Witaj Italio!
-
Aktywność Jazda na rowerze
Od niepamiętnych czasów byłam zafascynowana górami, ale przyszła kolejna fascynacja - rower i na góry było coraz mniej czasu. W czerwcu, po wyjeździe w Alpy szwajcarskie przekonałam się, że można połączyć te dwie fascynacje. Szaleć na rowerze zdobywając honorne przełęcze, ciesząc jednocześnie oczy niesamowitymi widokami.
Mój Przyjaciel podsunął mi pomysł wrześniowego wyjazdu do Włoch. Tak pięknie opowiadał o Alpach i ukrytych w nich jeziorach.... Cóż było robić - kupiłam bilet autobusowy do Mediolanu i... Witaj Italio!!! :)))))
10 września o godz. 7.00 wyjechałam z Lublina do Mediolanu. Nie znoszę jazdy autobusem, a tym razem miałam spędzić w nim 28 godzin, ale czego nie robi się dla swojej fascynacji. W Italii czekały na mnie Alpy i pięć wspaniałych jezior :)
Kategoria Jeziora alpejskie 2013
Goniąc lato cd. :)
-
DST
47.13km
-
Czas
01:59
-
VAVG
23.76km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
Kategoria Po pracy
Goniąc lato
-
DST
52.66km
-
Czas
02:12
-
VAVG
23.94km/h
-
VMAX
40.00km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
Kategoria Po pracy
Ścigając się z wiatrem :)
-
DST
47.10km
-
Czas
02:05
-
VAVG
22.61km/h
-
VMAX
34.00km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
Kategoria Po pracy
Powiew jesieni
-
DST
55.16km
-
Czas
02:24
-
VAVG
22.98km/h
-
VMAX
34.00km/h
-
Temperatura
23.0°C
-
Aktywność Jazda na rowerze
Kategoria Po pracy
Małe kółeczko
-
DST
26.31km
-
Czas
01:02
-
VAVG
25.46km/h
-
VMAX
34.00km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
Kategoria Po pracy
:)
-
DST
44.09km
-
Czas
01:59
-
VAVG
22.23km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
Kategoria Po pracy
Dla przypomnienia...
-
DST
70.19km
-
Czas
03:34
-
VAVG
19.68km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
Kategoria Po pracy
Malinówka nad Jeziorem Łaśmiady
-
DST
104.50km
-
Teren
20.00km
-
Czas
06:06
-
VAVG
17.13km/h
-
VMAX
28.00km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
Gdy patrzyłam na mapę bałam się tego dnia i tej trasy. Mnóstwo wijących się dróg szutrowych. Czy sobie poradzę? Wstałam jak zwykle skoro świt. Dzień zapowiadał się piękny. To dobrze, bo jeszcze wczoraj straszyło deszczem. Jak zwykle spaceruję, idę nad jezioro. Cisza, spokój - pięknie.
Młody też wstał wcześniej niż zwykle. Chcemy mieć zapas na błądzenie. Śniadanie jemy w altanie. Wyjeżdżamy wcześnie - o godz. 8.00. Żegnamy się z Wigrami. Wracamy do głównej drogi Nr 653. Mamy odbić w lewo w kierunku miejscowości Cimochowizna i Sobolewo. Odbijamy do Cimochowizny. Za wcześnie. Powinniśmy jechać dalej i odbić w kierunku Sobolewa. Droga z asfaltowej zamienia się w piaszczystą. Wiem, że źle skręciliśmy, ale jedziemy dalej. Mapa pokazuje, że powinniśmy dojechać szutrówkami do Sobolewa. W Cimochowiźnie odkrywamy piękne miejsce - camping nad Jeziorem Wigry. Błądzimy jeszcze i dajemy za wygraną. Wracamy na drogę główną. Starszy rowerzysta, którego mijamy mówi, że możemy drogą przez las dojechać do Sobolewa.....
To był wyjątkowy dzień. Błądziliśmy, by w końcu dotrzeć do celu. Zatrzymaliśmy się w Ośrodku Wypoczynkowo - Szkoleniowym w Malinówce. Bardzo ładne miejsce. To był ostatni dzień naszej wyprawy.
Kategoria wyprawy
Ach, te Wigry :)
-
DST
31.34km
-
Czas
01:40
-
VAVG
18.80km/h
-
VMAX
27.00km/h
-
Temperatura
37.0°C
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzień miał być lajtowy. Wieczorem rozmawiając o trasie podjęliśmy decyzję, że nie jedziemy na południe wzdłuż granicy tylko skracamy trasę, rezygnujemy z noclegu w Lipsku i nocujemy w Wigrach nad Jeziorem Wigry :)
W nocy było bardzo duszno. Parne noce stały się standardem na naszej wyprawie. Wstałam jak zwykle - skoro świt. Jak ja lubię te poranki nad jeziorami :) Poranek jest rześki - standard na naszej wyprawie :) Idę na pomost, robię zdjęcia, siadam na ławkę... Jaki przyjemny wiaterek... Patrzę na jezioro, na nasz namiot. Na pomoście zostaję dłuższą chwilę. Chcę się nacieszyć ciszą, spokojem i tym czymś, tak trudnym do zdefiniowania. Uświadamiam sobie, że nie wiem, nie pamiętam jaki jest dzień tygodnia...Jest cudownie.
Po godzinie 8.00 idę do sklepu. Młody jeszcze śpi. Nie budzę go. Dziś mamy do pokonania niewielki odcinek, nie musimy się spieszyć. Po powrocie robię śniadanie. Młody jeszcze śpi, budzę go dopiero około godziny 9.00.
Śniadanie jemy w altanie. Tym razem jest to iście królewskie śniadanko - kanapki - bułeczki z prawdziwą wędliną, a nie jakimś tam pasztecikiem. Obok królewskich kanapek obowiązkowo kanapki z dżemem wiśniowym i jeszcze coś - jagodzianki :) Pyszota :)))
Wyjeżdżamy o godzinie 10.00. Jedziemy drogą asfaltową do Sejn. To tylko kilka kilometrów. Robimy rundkę po mieście. Zatrzymujemy się przed Biedronką. Uzupełniamy zapasy spożywcze - owoce: banany - dla nas, nektarynki - dla Młodego, brzoskwinie - dla mnie, paszteciki, keczup. Decydujemy się również na dżemowe szaleństwo - kupujemy dżemy egzotyczne Łowicz - o smaku kiwi i limonki oraz marakui i mango. Nie mogło zabraknąć też dżemu z czarnej porzeczki - lubimy go obydwoje :) Oczywiście w koszyku ląduje także nasz hit - żelki oraz lody :) Do tego jeszcze drożdżówki. A co tam, jak szaleć, to szaleć!
Odpoczywamy w parku. Młody goni po zimne napoje. Jest bardzo ciepło, upalnie. Obserwuję osoby w parku. Na przeciwko na ławce siedzi dwóch starszych panów, dalej kobieta z nastolatką, pewnie matka z córką, na pozostałych ławkach kobieta z mężczyzną i mężczyzna. Wszystkie ławki są zajęte. Sejny to urocze miasteczko. Urzeka mnie spokój tego miejsca, nie widać spieszących się ludzi. Atmosfera jak ze starego czarno-białego filmu :)
Wyjeżdżamy z Sejn. Kierunek Wigry! Jest gorąco - 37 stopni. Młody jak zwykle jedzie pierwszy. Jest pierwszy na wszystkich podjazdach, a jest ich sporo. Już do niego dojeżdżam i... Przecież to Młody :) Dzięki temu, a może przez to, jadę głównie samotnie mam czas na rozmyślania egzystencjalne ;)
Ruch na drodze jest średni. Kierując się znakiem informującym o klasztorze pokamedulskim w Wigrach odbijamy lewo i po przejechaniu niewielkiej odległości w prawo. Wjeżdżamy do Magdalenowa, a stąd już tylko mały odcinek i jesteśmy w Wigrach. Szukamy campingu nad jeziorem na przeciwko klasztoru. Podobno to najładniejsze miejsce w Wigrach, a co najważniejsze, dają tam dobrze jeść :) Jest! To Camping u Haliny. Zostawiamy rowery i idziemy zwiedzać klasztor. W tym klasztorze podczas pielgrzymki w czerwcu 1999r. gościł papież Jan Paweł II. Niesamowite miejsce. A widok z wieży klasztornej na jezioro i okolicę jest przepiękny!
Młody pierwszy wrócił na camping. Gdy ja wracam - Młody właśnie wjeżdża w bramę rowerem. Robił małą rundkę po okolicy. Rozbijamy namiot w rogu campingu, pod drzewem - klonem. Obok rośnie brzoza, o którą opieramy rowery. W bliskim sąsiedztwie jest altanka. Niestety nie ma jednego - kameralnej atmosfery. Jest sporo namiotów i cały czas przybywa aut i nowych namiotów. Miejsce jest bardzo ładne i zapewne stąd te tłumy.
Zmienia się pogoda. Wkoło zbierają się czarne, burzowe chmury. Zrywa się wiatr i zaczyna padać. Młody jest w namiocie. Ja nie wchodzę, pozostaję na ławce pod daszkiem. Nareszcie trochę chłodniej. Pada niezbyt intensywnie i niezbyt długo.
Gdy deszcz ustaje idziemy na obiad. Dziś szef kuchni w zestawie obiadowym przygotował zupę buraczkową, schabowe, ewentualnie ryba i sernik na deser. Decydujemy się na schabowe - Młody prawdziwego, a ja z kurczaka. W zestawie są także trzy surówki i kompot. Ależ to była uczta!
Idziemy spać bez kolacji. Przed snem tradycyjnie gadamy. Jak ja lubię te nasze pogaduszki :)
Kategoria wyprawy






