Basik prowadzi tutaj blog rowerowy

Piętnastka z przodu licznika :)

  • DST 117.46km
  • Czas 04:33
  • VAVG 25.82km/h
  • VMAX 36.43km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Sprzęt Specialized
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 20 listopada 2016 | dodano: 20.11.2016

Nie słuchałam prognoz na niedzielę. Nie wyliczałam rowerowej wyliczanki. Jeśli jest mi pisana niedzielna zmiana cyferek na moim rowerowym liczniku, to tak będzie.
W środku nocy obudził mnie szum. Mruczek... Tym razem to nie było mruczenie mego kota, tylko rzęsisty deszcz. Będzie, co będzie. Jeśli nie dziś, to jutro, po jutrze, lub za tydzień... Kiedyś zmienią się cyferki na moim liczniku.
Jednak dziś. Po powrocie z kościoła wykręciłam się z domu po angielsku. Kochana Mama zajęła się obiadem, a ja pognałam zmieniać cyferki na rowerowym liczniku. Powinnam przejechać setkę z bonusem, aby czternastka zamieniła się w piętnastkę.
Pomyślałam, że zamienimy ze Specem cyferki w pałacowym stylu. Pognałam na kółeczko przez Radzyń Podlaski. Dawno nie kręciłam tej pętelki. To setkowy pewniak.  
Droga "na pałace" była całkiem przyjemna ze sprzyjającym wiatrem. Ale aby nie było tak sielankowo... Mokry asfalt, kałuże, coś brudnego bryzga spod kół. Zajedziemy "na pałace" trochę ubrudzeni i z bólem głowy. Na krajówce K-19 nawet w niedzielę ruch jest duży. Głowa mi pęka od tego łoskotu. Cóż, mam czego chciałam, sama sobie wybrałam kółeczko w pałacowym stylu :)
Dojechaliśmy do Radzynia. Spec wdzięcznie zapozował do fotki na tle Pałacu Potockich.


Zostało zatoczyć kółeczko i wrócić do domu. I wtedy się zaczęło.
Jechałam drogą K-63. Równiutki asfalt, płasko jak na stole, po prostu szosowe marzenie. Tylko pomykać. A jednak... Wiał boczny wiatr w przewagą w twarz. Wymiękłam, zeszło za mnie powietrze, odpłynęłam... Chcę, a nie mogę. Noga nie podaje! Rzeźbię. Nawet nie patrzę z jaką prędkością "pomykam". Morale w mojej jednoosobowej drużynie spadło do zera. Ratunkiem byłby Mars lub Góralka, ale ja przecież na takie krótkie dystanse nie zabieram wspomagaczy. Wczoraj i dziś wzięłam jedynie bidon z wodą... Rzeźbię... I tak od 58 km do 99 km. Potem kilka km z wiatrem w twarz - ledwo rzeźbie i ostatnie 7-8 km z bocznym wiatrem z przewagą w plecy - jadę.
Ależ ja się dzisiaj ujechałam :)

A to mój Mruczuś :)

Śliczności :)


Kategoria Po pracy

Zew zdobywców gmin

  • DST 107.78km
  • Czas 04:00
  • VAVG 26.95km/h
  • VMAX 40.16km/h
  • Temperatura 11.0°C
  • Sprzęt Specialized
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 19 listopada 2016 | dodano: 19.11.2016

Jak to dobrze, że prognozy nie zawsze się sprawdzają. Zgodnie z zapowiedziami sobota na Wschodzie miała być pochmurna i deszczowa. Było szaro-buro i pochmurno, ale nie padało.
Do południa ogarnęłam dom i pognałam na rower. Dawno nie kręciłam setkowego kółeczka przez Ostrów Lubelski. Nawet nie potrafiłam sobie przypomnieć kiedy ostatni raz pedałowałam tą trasą. Jadę. Niech ożyją wspomnienia treningów przed Rudawską Wyrypą 2014r.
W Ostrowie Lubelskim nie tylko ożyły wspomnienia, ale także odezwał się we mnie zew zdobywców gmin :)

I jeszcze coś.
Jestem jaka jestem. Potrafię pedałować błądząc myślami we własnym świecie. Potrafię zupełnie się wyłączyć i odpłynąć. Ale aż tak... Aby jadąc do Ostrowa na Lubelszczyźnie dojechać na Hawaje?!

Oj, Basiu, Basiu :)


Kategoria Po pracy

Może dziś, może jutro...

  • DST 86.02km
  • Czas 03:13
  • VAVG 26.74km/h
  • VMAX 43.88km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Sprzęt Specialized
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 18 listopada 2016 | dodano: 18.11.2016

Jak ten czas szybko ucieka. Niedawno był 1 listopada, a dziś już 18. Poniedziałek, wtorek, środa... Zmieniają się kartki kalendarza, a ja wciąż czekam i myślę może dziś, może jutro... wrzucę kolejny km do skarbonki.
Ostatnie dwa dni były deszczowe. Nie wybierałam się na rower. Temperatury były plusowe, jednak kałuże na asfalcie i siąpiący z przerwami  deszcz skutecznie zgasił mój rowerowy zapał.
Ale dzisiaj... :) Wczesnym popołudniem pognałam na rower. Od rana nie padało, wyjrzało słońce i było 10 stopni na plusie. Wiało, ale czy w listopadzie można mieć wszystko.
Zaczęłam od hardkorowego odcinka. Odkąd jest hardkorowy jedynie w nazwie lubię nim jeździć na szosówce. Zamierzałam pojechać na leśną ścieżkę. Dawno tam nie byłam. Mokry asfalt na leśnym odcinku drogi zweryfikował moje plany. W lesie trwa sezon wycinki drzew, więc na ścieżce może być nie tylko mokro, ale też błotniście. Nie jadę na ścieżkę, jadę trasą nowego kółeczka przez Czemierniki. Podoba mi się ta trasa, ruch na drodze niewielki, asfalt znośny i dużo lasów.

Gdy dojechałam do wojewódzkiej licznik pokazywał 43 km z załącznikiem po przecinku. Może dokręcę do 50 km? Dokręciłam. Zrobiłam zawrotko/nawrotkę. Teraz miałam wiatr w plecy. Ależ się jechało - a ja płynę, płynę :)
Dojechałam do domu. Licznik pokazał 81 km z załącznikiem po przecinku. Może dokręcę do 85 km? Dokręciłam. Bo kto wie kiedy znowu wybiorę się na rower. Może dziś, może jutro... :)


Kategoria Po pracy

Do skarbonki km wrzuć :)

  • DST 51.96km
  • Czas 01:54
  • VAVG 27.35km/h
  • VMAX 39.18km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Sprzęt Specialized
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 15 listopada 2016 | dodano: 15.11.2016

Gdybym w listopadzie chciała się utrzymać z km-owych oszczędności wrzuconych do skarbonki byłoby cieniutko, oj cieniutko :)
Dzisiaj tylko małe kółeczko po wojewódzkiej. Pięknie świeciło słońce i wiatr był sprzyjający w drodze powrotnej. Czyż można chcieć czegoś więcej?
Do skarbonki km wrzuć :)

Ps
Dzięki Jurektc, Twój skarbonkowy komentarz  był inspiracją dzisiejszego tytułu wpisu :)


Kategoria Po pracy

Żeszczynka Mleczna Wieś

  • DST 102.81km
  • Czas 03:54
  • VAVG 26.36km/h
  • VMAX 39.18km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Sprzęt Specialized
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 13 listopada 2016 | dodano: 13.11.2016

Na mapie Lubelszczyzny jest wiele ciekawych miejsc, w których jeszcze nie byłam. Jednym z takich miejsc do dzisiaj była Żeszczynka - Mleczna Wieś.

Żeszczynka to malownicza wieś położona w w gminie Sosnówka. Posiada bogatą historię powiązaną z kościółkiem unickim wokół którego powstała cała wieś. Od 1919 r. w Żeszczynce istnieje parafia rzymskokatolicka, a dawny kościół unicki (zamieniony w 1875 r. w prawosławną cerkiew) został zamieniony na kościół katolicki pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego.
Od XVII wieku Żeszczynka należała do kodeńsko-wisznickich dóbr rodu Sapiehów. Nazwa jeszcze w XIX wieku pisana była Rzeszczynka. Żeszczynkę wielokrotnie trawiły pożary. Wieś posiada wiele użytków zielonych więc ma bogate i sięgające wielu wieków tradycje hodowli krów i wytwarzania produktów z mleka (sery,masło).

Jadę drogą K-63, mijam Wisznice, odbijam z trasy i ... Wjeżdżam jakby do innego świata. Tu czas zatrzymał się w miejscu.





Niestety krów nie widziałam, mleka, domowego masła i sera nie skosztowałam, więc wrócę do Żeszczynki latem :)

                                                                                       Koniec :)


Kategoria Wycieczki, Ciekawa Lubelszczyzna

Zwyczajna codzienność

  • DST 50.00km
  • Temperatura 1.0°C
  • Sprzęt Scott
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 10 listopada 2016 | dodano: 10.11.2016

Wszystko toczy się swoim starym utartym torem. Kolejny poranek, kolejny dzień. Spokój. Lubię takie chwile, taką zwyczajną codzienność, bez nagłych burz.
Siedzę przy stole z kubkiem gorącej herbaty. Gapię się w okno. Dzisiaj nie pada. Po wczorajszej powodzi na asfalcie ani śladu. Zrobiłam zakupy, posprzątałam. Zostało jeszcze ciasto i obiad. Obiad mam zrobić na godz. 16.00, a ciasto upiekę w międzyczasie. Jakiś pomysł?
:))) Może i dziś pogonię na rower! POGONIĘ :) Pewnie jeszcze kiedyś i to nie raz, ale teraz mam jeździć rekreacyjnie.
Pojadę Specem, będzie szybciej, wykręcę średnie kółeczko po wojewódzkiej i wrócę za dwie godziny. Jak pomyślałam tak prawie zrobiłam. Cóż, a może lepiej zrobią mi na świeżym powietrzu dwie godziny z małym załącznikiem? Złapałam w Specu po raz kolejny gumę w tylnym kole. Jadę Scottem. Na wojewódzkiej mam całe mnóstwo punktów odniesienia, wiem dokąd dojechać aby zrobić 20, 30, 40 czy 50 km.
Jadę bez pośpiechu. Rozglądam się. Na polach leżą resztki śniegu. Mijam hardkorowy odcinek, dawny hardkorowy odcinek.

Wjeżdżam w aleję lipową. Jakże inaczej ona dzisiaj wygląda

Jest i wojewódzka. Zatrzymuję się na fotkę

Gdy chcę ruszyć dalej dostrzegam przy kole Scotta maleństwo

Mały grzybek w śnieżnej zaspie. Co on tu robi? Biedactwo.

Spoglądam na zegarek. Powinnam przyspieszyć. Dojeżdżam do dzisiejszego punktu odniesienia. Zawracam.Nie raz robiłam Specem takie kółeczko i wiem, że po powrocie do domu licznik wskazywałby około 53 km, ale mimo to wpiszę 50 km, tak jest obiektywniej, skoro jeżdżę bez licznika robiąc dystans +-

Niby zwyczajna codzienność, a jednak piękna.


Kategoria Po pracy

Pierwszy śnieg

  • DST 20.00km
  • Temperatura 1.0°C
  • Sprzęt Scott
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 9 listopada 2016 | dodano: 09.11.2016

Nie wierzyłam we wczorajsze prognozy pogody na dzisiejszy dzień. Opady śniegu?! W całym kraju?! Czy to możliwe?
Wszystkie poranki wyglądają podobnie. Budzik, toaleta, poranna herbata z cytryną. Wstałam pierwsza. Zaparzyłam herbatę i krzątałam się po kuchni przygotowując śniadanie. Spojrzałam w okno. Prognoza sprawdziła się. Na trawniku, krzewach, dachu altanki leżał śnieg. Co więcej - nadal padał! Pierwszy śnieg! Wypadało to uczcić na rowerze.
Wyjechałam z domu przed południem. Chciałam nacieszyć oczy pierwszą bielą.

Na pierwszy zimowy spacer zabrałam Scotta. Licznik nadal nie działa i w tej sytuacji wojewódzka idealnie nadaje się do przejazdu +- X-kilometrów. 
Padał śnieg z deszczem. Było mokro. Zamierzałam przejechać +- 30 km. Taki dystans wydawał mi się idealnym minimalnym dystansem w pierwszych "zimowych" warunkach. Zamierzałam... :) Przejechałam +- 10 km i zawróciłam do domu. Też fajnie :)


Kategoria Po pracy

Rowerowy grzybiarz

  • DST 74.81km
  • Czas 02:56
  • VAVG 25.50km/h
  • VMAX 36.04km/h
  • Temperatura 4.0°C
  • Sprzęt Specialized
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 8 listopada 2016 | dodano: 08.11.2016

Jeszcze wczoraj nic nie zapowiadało dzisiejszego rowerowego grzybobrania.

Ale od początku...
Deszcz, plucha, szaruga. Tak wyglądały ostatnie dni. Powoli zaczął mi się udzielać szarugowy nastrój. Dzisiejszy poranek różnił się od poprzednich tylko  tym, że nie mżyło. Niebo nadal było zasłonięte ciężkimi ołowianymi chmurami. A jednak. W południe słońce zaczęło nieśmiało przebijać się przez szarość chmur. Nareszcie! Pojechałam na spacer do lasu. Chciałam nacieszyć się słońcem i ciszą przerywaną jedynie szelestem liści.

Wyszłam z lasu. Ruszyłam tą samą drogą do domu. I wtedy ogarnęło mnie to dziwne uczucie. Znam je doskonale. Ono wraca zawsze po przerwie w rowerowaniu. Nie ważne, jak długo trwała ta przerwa. Ono zawsze wraca. To wypadkowa tęsknoty, zdziwienia, zaskoczenia, radości, zauroczenia. Jadę dalej, przed siebie, nie chcę wracać do domu, nie teraz.
Czy muszę pisać dokąd pojechałam?
Na leśnej ścieżce spotkałam grzybiarzy.

Ja nie potrafię zbierać grzybów, zresztą nie potrafię nawet powiedzieć, czy lubię zbierać grzyby. Na pewno lubię spacerować po lesie, ale grzyby... I stało się. Być może sprawił to widok grzybiarzy - zaczęłam rozgarniać liście w poszukiwaniu grzybów. Znalazłam! Grzyby były malutkie, ale były!

Zachęcona rozglądałam się dalej. Są! Ależ dorodne!

Może będzie jeszcze ze mnie grzybiarz - rowerowy grzybiarz :)


Kategoria Po pracy

Hymn Basikowy

  • Sprzęt Scott
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 6 listopada 2016 | dodano: 06.11.2016

Po Wszystkich Świętych dopadła mnie jakaś niemoc. Lekarz zaaplikował lekarstwa i kazał dużo odpoczywać. Tym razem nie dyskutowałam - zdrowie najważniejsze. Scotta i Speca wysłałam na zasłużony urlop. Wprawdzie nie żaliłam się bliskim na swój chorowity los, ale moja chrzestna córka Dorotka ma niesamowitą intuicję. Wsparła swoją chrzestną mamę ciepłym słowem.
Wczesnym wieczorem 3 listopada odbieram od Dorotki sms-a i co czytam???!!!
Napisała dla mnie wiersz!
Toć to prawdziwy hymn Basikowy :)

Jedzie Basik na rowerze,
złość ją na pogodę bierze,
bo chociaż tak się składa,
że deszcz na nią nie pada,
to wiatr złośliwy dla hecy,
wieje jej w twarz,
a nie w plecy

Czyż to nie urocza rymowanka?
Dziękuję Dorotko, moja wierna blogowa Czytelniczko :)

P.s.
Niewielkie sprostowanie - okazało się, że mój blog był inspiracją rymowanki, Dorotka pomysłodawczynią, Edytka pierwszym recenzentem, a wszystko ubrał w słowa Marek.
Marku, Dorotko, Edytko - dziękuję bardzo :)))



Miesięczniaczek :)

  • DST 60.00km
  • Sprzęt Scott
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 31 października 2016 | dodano: 01.11.2016

Wyrzeźbiony, ale jest! Wróciłam z pracy ciut później. Starszy zrobił mi niespodziankę -  wyszorował Speca. Żal mi było ciągnąć w noc na wojewódzką taki lśniący rowerek, a miesięczniaczek kusił, więc - Scott wrócił do łask :) Tyle, że jakiś czas temu licznik na moim góralu odmówił posłuszeństwa... Pognałam +- 30 km w jedną stronę i zawróciłam. W ten oto sposób dojechałam w październiku tysięczny kilometr. Uff, było ciężko, ale się jeszcze tym razem udało. 


Kategoria Po pracy