Nowy tydzień :)
-
DST
17.30km
-
Sprzęt Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Jak dobrze jest zacząć nowy tydzień na rowerze. Bez znaczenia, czy to jest 10 km, czy 100 km, najważniejsze, że na rowerze. Choć wolałabym popedałować 17 km bezdrożami, a nie miejską ścieżką. I na to kiedyś przyjdzie czas :) Może na emeryturze ;)
Kategoria Praca w stolicy
A w Warszawie już jesień
-
DST
81.67km
-
Temperatura
13.0°C
-
Sprzęt Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zostałam na weekend w Warszawie. Wczoraj były rozrywki kulturalne i kulinarne, a dziś rower. Wybrałam się na ciut dłuższą wycieczkę w poszukiwaniu babiego lata :) 


Kategoria Praca w stolicy
Piątek, piąteczek, piątunio :)
-
DST
16.96km
-
Sprzęt Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rowerem do pracy i na rehabilitację :)
Kategoria Praca w stolicy
Zwykły dzień
-
DST
14.21km
-
Sprzęt Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Al. Stanów Zjednoczonych, Most Łazienkowski, Czerniakowska, Agrykola... Niby zwykły dzień, droga do pracy, a jednak tak nieziemsko cudownie :)
Dzisiaj trzy razy wyprzedzałam rowerzystę na trekingowym rowerze :) On jechał skrótami, ja uczciwie ścieżką, on krótszą drogą, ja naokoło :) Ostatni raz widziałam go na podjeździe na Agrykoli, ja pojechałam, a on został w tyle :)
I jeszcze coś. Podobno dużymi krokami zbliża się babie lato :)
Kategoria Praca w stolicy
Rowerowy spacer w Warszawie :)
-
DST
23.14km
-
Czas
01:09
-
VAVG
20.12km/h
-
Sprzęt Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wróciłam do Warszawy. Wieczór zapowiadał się pogodny. Cóż. Nie chciałam żałować straconej okazji i... Pogoniłam na rower!!! Tak tylko na chwilę. Wróciłam o zmroku. Ależ było fajnie :)
Kategoria Praca w stolicy
Może pani pomóc...
-
DST
61.20km
-
Temperatura
13.0°C
-
Sprzęt Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Pojechałam do pracy rowerem. Jak zwykle przeprowadzałam Gianta kładką nad Czerniakowską. Gdy byłam na "półpiętrze", usłyszałam: "Przepraszam, może pani pomóc". Młody człowiek zaproponował mi pomoc. Czy ja wyglądam na bardzo starą, lub bardzo zabiedzoną?! Czy ja wyglądam na kogoś, kto nie jest w stanie przeprowadzić roweru rynienką po schodach?! Aby udowodnić (sobie), że tak nie jest wróciłam do domu dłuższą trasą :)
Czwóreczka z przodu licznika :)
-
DST
40.78km
-
Czas
01:58
-
VAVG
20.74km/h
-
Temperatura
13.0°C
-
Sprzęt Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
I tak pojawiła się nowa cyferka z przodu licznika. Czwóreczka, a cieszy jak dziesiąteczka, a nawet bardziej, jak dwudziesteczka, która nigdy nie pojawi się na moim liczniku :)
Kategoria Praca w stolicy
Po pracy
-
DST
20.87km
-
Sprzęt Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Deszcz, plucha i zimnica. Jednym słowem listopad we wrześniu. Nie jeżdżę do pracy rowerem, bo pada. Po południu wyjrzało słońce. Wróciłam z pracy i pogoniłam na rower, aby rozprostować nogi i spalić ciut kalorii po obiedzie :)
Kategoria Praca w stolicy
Deszczowa niedziela
-
DST
31.06km
-
Czas
01:24
-
VAVG
22.19km/h
-
VMAX
33.30km/h
-
Temperatura
10.0°C
-
Sprzęt Scott
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na 30 km trzy razy spotkałam się z panem Deszczem :)


Kozłówka
-
DST
101.56km
-
Temperatura
12.0°C
-
Sprzęt Scott
-
Aktywność Jazda na rowerze
Podobno pecha przynosi czarny kot przebiegający przez drogę. Mi drogę przebiegł łoś. Czyżby narodziła się nowa tradycja?! Ale od początku...
Słoneczny poranek prowokował do dłuższej rowerowej wycieczki. Niestety ostatnimi czasy moja cykloza w potyczce z domowymi obowiązkami ponosi sromotną klęskę. Z pomocą przyszła rodzina. Młody ciut posprzątał, ciut zostało dla mnie. Zakupy, obiad i na rower. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Przecież nie żyję po to aby sprzątać ;) Porządki dokończę po powrocie.
Cel - Kozłówka. Wyjeżdżam z domu po godz. 13.00. Dzisiaj jadę szosówką. Starszy zmienił dętkę w tylnym kole. Na ostatniej przejażdżce złapałam kapcia.
Po niebie płyną szare chmury. Czy będzie padać? Liczę, że uda mi się uniknąć spotkania z panem deszczem. Jadę ścieżką wzdłuż wojewódzkiej. +- 2 km po wjeździe na ścieżkę, drogę przebiega łoś. Jest wielki. Dobrze, że kierowca auta jadącego wojewódzką zdążył zahamować przez tym olbrzymem.
Wieje. Jadę pod wiatr. Nie walczę z wiatrem, nie chce mi się. Mijam Lubartów. Licznik pokazuje 36,46 km. Do Kozłówki pozostało około 6 km. Czuję, że coś jest nie tak. W tylnym kole mam kapcia!!! Dlaczego dzisiaj!!! Nie!!! Czyżby łoś przyniósł mi pecha?! Ja oczywiście nie mam łatek, nie mam pompki, bo po co, przecież nic nie powinno się stać. Zresztą nie jestem techniczna. Zastałaby mnie noc przy zmianie dętki.
Jednak w tym rowerowym nieszczęściu mam odrobinę szczęścia. Dojechałam do restauracji Laguna w miejscowości Skrobów-Kolonia :) Zamawiam herbatę i dzwonię do Starszego. Pomyślałam, że mogłabym kontynuować wycieczkę na Scottusiu :) Proszę, aby nie zapomniał licznika. 
Zaczyna padać. Przez moment nawet leje. Przyjeżdża Starszy. Deszcz powoli ustaje. Zamieniamy rowery. Spec wraca do domu autem.
Starszy nakłania mnie do powrotu do domu. Wędrujące po niebie ciemne chmury wróżą deszcz. Jednak jadę dalej, jadę do Kozłówki. Ostatnio byłam tam chyba w 2017 r., lub 2018 r. Czas tak szybko ucieka...
Mam pecha. Licznik nie działa i zapomniałam o butach. W Scottcie są zwykłe pedały, a w szosówce mtb. Cóż. Kto upartemu zabroni jechać w butach z blokami na zwykłych platformach :) A licznik. Cóż. Sprawdzę go na spokojnie w domu, a teraz włączę rejestrator w Mapach.cz :)
W Kozłówce znajduje się kompleks pałacowy - dawna siedziba Zamoyskich. Pałac w Kozłówce powstał w XVIII wieku dla Michała Bielińskiego, ale okres swej największej świetności przeżył na przełomie XIX i XX wieku, kiedy to powstała na tych terenach ordynacja zamojska.
W czasach Konstantego Zamoyskiego pałac w Kozłówce był jedną z najpiękniejszych siedzib arystokratycznych w dawnej Polsce. Jego uroda zachwyca do dziś. Zamoyscy byli właścicielami posiadłości w Kozłówce do roku 1944. We wnętrzach pałacu w Kozłówce od lat istnieje Muzeum Zamoyskich



Znowu zaczyna padać. W pośpiechu robię zdjęcia. Wrócę tu za rok. Pałac jest wdzięcznym obiektem fotograficznym i nie tylko. W Kozłówce kręcony był film "Chopin. Pragnienie miłości".
Wracam do domu dłuższą trasą przez Czemierniki. Na trasie nie robię zdjęć, szkoda mi czasu na postoje. Robi się późno, a na mnie czeka sprzątanie. Jestem konsekwentna w antyfotkowym postanowieniu do Czemiernik. Tu kapituluję. Mam mnóstwo zdjęć kościoła w Czemiernikach, ale chyba wciąż za mało :)
Jestem w domu. Wycieczka stała się wspomnieniem :)
Kategoria Wycieczki






