdy dobra radzyńskie znajdowały się pod panowaniem Stanisława Antoniego Szczuki - sekretarza i przyjaciela Jana III Sobieskiego. Prace w Radzyniu, prowadzone pod kierunkiem królewskiego architekta Augusta Locciego rozpoczęły się już w 1685 roku. Do roku 1709 wzniesiona została barokowa rezydencja typu reprezentacyjno-obronnego.
Następna wielka przebudowa, która ostatecznie zadecydowała o obecnym wyglądzie pałacu, została dokonana w czasie, gdy właścicielami Radzynia byli: wnuczka Stanisława Antoniego Szczuki Marianna z Kątskich i jej małżonek Eustachy Potocki - generał artylerii litewskiej, sędzia Trybunału Koronnego. Małżonkowie Potoccy w Radzyniu postanowili stworzyć gniazdo rodowe, więc pałacowi pragnęli nadać odpowiednią rangę. W efekcie powstała budowla, uznawana za jedną z najpiękniejszych rokokowych rezydencji nie tylko w Polsce, ale i Europie.
Na głównego architekta pałacu i kierownika robót wybrany został Jakub Fontana – wybitny architekt włoskiego pochodzenia, realizator wielu budowli sakralnych oraz świeckich, architekt króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Prace związane z przebudową pałacu Potockich rozpoczęto na przełomie 1749 i 1750 roku, trwały do 1759 roku. Od 1755 roku urządzano ogród według planów Fontany, które realizował ogrodnik Knackfus. Fontana zaprojektował również pałacową dekorację rzeźbiarską pałacu, którą wykonał Jan Chryzostom Redler .

Pałac Potockich w Radzyniu był wielokrotnie głównym bohaterem moich blogowych wpisów, a dzisiaj doczekał się wzmianki o swojej bogatej historii.


Kategoria Ciekawa Lubelszczyzna, Wycieczki

Może maraton, a może wycieczka

  • DST 346.55km
  • Czas 13:23
  • VAVG 25.89km/h
  • VMAX 40.35km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Sprzęt Specialized
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 14 lipca 2017 | dodano: 15.07.2017

W ubiegłym roku w terminie Maratonu Północ Południe, Parczewska Grupa Rowerowa zamierzała zorganizować ultramaraton Kościuszko, którego trasa miała prowadzić od Parczewa po Dęblin i Stoczek Łukowski z dystansem niewiele ponad 300 km. Wprawdzie nie zapisałam się na listę startową, ale wraz z Robertem - kolegą z kirgiskiej ekipy planowaliśmy w tej samej dacie pokonać trasę maratonu. Maraton nie odbył się z powodu braku chętnych, kolega odwołał wizytę, a ja solo nie pojechałam... W ten sposób, od ubiegłego roku w moim Garminie czekała na odpowiedni czas trasa ultramaratonu Kościuszko.
Kończący się tydzień był bardzo pracowity, tylko praca i zero roweru, aż do dziś. W czwartkowy wieczór odżył "kościuszkowski" pomysł. Jadę, teraz, albo nigdy, choć, czy ja na pewno chcę pokonać nudną trasę maratonu, a może zrezygnować i wybrać się na wycieczkę po okolicy ze zwiedzaniem pałaców. Przeżywam dylemat wyboru - może maraton, a może wycieczka.

Wygrał pomysł przejazdu trasą maratonu. Wyjeżdżam z domu z niewielkim opóźnieniem, o godz. 5.10, a nie jak zamierzałam o godz. 5.00. Uruchamiam Garmina. Trasa prowadzi przez Sosnowicę, Orzechów Stary i Nowy do Ostrowa Lubelskiego. Jadę na pamięć i nie zauważam, że za Orzechowem Starym gubię ślad. Zamiast odbić w kierunku Uścimowa, pojechałam dalej do skrzyżowania w drogą prowadzącą wzdłuż jezior Łukcze i Krasne.
Zapowiada się pogodny dzień. Ostrów Lubelski wita mnie porannym słońcem.

Od Ostrowa Lubelskiego trzymam się trasy maratonu. Nie ścigam się sama ze sobą. Jadę w trybie oszczędnym, jakbym miała jutro pokonać taki sam dystans. To taka swoista jazda testowa.
Z Ostrowa Lubelskiego pedałuję w kierunku Lubartowa. Na rogatkach miasta wjeżdżam na drogę K-19. I się zaczyna - auto za autem. Dobrze, że na trasie do Kocka jest utwardzone pobocze. Jadąc rozmyślam, czy ja na pewno chcę spędzić dzień w towarzystwie rozpędzonych tirów. Trasa prowadzi do Dęblina, Stoczka Łukowskiego, Łukowa. Pokonywałam te drogi wielokrotnie autem i wiem, że ruch na nich  jest duży, praktycznie zawsze, bez względu na dzień tygodnia. Daję sobie czas do Kocka, a potem zdecyduję, co dalej.
Przed Kockiem urzeka mnie widok rzeki Wieprz. Odnoszę wrażenie, że po ostatnich opadach podniósł się znacznie poziom wody. Wieprz wygląda prawie, jak Bug.

Dojeżdżając do Kocka z daleka dostrzegam pałac. Dotychczas przejeżdżając przez Kock nie zatrzymywałam się na zwiedzanie.
W Kocku znajduje się pałac Anny Jabłonowskiej. Wzniesiono go w 1780 r. i przebudowano w 1840 r. Zespół pałacowy składa się z budynku głównego i dwóch jednakowych oficyn, które ćwierćkolistymi łukami parterowych krużganków łączą się z pałacem. Za pałacem teren opada tarasami ku szerokiej dolinie Wieprza. Obecnie pałac jest siedzibą Domu Pomocy Społecznej.
Za pałacem znajdował się ogród.  Powstał on na zlecenie Jabłonowskiej. Był to ogród botaniczny na europejskim poziomie. Park urządzono w okresie przebudowy pałacu w stylu wczesnego parku angielskiego.W parku – ogrodzie kockim rosło 590 gatunków krzewów i drzew, w tym rośliny północnoamerykańskie z Florydy, Karoliny i Kanady. W ogrodzie istniała też pomarańczarnia i szklarnie z kwiatami.



Zatrzymuję się jeszcze na chwilę w centrum Kocka. Punktem centralnym jest kościół pw. Wniebowzięcia N.M. Został on zbudowany w latach 1779-1780 według projektu Szymona Bogumiła Zuga. Kościół był dwukrotnie przebudowywany.

Tu fotka, tam fotka i sama nie wiem kiedy włączył mi się tryb wycieczkowy. Czy ja chcę jechać dalej trasą maratonu w parze z rozpędzonymi autami? Nie, zdecydowanie - nie. Kieruję się w stronę domu, a po drodze pomyślę co dalej. 
Wystarczył dystans około 15 km do Radzynia Podlaskiego i miałam w głowie projekt zmodyfikowanej trasy. Jadę do Wisznic, stąd przez Sławatycze do Włodawy i dalej przez Sobiborski Park Krajobrazowy do Woli Uhruskiej, a stąd do domu dobrze znaną trasą przez Poleski Obszar Chronionego Krajobrazu.
Przejeżdżając przez Sławatycze zauważyłam otwarte drzwi do cerki.

Lubie oglądać wnętrza prawosławnych świątyń. Wyglądają bajkowo.



Na skwerku w centrum Sławatycz dumnie stoją rzeźby Brodaczy. Sławatycze słyną z pożegnania roku przez Brodaczy - przebierańców, którzy w ostatnich trzech dniach grudnia nakładają specjalne stroje, tj. baranie kożuchy, kapelusze ozdobione bibułkowymi kwiatami i maski z długimi brodami. Długie brody wykonane z lnianego włókna symbolizują długie życie, duże doświadczenie i bogactwo przeżyć. 31 grudnia brodacze rozpoczynają kolędowanie połączone ze składaniem życzeń.

Ze Sławatycz do Włodawy jadę ścieżką rowerową trasą Green Velo. Mijam grupy sakwiarzy. Trasa Green Velo cieszy się coraz większą popularnością wśród rowerzystów.
We Włodawie odbijam z głównej drogi. Jadę po fotkę na ul. Klasztorną. Byłam tu wiosną. Włodawa jest bardzo malowniczym miasteczkiem. Moim zdaniem jest to nieoszlifowany brylancik nasze "Wschodniej Ściany".
Następnym razem przyjadę do Włodawy na dłużej, tym bardziej, że jadąc główna drogą dostrzegłam Kawiarnię Centrum i jestem bardzo ciekawa, jak tam smakuje kawa. Kawiarnia z daleka sprawiała wrażenie bardzo klimatycznego miejsca, posiadającego duszę.

W Woli Uhruskiej żegnam się ze ścieżką Green Velo. Zatrzymuję się w miejscu dla rowerzystów nieopodal starorzecza Bugu.

A potem była jazda bez przestanków i fotek, aby do domu wrócić o cywilizowanej godzinie.
Finał, jak na załączonych fotografiach :)


Kategoria Ciekawa Lubelszczyzna, Wycieczki

Ciekawe miejsca na mapie Lubelszczyzny

  • DST 182.53km
  • Czas 07:30
  • VAVG 24.34km/h
  • VMAX 37.41km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Sprzęt Specialized
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 12 marca 2017 | dodano: 12.03.2017

Dzisiaj także pojechałam odkrywać ciekawe miejsca na mapie Lubelszczyzny.
Wielokrotnie na trasie moich kółeczek/wycieczek mijałam Włodawę, ale dopiero dzisiaj zatrzymałam się tu na dłuższą chwilę.
Włodawa jest położona w środkowo-wschodniej części Polski, z Białorusinami za przysłowiową miedzą i zarazem niedaleko granicy polsko-ukraińskiej. Naturalną linią graniczną jest rzeka Bug, oddzielająca Polskę od Białorusi.
Korzenie Włodawy sięgają XIII wieku, kiedy to miasteczko stanowiło jeden z grodów Księstwa halicko-wołyńskiego i już wtedy jej ludność nie była jednolita etnicznie. Do II wojny światowej Włodawa była miastem Polaków, Żydów, Białorusinów i Ukraińców.Ta druga nacja stanowiła aż 60% populacji we Włodawie. W 1943 r. zniknęli z ulic miasta Żydzi, wymordowani przez Niemców w pobliskim Sobiborze. Po wojnie wysiedlono stąd Białorusinów i Ukraińców.
Wielokulturowość miasta oraz liczne zabytki sakralne sprawiają, że Włodawa stanowi ważny punkt na mapie atrakcji turystycznych wschodniej Polski. Włodawa nazywana jest dzisiaj miastem trzech kultur.
Na małej przestrzeni starej części miasta trzech kultur stoją do dziś: klasztor Ojców Paulinów, kościół pw. św. Ludwika, dawny zespół synagogalny i cerkiew prawosławna Narodzenia Narodzenia Najświętszej Maryi Panny.
Pierwsze kroki kieruję na dziedziniec  klasztoru Ojców Paulinów. Na zespół zabudowań sakralnych przy ul. Klasztornej 7 składają się kościół pw. św. Ludwika i budynek klasztoru Ojców Paulinów. Kościół św. Ludwika i klasztor Paulinów zbudowano w XVIII w.


Kościół parafialny pw. św. Ludwika został wybudowany w stylu barokowym przez znanego włoskiego architekta Paola Antonia Fontanę. Imponująco prezentują się wieże zwieńczone niespotykanymi, spiętrzonymi hełmami o grzebieniastej linii profilu.



Jadę ulicą Klasztorną, mijamy skrzyżowanie z ul. Mostową i jestem na ulicy Kościelnej. Przy ul. Kościelnej 11 mieści się Cerkiew Narodzenia Najświętszej Maryi Panny ufundowana przez Augusta Zamoyskiego w I połowie XIX w.
Cerkiew prawosławna Narodzenia NMP stoi na miejscu wcześniejszej cerkwi unickiej pod tym samym wezwaniem. Obecną świątynię zbudowano w końcu XIX w. W jej wnętrzu można podziwiać zabytkowy ikonostas. W bizantyjsko-klasycystycznym wnętrzu świątyni odbywają się festiwalowe koncerty muzyki kameralnej i występy chórów.
Wchodzę do przedsionka świątyni. Przez przeszklone drzwi zaglądam do środka. Odprawiane jest nabożeństwo, w którym uczestniczy garstka wiernych. Podziwiam malowidła, ale ze względu na zakaz fotografowania nie robię fotek.



Jadę dalej. Nieopodal cerkwi na ul. Czerwonego Krzyża 7 znajduje się zabytkowy zespół synagogalny składający się Wielkiej i Małej Synagogi - obie XVIII-wieczne. Synagoga we Włodawie została ufundowana w 1764 r. przez Czartoryskich. Jest jedną z nielicznych w Polsce bożnic pochodzących z tego okresu.
Budynki są obecnie siedzibą Muzeum Pojezierza Łęczyńsko- Włodawskiego poświęconego kulturze i historii włodawskich Żydów.
Być może przyjechałam za wcześnie, na bramie wejściowej zawieszona jest olbrzymia kłódka. Z pewnością wrócę tu latem.



We Włodawie co roku odbywa się Festiwal Trzech Kultur. Pierwszego dnia program jest poświęcony kulturze żydowskiej, drugiego – prawosławnej, trzeciego – katolickiej. W ramach festiwalu organizowane są koncerty, wystawy, konferencje, warsztaty. Każdego roku festiwal wykorzystuje inny motyw.
Wyjeżdżam z Włodawy. Jadę w kierunku Dorohuska.
Mijam Orchówek – niegdyś miasto, obecnie wieś położona niedaleko Włodawy, przy trój styku granic Polski, Białorusi i Ukrainy. Zatrzymuję się przed barokowym kościołem św. Jana Jałmużnika.


Pozostało już tylko zatoczyć kółeczko i wrócić do domu. Droga jest urokliwa. Prowadzi przez Sobiborski Park Krajobrazowy trasą Green Velo.

Mijam Rezerwat Przyrody Magazyn.

W Woli Uhruskiej odbijam z trasy Green Velo.
Jadę dobrze znanymi terenami przez Poleski Obszar Chronionego krajobrazu.

Wracam do domu z postanowieniem, że następnym razem zatrzymam się we Włodawie na dłużej.
                                                                                Koniec :)


Kategoria Wycieczki, Ciekawa Lubelszczyzna

Ciekawe miejsca na mapie Lubelszczyzny

  • DST 160.32km
  • Czas 06:04
  • VAVG 26.43km/h
  • VMAX 38.00km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Sprzęt Specialized
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 5 marca 2017 | dodano: 05.03.2017

Dzisiejsza wycieczka była kolejną z serii "Ciekawe miejsca na mapie Lubelszczyzny". Tym razem jadę do znanych mi miejscowości, które chcę odkryć na nowo.
Pogoda jest wiosenna, drogi urokliwe.

Zaczynam od Wisznic wsi gminnej położonej w powiecie bielskim. Pierwsza wzmianka o miejscowości pochodzi z roku 1446. Prawa miejskie Wisznice uzyskały między 1511 a 1579 rokiem. W XIX w. należały do Sapiehów. W latach 1705 i 1836 miały miejsce wielkie pożary miasta. Wisznice przestały być miastem 24 grudnia 1869.
Przy drodze K-63 położony jest cmentarz parafialny w odległości ok. 2 km od centrum. Został on założony w 1907 r. ze względu na brak możliwości rozbudowy cmentarz unicko-katolickiego.
Na cmentarzu znajduje się kwatera żołnierzy państw centralnych poległych w czasie I wojny światowej, na którą składa się 16 pojedynczych mogił, otoczonych cegłami z drewnianym krzyżem, a także zbiorowa mogiła prochów oficerów WP, którzy zostali zamordowani w Wisznicach we wrześniu 1939r. przez miejscowy Komunistyczny Komitet Rewolucyjny.


W centrum zatrzymuje się przy zabytkowym pounickim i katolickim cmentarzu z grobami rodziny Józefa Ignacego Kraszewskiego.
Został założony około 1800 r. jako cmentarz dla parafii unickiej i katolickiej w odległości około 200 m. od kościoła rzymskokatolickiego. W 1875 r. decyzją cara parafia unicka została zlikwidowana i cmentarz został podzielony na dwie części: południową prawosławną i północną katolicką. W części prawosławnej zmarli byli chowani głównie w grobach ziemnych, stąd nie zachował się żaden nagrobek. Natomiast w części katolickiej stawiano nagrobki i grobowce lub kładziono płyty, które reprezentują indywidualną wartość artystyczną. Na cmentarzu pochowana jest rodzina Józefa Ignacego Kraszewskiego, a także rodzina Sosnkowskich, w tym Ignacy Sosnkowski, który był pułkownikiem Wojska Polskiego, przodek gen. Kazimierza Sosnkowskiego - Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie w czasie II Wojny Światowej. Na cmentarzu znajdują się żołnierskie groby powstańców styczniowych.


Zatrzymuję się przed Kościołem Przemienienia Pańskiego...

i przed neoklasycystyczną cerkwią prawosławną św. Jerzego i Wniebowzięcia NMP.



Wracam do drogi K-63 i jadę w kierunku Sławatycz.



Dojeżdżam do Sławatycz - wsi gminnej położonej nad Bugiem na obszarze Równiny Kodeńskiej. Znajduje się tu drogowe przejście graniczne z Białorusią.
W centrum Sławatycz znajduje się neorenesansowy kościół Matki Bożej Różańcowej pochodzący z początku XIX w., pomnik Jana Pawła II i prawosławna cerkiew parafialna pw.  Opieki Matki Bożej. Pierwsza świątynia prawosławna w Sławatyczach powstała w końcu XV lub na początku XVI wieku.  Aktualnie działająca cerkiew została wzniesiona w latach 1910–1912. Została ona wpisana do rejestru zabytków 15 grudnia 1988 (powtórnie 20 września 2011 r.)



... a nieopodal... :)

Do Włodawy jadę ścieżka rowerową - trasą Green Velo


Ostatni przystanek do Włodawa. Byłam tu wielokrotnie. Nie jadę do centrum. Robię jedynie zdjęcie na rogatkach miasta i już bez przystanków pedałuję do domu.

                                                                                        Koniec :)


Kategoria Wycieczki, Ciekawa Lubelszczyzna

Słodki listopad czyli miesięczniaczek!

  • DST 102.61km
  • Czas 03:53
  • VAVG 26.42km/h
  • VMAX 43.68km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Sprzęt Specialized
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 27 listopada 2016 | dodano: 27.11.2016

Do miesięczniaczka brakowało tylko i aż 100 km, a do końca listopada pozostało tylko i aż cztery dni.
W niedzielny poranek delikatnie mżyło i było pochmurno. Po nocnym deszczu na drodze pozostały kałuże. Wiało dosyć porywiście. Jednym słowem - listopadowy standard.
Miesięczniaczek kusił. Przed południem mżawka ustała. Może pojadę choć na chwilę, a może zaryzykuję, pojadę na dłuższą chwilę i pokuszę się o setkę, może nie sypnie deszczem... Nosiło mnie. Jadę.
Nie miałam pomysłu na kółeczko. W takich sytuacjach najbezpieczniejsza jest wojewódzka. Zawsze można gdzieś odbić, skręcić, dojechać, lub po prostu wrócić do domu. Do wojewódzkiej jechałam skrótem, w myśl zasady - im dalej tym lepiej i zanim do niej dojechałam zrodził się plan. Tydzień temu zmieniałam cyferki w pałacowym stylu, więc i miesięczniaczka powitam po hrabiowsku. Pedałuję do Kozłówki - Pałacu Zamoyskich.







W powrotnej drodze natknęłam się na deszcz. Wróciłam ujechana, zlopana i zadowolona.
Miesięczniaczek przejechany! Jakiż słodki jest listopad :)


Kategoria Wycieczki, Ciekawa Lubelszczyzna

Żeszczynka Mleczna Wieś

  • DST 102.81km
  • Czas 03:54
  • VAVG 26.36km/h
  • VMAX 39.18km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Sprzęt Specialized
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 13 listopada 2016 | dodano: 13.11.2016

Na mapie Lubelszczyzny jest wiele ciekawych miejsc, w których jeszcze nie byłam. Jednym z takich miejsc do dzisiaj była Żeszczynka - Mleczna Wieś.

Żeszczynka to malownicza wieś położona w w gminie Sosnówka. Posiada bogatą historię powiązaną z kościółkiem unickim wokół którego powstała cała wieś. Od 1919 r. w Żeszczynce istnieje parafia rzymskokatolicka, a dawny kościół unicki (zamieniony w 1875 r. w prawosławną cerkiew) został zamieniony na kościół katolicki pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego.
Od XVII wieku Żeszczynka należała do kodeńsko-wisznickich dóbr rodu Sapiehów. Nazwa jeszcze w XIX wieku pisana była Rzeszczynka. Żeszczynkę wielokrotnie trawiły pożary. Wieś posiada wiele użytków zielonych więc ma bogate i sięgające wielu wieków tradycje hodowli krów i wytwarzania produktów z mleka (sery,masło).

Jadę drogą K-63, mijam Wisznice, odbijam z trasy i ... Wjeżdżam jakby do innego świata. Tu czas zatrzymał się w miejscu.





Niestety krów nie widziałam, mleka, domowego masła i sera nie skosztowałam, więc wrócę do Żeszczynki latem :)

                                                                                       Koniec :)


Kategoria Wycieczki, Ciekawa Lubelszczyzna

Jesienna wycieczka

  • DST 104.78km
  • Czas 03:57
  • VAVG 26.53km/h
  • VMAX 37.02km/h
  • Temperatura 9.0°C
  • Sprzęt Specialized
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 16 października 2016 | dodano: 16.10.2016

Poranek był bardzo rześki. O godz. 8.00 termometr wskazywał jedynie 3 stopnie na plusie. Od kilku dni porywiście wiało. I właśnie wiatr był powodem mojej sobotniej rowerowej bezczynności. Gonić na rower, czy odpuścić jak wczoraj - zastanawiałam się. Niedziela bez niedzielnej setki nie byłaby niedzielą. W południe pokazało się słońce. To przesądziło. Jadę!
Dzisiaj chciałam pojechać inaczej, zmienić niedzielne setkowe standardy.
Na początku sezonu wracałam z muzeum Kraszewskiego ciut dłuższą trasą. Wówczas jechałam po raz pierwszy drogą łączącą Lubień ze Starym Brusem. W Lubieniu przejeżdżałam obok kościoła, który swoją prostotą przyciągnął moją uwagę. 

Wyznaczyłam kółeczko pokrywające się częściowo z trasą mojej dwusetki przez Włodawę.
Jechałam przez doskonale znane mi miejscowości i po raz kolejny zatrzymałam się przed kościołom w Kodeńcu. Jest to dawna cerkiew unicka a obecnie kościół rzymsko – katolicki Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. Budowla jest jednym z najcenniejszych zabytków sakralnych w powiecie parczewskim. Jej powstanie datuje się na koniec XVI w.

Dojechałam do Lubienia. Zatrzymałam się oczywiście przed kościołem.Lubię oglądać, zwiedzać sakralne budowle. 


W Lubieniu znajduje się Cmentarz Prawosławny. Został on założony w XIX w. Jest on wpisany do rejestru zabytków. Obecnie należy do Parafii Prawosławnej p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego w Horostycie.



Z Lubienia do Starego Brusa droga prowadziła przez las.

Było słonecznie i wietrznie. Od Lubienia miałam sprzyjający wiatr. Jaka to przyjemna odmiana po pierwszych 45 km kiedy wiało centralnie w twarz.
Wielokrotnie jechałam ze Starego Brusa do Sosnowicy, ale dopiero dzisiaj zwróciłam uwagą na słupy elektryczne w Wołoskowoli. Były drewniane!

W Sosnowicy zatrzymałam się przy cerkwi.  Na swoim blogu już o niej pisałam.Byłam ciekawa, jak postępują prace renowacyjne. Postępu przy remoncie nie zauważyłam.


Moje kółeczko powoli zamykało się...
To była bardzo przyjemna jesienna wycieczka :)


Kategoria Wycieczki, Ciekawa Lubelszczyzna

Wycieczkowo, kółeczkowo

  • DST 259.12km
  • Czas 09:55
  • VAVG 26.13km/h
  • VMAX 58.18km/h
  • Temperatura 34.0°C
  • Sprzęt Specialized
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 25 czerwca 2016 | dodano: 26.06.2016
Uczestnicy

W poniedziałek odebrałam sms od Logina. Pytał, czy nie miałabym ochoty na wycieczkę w czasie weekendu. Login i wycieczka?! Przecież to ścigant! Czy on potrafi jeździć rekreacyjnie?! Ścigant - czy nie ścigant, wycieczka - czy nie wycieczka, najważniejsze, że można spotkać się ze znajomym i wspólnie popedałować.
Umawiamy się na sobotę na godz. 8.00. Na miejsce zbiórki docieram oczywiście na kołach. Zapowiada się upalny dzień. Synoptycy straszyli afrykańskim upałem. Jadę bez pośpiechu, a to tu się pogapię, a to wrócę po leżąca na poboczu biało-czerwona chorągiewkę i przy okazji zaliczę wywrotkę, bo wypięłam z pedału prawą nogę i zapomniałam o lewej, a czas ucieka. Spoglądam na zegarek, przeliczam w myślach kilometry i... mam co najmniej 10-minutowe opóźnienie. Nie zauważam, jak dojeżdża do mnie dwóch rowerzystów na kolarkach, mówią mi cześć i... moje szanse na dotarcie na miejsce zbiórki na czas wzrastają. Podpinam się do nich i na umówione miejsce przyjeżdżam punktualnie o godz. 8.00. Z daleka dostrzegam samochód Logina a obok niego nieznajomego mężczyznę w rowerowym stroju. Mężczyzna wchodzi do sklepu, ja podjeżdżam do auta. Czekam chwilę i ze sklepu wychodzi ktoś podobny do Logina. Czy to on, co się stało z jego włosami?! Login zmienił fryzurę - ściął włosy.
Ładujemy mój rower do samochodu i jedziemy do Krasnegostawu. W drodze zapowiadam, że skoro jedziemy na wycieczkę, to zamierzam uwiecznić ją na zdjęciach. 
W Krasnymstawie jesteśmy przed godz. 9.00. Login proponuje kilka minut fotkowego postoju na rynku. On zostaje przy rowerach, a ja szukam ładnych kadrów.
Krasnystaw to urokliwe miasteczko. Jestem tu po raz drugi. 

Moją uwagę przyciąga Kościół św. Franciszka Ksawerego wzniesiony na przełomie XVII i XVIII wieku jako świątynia zakonu jezuitów. Jest to typowa budowla jezuicka.

Jeszcze fotka Magistratu...

i wracam do Logina. Zastanawiamy się dokąd pojechać - do Czech, Węgier, Norwegii, Szwecji, a może na Ukrainę?

Wybór poda na Zamość trasą prowadzącą przez Chełm. Jedziemy drogą wojewódzką nr 812. Jest ciepło, a nawet bardzo ciepło.
Zatrzymujemy się na chwilę w miejscowości Krupe. Oglądamy zamek.

Zamek zwany jest fortecą, budowano go od początku XVI w. przynajmniej do pierwszej połowy XVII stulecia. Został wzniesiony przy rozlewiskach dopływu rzeki Wieprz.Ich częścią jest jeziorko znajdujące się tuż przy zamku. Do dzisiaj zachowały się jedynie ruiny.


Koło zamku trwają przygotowania do imprezy plenerowej. Panowie rozbijają namioty, rozstawiają krzesełka.
Jedziemy dalej. Do Chełma mamy około 30 km. 

Dojeżdżamy do Chełma. Zatrzymujemy się na rynku przy studni. Login zostaje przy rowerach, a ja szukam ładnych kadrów.

Jadąc do rynku zwróciłam uwagę na majestatyczne wieże.

Są to wieże Klasztoru i Kolegium Pijarów przy Kościele Rozesłania św. Apostołów.

W Chełmie nie zatrzymujemy się zbyt długo. Naszą wycieczkę ograniczamy jedynie do pobieżnego zwiedzenia rynku i spaceru po deptaku. Nie zaglądamy do Podziemi Kredowych i nie jedziemy na Górę Chełmską, gdzie znajduje się barokowa Bazylika Narodzenia NMP. Jest więc powód, aby odwiedzić Chełm po raz kolejny.
Wzmaga się upał. Dla ochłody jemy lody. Ja wybieram wersję na bogato.

Do Zamościa pozostało około 50 km. W normalnych warunkach jazda zabrałaby nam około dwóch godzin, ale w takim upale i porywistym wietrze w twarz, Zamość jawi mi się jak ziemia obiecana, do której podróż dłuży się i dłuży...
Loginowi najwyraźniej skwar i wiatr nie przeszkadza. Jedzie jak natchniony - jest w swoim żywiole. Ja zostaję w tyle. Wiatr jest dla mnie okropny, a do tego słońce. Spoglądam na termometr na liczniku - wskazuje 41,9 stopni na plusie.

Do Zamościa docieramy około godz. 14.00. Jedziemy na Stare Miasto.

Zamojskie Stare Miasto zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Jest ono wizytówką Zamościa.





Nie sposób odmówić takiemu zaproszeniu...

Rowery odpoczywają w cieniu, a my pod parasolkami przy zimnej Pepsi.

Wyjeżdżamy z Zamościa w czasie, gdy zaczyna się mecz Polska-Szwajcaria. Na ulicach panuje mały ruch.
Do Krasnegostawu jedziemy drogą krajową K-17. Tym razem mamy sprzyjający wiatr w plecy. Login nie jedzie - on szaleje na rowerze. Mnie zmógł upał. Dostałam uczulenia od słońca. Nie pomógł krem z filtrem.
Jadę za Loginem, a jego sylwetka oddala się, oddala... Jednak dobry z niego kompan, co raz czeka na mnie. Do Krasnegostawu wjeżdżamy razem. Wspólnie pokonaliśmy około 120 km.
Wracamy na miejsce zbiórki. W aucie jest bardzo... chłodno. Klimatyzacja to wyjątkowy wynalazek. Żegnamy się mówiąc - do zobaczenia na rowerach następnym razem.
Do domu wracam także na kołach. Mam dosyć jazdy krajówką. Jadę bokami - drogami równoległymi do K-19 i wjeżdżam na nią tuż przed moją wojewódzką. Nadrabiam kilometrów, ale w zamian nie jadę w tłumie aut.
Mimo zmęczenia, uczulenia od słońca, nie żałuję, że wybrałam się w taki skwar na rower. To była bardzo fajna wycieczka. Dziękuję Pawle za wspólne pedałowanie.

KONIEC


Kategoria Wycieczki, Ciekawa Lubelszczyzna

Pojezierze Łęczyńsko-Włodawskie

  • DST 152.18km
  • Czas 06:25
  • VAVG 23.72km/h
  • VMAX 33.90km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Sprzęt Scott
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 3 kwietnia 2016 | dodano: 06.04.2016

Równina Łęczyńsko-Włodawska (Pojezierze Łęczyńsko-Włodawskie) jest częścią Polesia Zachodniego. Stanowi największy w Polsce  zespół łąkowy. Ta kraina jezior, bagien i lasów charakteryzowała się przyrodą zachowaną w niezmienionym stanie do lat 1970., kiedy podjęto próby melioracji i osuszania znacznej części terenów. Jeziora pochodzenia krasowego zajmują ponad 27 km2 powierzchni.
Na Pojezierzu znajduje się utworzony w 1990 roku Poleski Park Narodowy. 

                                           Odwiedzone jeziora:
Jezioro Czarne



Jezioro Skomelno

i leśna chatka nad jeziorem...


Jezioro Zagłębocze



Jezioro Piaseczno



Jezioro Rogóźno


Jezioro Łukcze


Jezioro Krasne


Powrót do domu...


Kategoria Wycieczki, Ciekawa Lubelszczyzna