Basik prowadzi tutaj blog rowerowy

Będę o Tobie pamietać....

  • DST 100.66km
  • Czas 04:10
  • VAVG 24.16km/h
  • VMAX 33.50km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 18 czerwca 2014 | dodano: 18.06.2014

Dzisiaj miał być wyjątkowy dzień. Dzisiaj ja i Jacek mieliśmy się zmierzyć z kolejnym rekordem dystansu. Dzisiaj mieliśmy jechać do Zakopanego pokonując 450 km na rowerze. Mieliśmy.... Jak to brzmi.
Jacek odszedł nagle 1 grudnia 2013 r. Był dla mnie kimś wyjątkowym, moim rowerowym druhem, kumplem, przyjacielem.
A wszystko zaczęło się od mego zgłoszenia na Harpagana na przełomie lutego i marca 2013 r. Na stronie maratonu znalazłam ogłoszenie dziewczyny, która szukała towarzyszy do wspólnej podróży na maraton. Nawiązałam z nią kontakt i w ten sposób udało mi się spełnić swoje marzenie. Jacek był jej kolegą, przyjacielem. Od kilku lat razem jeździli. Wszystko wskazywało na to, że dołączę do ich ekipy. Na maratonie Jacek okazał się prawdziwym kumplem - dokarmiał mnie batonami proteinowymi, mimo, że miałam swoje, poił Red Bulem, gdy miałam kryzys. Był szczery i serdeczny. To tylko dzięki niemu nie uciekłam wieczorem z bazy maratonu, gdy koleżanka powiedziała, że odebrałam jej zwycięstwo..... Myślałam, że żartuje, a jednak.... Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Jacek krótko skwitował - "Nie przejmuj się, taka już jest. Daj aparat zrobię ci zdjęcia, jak będziesz odbierała puchar". Cały Jacek. To wtedy zrodził się pomysł wyjazdu rowerem nad morze.
Wracając z Harpagana poznałam rodzinę Jacka - Beatkę i synów. To była wspaniała rodzina. Emanowali ciepłem i miłością. Ona tak bardzo podobna do Niego - ciepła, serdeczna, pogodna. Wspaniała kobieta.
Byłam pewna, że po Harpaganie znajomość się urwie. Wprawdzie wymieniliśmy się numerami telefonów, ale nie liczyłam, że On sie odezwie. Myliłam się. Już następnego dnia, w poniedziałek, zadzwonił telefon. Wyświetlił się napis - Jacek Harpagan. Tak właśnie zapisałam numer Jacka. Gadaliśmy jak starzy znajomi. Od tego czasu Jacek dzwonił, pisał maile, zapraszał na wyjazdy ze swoją grupa rowerową. Zawsze kończył rozmowę mówiąc "Odzywaj się".
W lipcu pojechaliśmy nad morze. To była piękna przygoda. Zamykam oczy.... Widzę nas na rowerach, słyszę nasze rozmowy....
W drodze powrotnej Jacek zaproponował wyjazd do Zakopanego. Było morze, będą góry. Ja uwielbiam długie dystanse. Myślałam, że nareszcie znalazłam kogoś z kim mogłabym dzielić swoją pasję. Był prawdziwy, na wyciągniecie ręki. Był...
Jesienią ustaliliśmy zakopiański termin. Wyjazd 18 czerwca 2014 r., powrót 22 czerwca. Jacek chciał zostać dzień lub dwa w Zakopanem. Nigdy tu nie był....
Odszedł 1 grudnia 2013 r. A jeszcze cztery dni wcześniej rozmawialiśmy, dwa dni wcześniej napisał do mnie maila. 1 grudnia wysłałam mu sms-a chwaląc się 100 km na pożegnanie jesieni. Juz nie przeczytał. 2 grudnia zadzwoniła Beatka.... Nie wierzyłam...
Przecież mieliśmy takie plany osobiste i rowerowe. Planowaliśmy rodzinne spotkanie, wyjazd do Zakopanego, udziały w maratonach.... Nie zdążyliśmy....
Po Jego odejściu bardzo zbliżyłyśmy się z Beatką. Wspieram ją, to bardzo trudne. bo co można powiedzieć w takiej sytuacji.... Teraz planujemy z Beatką rodzinne spotkanie. Przyjedzie do nas z synami gdy będzie gotowa.
To właśnie dla Beatki i dla Jacka postanowiłam, że sama pojadę do Zakopanego, tak, jak planowaliśmy. Odliczałam miesiące i tygodnie do 18 czerwca. Jak ja czekałam na ten dzień.... Po Rudawskiej Wyrypie zaczęłam mieć wątpliwości, czy chcę sama jechać. Kilkakrotnie w trakcie maratonu powiedziałam do Jurka Jacek. Tak bardzo mi go przypominał.  A może Jacek był tam ze mną.
Zaczęłam sie zastanawiać, czy chcę jechać sama. Nie chodziło o to, że sobie nie poradzę w trasie. Mam mapę, awaryjnie nawigację, nie boje się jazdy w nocy. To nie o to chodziło.... Jeżdżę sama, ale tym razem zaczęłam obawiać się samotności, swoich myśli. Czy tym razem wytrzymam ze soba, czy się nie rozkleję. Było coś jeszcze. Nie miałabym z kim dzielić radości po osiągnięciu celu, nie miałabym z kim świętować.... Z pewnością pojadę rowerem do Zakopanego, tak jak planowaliśmy z Jackiem, ale nie w tym roku, to dla mnie za wcześnie.
Znaliśmy się krótko, ale to wystarczyło, by się zaprzyjaźnić, snuć plany o wspólnych rowerowych wyjazdach. To był wspaniały człowiek.
Nie byłabym jednak sobą, gdybym.... Postanowiłam, że dla Beatki i Jacka zrobię coś innego. W terminie wyjazdu do Zakopanego, 20 czerwca jadę do Lubrzy na wyjątkowy maraton - XII Ekstremalne Zawody na Orientację Grassor. Zmierzę się z dystansem 300 km przez lasy, pola.... Będę miała z kim świętować, jeśli uda mi się dojechać do mety.
A dzisiaj na rowerze chciałam wyciszyć emocje. Jechać i nie myśleć, nie wspominać, tylko jechać. Nie udało się. Wspomnienia ożyły. Dobrze, że nie pojechałam do Zakopanego, dziś nie zniosłabym samotności. 
A Jacek gdzieś tam jeździ na rowerze. Wierzę, że się tam spotkamy.


Kategoria Po pracy

:)

  • DST 33.15km
  • Czas 01:19
  • VAVG 25.18km/h
  • VMAX 31.20km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 15 czerwca 2014 | dodano: 15.06.2014

Czasu miałam niewiele, to i dystans króciutki. A jaka była zimnica.....


Kategoria Po pracy

W ganianego z burzą

  • DST 117.82km
  • Czas 05:10
  • VAVG 22.80km/h
  • VMAX 34.00km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 14 czerwca 2014 | dodano: 15.06.2014

We wczesnym dzieciństwie moją ulubioną zabawą i moich kuzynów był "ganiany". Przebiegaliśmy robiąc zygzaki i uniki od linii do linii, aby nie dać się złapać, dotknąć ganianemu. To dopiero była frajda, a ile przy tym było śmiechu!
Mimo pochmurnych prognoz, dzisiejszy poranek nie wróżył ganianego z deszczem. Wprawdzie chmury chodziły, ale niebo było błękitne.
Do wczesnego popołudnia załatwiłam sprawy domowe i uciekłam na rower. Pogodne niebo zaglądało przez okno, więc nie powinno być źle :) Po pokonaniu kilku kilometrów - konsternacja - od północy nadciągały burzowe chmury.

Południowa strona nieba była jeszcze pogodna. Co robić - jak zawrócę, to mogę nie zdążyć do domu przed burzą. Deszcz to nic, ale od czasu do czasu przez niebo przebiegały błyskawice i jeszcze te groźne pohukiwania.....
Podjęłam błyskawiczną decyzję - jadę dalej w kierunku pogodnego nieba. Jakoś dziwnie burzowe chmury zaczęły mnie osaczać od północy i zachodu. Pomyślałam, że będę improwizować - robić zygzaki i uniki, jak w ganianym z dzieciństwa :)
Jechałam trasą treningowego kółeczka, ale tym razem w przeciwnym kierunku. Przede mną było pogodne niebo.

Za mną ciemne chmurzyska :(

A przed TYM uciekałam.

Modyfikowałam kółeczko obierając cały czas kierunek na błękitne niebo. Niestety, jak śpiewa Perfekt w swojej najnowszej piosence "Przychodzi kres na kres", przyszedł kres na błękit nieba... W miejscowości o dźwięcznie brzmiącej nazwie Tarło :) wjechałam w szaro-bure niebo. Dopadł mnie ganiany, ale tylko drobnym kapuśniaczkiem i tylko przez chwilę :) Miałam szczęście! Gdy wyjechałam na drogę główną, po przejechaniu kilku kilometrów, na jezdni pojawiły się olbrzymie kałuże. Zrobiło się zimno, a wiatr i tak bardzo porywisty zaczął przybierać na sile.
Pokręciłam się jeszcze po okolicy napotykając co raz kałuże. A ja suchutka :) Jakież było zdziwienie moich gdy wróciłam do domu. Nie mogli uwierzyć, że nie zmokłam, jak kilka sobót wcześniej, gdy wróciłam ociekająca wodą.
Dzisiaj przydały się umiejętności z dzieciństwa :) Burzowy ganiany nie doścignął mnie, a jedynie na otarcie swoich łez pokropił kapuśniaczkiem :))))


Kategoria Po pracy

Ależ Spacerzysko... jak na mnie!!!

  • DST 32.98km
  • Czas 01:10
  • VAVG 28.27km/h
  • VMAX 35.50km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 11 czerwca 2014 | dodano: 12.06.2014

Dzisiaj był zakręcony dzień. Tempo i jeszcze raz tempo. Byłam pewna, że nie uda mi się wyrwać na rower, ale dla chcącego nie ma nic trudnego. Na rowerowy spacer miałam tylko chwilę, niestety... Wydawało mi się, że jadę jak zwykle w swoim terenowym tempie, a jednak nie! Gdy dojeżdżając do domu sprawdziłam na liczniku jaką wykręciłam średnią, usłyszałam cieniutki, kobiecy głosik z reklamy środka na odchudzanie - "Nie wierzę!?" Ależ niespodzianka, ależ spacerzysko... jak na mnie, tak z pewnością dodałby Młody :)!!!
I tu przypomina mi się historia, a nawet anegdota, a może dowcip z brodą o średniej prędkości w męskim wydaniu ;)
W 2006r. za namową kolegi z pracy kupiłam rower. Kolejnym zakupem był licznik - chciałam wiedzieć ile i jak jadę. Od tego zaczęły się dyskusje z Mirkiem o trasach, średnich i max  prędkościach oraz innych rowerowych nowinkach. Pewnego razu Mirek pochwalił się, że zrobił średnią 30 km/h. Nie usłyszał, lub nie chciał usłyszeć mego pytania o dystans na jakim udało mu się wykręcić taką średnią. Od tej pory 30 km/h stało się moją obsesją :) Co, mam być gorsza od faceta?! Robiłam wówczas kółka 20 km. I pewnego razu po pracy.... Myślałam, że zostawię płuca na koszulce! Jeździłam jeszcze wtedy w cywilnych ciuchach i po powrocie do domu, koszulka, spodenki i reszta były mokre od potu, jakby wyjęte z wody, a ja ledwo żywa i NIC! Nie udało się! Wykręciłam średnią niewiele ponad 25 km/h. Facet okazał się mocniejszy, porażka :( Po kilku dniach, mimochodem zagadałam do kolegi i zapytałam na jakim dystansie zrobił taką średnią. Tym razem usłyszał i odpowiedział - na 9 km i dodał, a co, nie mówiłem. Ja zaniemówiłam. Pomyślałam - nie mówiłeś i zdołałam się tylko uśmiechnąć. Oj, mężczyźni, mężczyźni, rowerowi królowie szos :)))


Kategoria Po pracy

Rowerowy spacer :)

  • DST 31.87km
  • Czas 01:21
  • VAVG 23.61km/h
  • VMAX 39.10km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 10 czerwca 2014 | dodano: 10.06.2014

Po upalnym dniu jakże było przyjemnie pojechać wieczorem na spacer :)


Kategoria Po pracy

A może Węgry.... :)

  • DST 134.18km
  • Czas 05:36
  • VAVG 23.96km/h
  • VMAX 40.80km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 8 czerwca 2014 | dodano: 09.06.2014

Wczoraj było tak pięknie. A ten błękit nieba, jak marzenie, a mój Scott na pomoście.... ach....
Bardzo podoba mi się to zdjęcie, więc co tam, jeszcze raz :)

Dzisiaj z nieba lał się żar, po błękicie nie było śladu. Pogoda typowo rowerowo - kąpielowa :)
Cóż było robić - tylko jechać nad jezioro i pomoczyć nogi. Wybrałam Jezioro Czarne. Nie byłam tam od wycieczki w lutym. To miejsce ma swój klimat. Małe jeziorko ukryte w lesie. Cisza, spokój i co najważniejsze - brak dzikich tłumów. Tak było i dzisiaj. Garstka wypoczywających, w tym para z dużym namiotem, prawie wojskowym hangarem :) Urokliwie. Następnym razem zabiorę Starszego oraz namiot i zostaniemy na weekend :))))

Siedziałam na trawie i moczyłam nogi w jeziorze. Obok bawiły się dzieci - trzech dżentelmenów i mała dama, moja imienniczka :) Ależ miałam radość obserwując maluchy. Nasze imię było wypowiadane na różne sposoby. Nie sposób było się nie uśmiechnąć :) Jak ja lubię takie chwile. To są kradzione chwile, zatrzymane w kadrze, są tylko moje - liczy się tu i teraz... Pięknie.....

Ruszyłam dalej. Znajomą trasą - polną, bardzo piaszczystą drogą pomiędzy stawami dotarłam nad Jezioro Białe. A tu już inne klimaty. Mnóstwo aut i całe krocie amatorów grila i kąpieli. Uciekłam stamtąd czym prędzej :)
Trafiłam na taką oto ciekawostkę :)

A może wrócę do domu przez Węgry ?! :) Ta myśl mnie zelektryzowała :) Pomysł niesamowity, a jaka przygoda ;))) Niestety, zapomniałam tym razem zabrać w trasę złotą kartę kredytową :( Bez takiego załącznika, z jednym pełnym bidonem trudno byłoby zrobić kółeczko przez Węgry :( I tak czar prysł....
Nie byłabym jednak sobą, gdybym coś nie wymyśliła :) Wróciłam do domu skrótem, robiąc jednocześnie rekonesans trasy jednego z moich przydomowych kółeczek. Węgry to nie były, ale było jeszcze ładniej i prawie daleko :)

A na większe pocieszenie zrobiłam sobie prędkościowy prezencik :) Po raz pierwszy w tym sezonie rozpędziłam się na prostym i płaskim odcinku do 40 km/h. Sporadycznie podaję max predkości powyżej 40 km/h z jednego powodu - osiągam je na zjazdach, niewielkich, ale zawsze w dół i nie są one moją max zasługą. Dzisiaj się udało. Super, tym bardziej, że jeżdżę na góralu na mocarnych terenowych oponach :)




Kategoria Wycieczki

Błękitną stroną nieba :)

  • DST 54.60km
  • Czas 02:09
  • VAVG 25.40km/h
  • VMAX 37.70km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 7 czerwca 2014 | dodano: 08.06.2014

Poranne mgły pokrzyżowały mi plany rowerowe :( Zresztą to nie była jedyna przyczyna.
Przed południem wypogodziło się. Piękny dzień! A ten błękit nieba! I jak tu nie wyrwać się na rower, choćby na krótką chwilę.... Czasu miałam niewiele....
Tym razem włóczyłam się leśnymi drogami, głównie asfaltowymi.

Odwiedziłam Jezioro Obradowskie.

I zauroczyłam się błękitem nieba :)

Pierzaste chmury na błękitnym niebie wydawały się znajome. Tylko, gdzie i kiedy je widziałam? :)))





Kategoria Po pracy

Tańcząc z wiatrem

  • DST 55.31km
  • Czas 02:09
  • VAVG 25.73km/h
  • VMAX 41.60km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 5 czerwca 2014 | dodano: 05.06.2014

Skoro śpiewa jadąc na rowerze, to może także zatańczy... Z pewnością tak pomyślał dzisiejszy wiatr. Bez względu na kierunek jazdy wiał w twarz, lub z boku. Tak sobie  żartował, jakby tańczył ze mną rowerowy taniec :) Pląsaliśmy, to w bok, to zwalnialiśmy jakby robiąc krok w tył... Raz, dwa, trzy... raz, dwa, trzy.....


Kategoria Po pracy

Słoneczną stroną nieba :)

  • DST 55.37km
  • Czas 02:14
  • VAVG 24.79km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 3 czerwca 2014 | dodano: 03.06.2014

W niedzielę lało i padało, w poniedziałek padało, dziś do południa mżyło, a po południu nareszcie wyjrzało słońce. 


Kategoria Po pracy

:)

  • DST 60.39km
  • Czas 02:44
  • VAVG 22.09km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 1 czerwca 2014 | dodano: 01.06.2014

Moim Milusińskim :)


Kategoria Po pracy