Wycieczki
| Dystans całkowity: | 13043.87 km (w terenie 591.00 km; 4.53%) |
| Czas w ruchu: | 517:43 |
| Średnia prędkość: | 22.42 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 58.18 km/h |
| Liczba aktywności: | 99 |
| Średnio na aktywność: | 131.76 km i 6h 38m |
| Więcej statystyk | |
Janów Podlaski
-
DST
223.52km
-
Czas
09:20
-
VAVG
23.95km/h
-
VMAX
41.14km/h
-
Temperatura
16.0°C
-
Sprzęt Specialized
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na majówkę zaplanowałam kolejną wycieczkę z cyklu Ciekawa Lubelszczyzna. Dzisiaj jadę do najstarszej w Polsce państwowej Stadniny Koni w Janowie Podlaskim. 
Wstaję prawie skoro świt. Toaleta, śniadanie, kanapki na drogę i jestem gotowa. Z domu wyjeżdżam o godz. 7.10. Nie spieszę się, mam do dyspozycji cały dzień, a do tego nie chcę, aby teraźniejszość zbyt szybko stała się przeszłością. Trasę poprowadziłam drogami, którymi jeszcze nie jechałam, a także dobrze mi znanymi. 
Wohyń
Ostrówki 
Międzyrzec Podlaski
Do Międzyrzeca Podlaskiego jadę znaną mi trasą. Przez Międzyrzec prowadziły moje wycieczki do Drohiczyna, Grabarki, a także do Janowa Podlaskiego, przy czym dotąd w Międzyrzecu wjeżdżałam na drogę krajową nr 19. Dzisiaj nie wjeżdżam na 19, jadę bocznymi drogami w kierunku Łosic przez Zaścianki, Manie, Zasiadki, Huszlew, Zienie. W Łuzkach wjeżdżam na drogę nr 698 - ona poprowadzi mnie do samego Janowa Podlaskiego. 
Ukwiecona droga między Rudką, a Starą Kornicą
Stara Kornica
Konstantynów
Wjazd do Janowa Podlaskiego - koszmarny. Droga jest remontowana, ruch wahadłowy jednym pasem.
Na miejscu jestem po godz. 11.30. Gdy byłam tu pierwszy raz około 8-9 lat temu, wstęp do stadniny był bezpłatny. Teraz kupuję bilet.
Stadnina specjalizuje się w hodowli koni krwi arabskiej i półkrwi angloarabskiej. Odbywa się tu coroczna aukcja koni - Pride of Poland, która przyciąga hodowców i wystawców z kraju i z zagranicy.
A tak prezentują się skarby stadniny w Janowie Podlaskim :)








Stadnina w Janowie Podlaskim działa nieprzerwanie od ponad 200 lat, zachowując historyczne zabudowania. Postała w 1817 r. Car Aleksander I zaaprobował wniosek Rady Administracyjnej Królestwa Kongresowego o utworzenie rządowego stada koni. Organizację stadniny powierzono Aleksandrowi hr. Potockiemu i przekazano na ten cel tereny dawnego majątku biskupów łuckich. Pierwsza partia koni dotarła do Janowa w grudniu 1817 r. W celu uzupełnienia stada dokonywano licznych zakupów, zarówno w kraju – od Potockich, Rzewuskich, jak i zagranicą – głównie w Anglii. Trzon stada tworzyły konie pełnej krwi angielskiej, arabskie, perskie, tureckie, duńskie, meklemburskie, kaukaskie i neapolitańskie.
Budynek administracyjny
połączone Stajnie Woroncowska i Wyścigowa wybudowane w 1885 r., wg projektu rosyjskiego architekta Pawła Suzora 
Stajnia Woroncowska 
Stajnia Czołowa - pierwsza murowana stajnia wybudowana w 1841 r. wg projektu Henryka Marconiego
Stajnia Zegarowa - wybudowana w 1848 r. wg projektu Henryka Marconiego
Hala Ujeżdżeniowa (mieści się tu również restauracja)
drewniane Stajnie Prywatne wybudowane na początku XX wieku

Zajrzałam też do stajni :)

W stadninie można miło spędzić majówkę. Najbardziej zadowoloną grupę stanowią dzieci. Maluch mają wielką radość głaskając koniki, starsi natomiast korzystają z przejażdżki bryczką.
A ja przed powrotną drogą skorzystałam z obiadu :) Ziemniaczana babka z sosem grzybowym, a na deser ciasto "Marcinek" i herbata z cytryną smakowały wybornie :)

Restauracja

wnętrze restauracji (Hali Ujeżdżeniowej)

wnętrze restauracji (Hali Ujeżdżeniowej)
Moja wycieczka powoli dobiega końca. Zatrzymuję się na chwilę w centrum Janowa Podlaskiego.

Pozostało już tylko wrócić do domu.

Gdzieś na trasie :)
Kategoria Rekordy, Wycieczki, Ciekawa Lubelszczyzna
Łęczna
-
DST
130.33km
-
Czas
05:36
-
VAVG
23.27km/h
-
VMAX
36.63km/h
-
Temperatura
10.0°C
-
Sprzęt Specialized
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzisiaj kolejna wycieczka z cyklu "Ciekawa Lubelszczyzna". Wybrałam się do Łęcznej. 
Miasto Łęczna jest jednym z najstarszych miast na Lubelszczyźnie. Położone jest na skraju doliny rzeki Wieprz. W herbie miasta znajduje się dzik, który według legendy uratował mieszkańców przed groźnym pożarem. Pierwsze wzmianki historyczne o Łęcznej pochodzą z 1350 roku. W roku 1467, w wyniku starań kasztelana krakowskiego Jana Tęczyńskiego, król Kazimierz Jagiellończyk nadał Łęcznej prawo miejskie. Łęczna otrzymała też przywilej królewski organizowania dwóch jarmarków. Dzięki temu nastąpił jej szybki rozwój. Najprawdopodobniej na początku XVI wieku na skraju urwiska, przy ujściu Świnki do Wieprza stanął zamek. Na przełomie XVI i XVII wieku nowi właściciele – Noskowscy, uzyskali od króla Stefana Batorego przywileje na kolejne jarmarki, co spowodowało dalszy rozkwit miasta. Przybywało na nie tysiące sprzedawców, kupców i pośredników z całej Europy. Śladem dawnej świetności miasta jest nietypowy układ architektoniczny starego miasta z trzema rynkami. Sytuacja polityczna kraju (wojny nękające Rzeczpospolitą Polską od połowy XVII wieku, a następnie utrata niepodległości), wytyczenie nowych szlaków handlowych, a także częste pożary przyczyniły się do utraty znaczenia miasta. Dopiero, gdy w 1766 r. ówczesny właściciel miasta, biskup płocki Hieronim Szeptycki uzyskał od króla Stanisława Augusta Poniatowskiego przywilej na nowy, dwutygodniowy jarmark na św. Idziego i potwierdzenie wcześniej przyznanych, jarmarki łęczyńskie urosły do rangi międzynarodowych. Ściągali na nie kupcy z najdalszych stron: Ukrainy, Mołdawii, Turcji, Niemiec i Austrii. Do niewielkiej Łęcznej liczącej w 1797 roku 348 domów i 1510 mieszkańców w czasie jarmarków przybywało kilkanaście tysięcy ludzi, a na oba jarmarki bożocielny i jesienny przypędzano prawie 30 tys. wołów i 10 tys. koni. O jarmarkach łęczyńskich w 1782 r. pisał Ignacy Krasicki, a Jan Piotr Norblin w 1803 utrwalił je na swoim obrazie zatytułowanym „Foire de Lenczna”. W XIX wieku na skutek upadku Rzeczypospolitej, walk niepodległościowych, zakładania linii kolejowych, które ominęły Łęczną oraz groźnych pożarów w 1846 i 1881, jarmarki łęczyńskie straciły swój międzynarodowy charakter, a miasto już nigdy nie powróciło do dawnej świetności. Nową erę w dziejach Łęcznej przyniosło odkrycie pokładów węgla kamiennego i rozpoczęcie w 1975 roku budowy kopalni węgla kamiennego w Bogdance.
Do Łęcznej jadę przez Sosnowicę, Stary Orzechów, Nowy Orzechów, Rogóźno, Ludwin.
Zwiedzanie rozpoczynam od Zespołu dworsko-parkowego na Podzamczu.
W parku znajduje się XIX-wieczny, znacznie przebudowany dwór i stojąca obok oficyna oraz pozostałości po zabudowaniach gospodarczych. W jednym z budynków, pełniącym dawniej funkcję suszarni chmielu, utworzona została wieża widokowa z tarasem umieszczonym na wysokości 10m. 
Ruiny pałacu
Pozostałości po zabudowaniach gospodarczych


Obora

Stajnia
Widok na park z wieży widokowej
Schody na wieżę :)
Rzeka Wieprz
W parku spędzam dłuższą chwilę. Spaceruję alejkami. Urokliwe miejsce.
Kolejny przystanek to Synagoga Duża. Usytuowana jest na ul. Bożnicza 1. Wzniesiona w połowie XVII wieku. W środkowej części znajduje się – zbudowana na planie kwadratu – murowana bima, z czterema kolumnami toskańskimi, na których są półkoliste arkady i dwukondygnacjowa nastawa. W czasie wojny i w latach powojennych synagoga w znacznym stopniu została zniszczona, a następnie w latach 1953–1964 odbudowana. Od 1966 r. do 30.04.2014 r. mieściło się w niej Muzeum Regionalne w Łęcznej, w którym zgromadzono m.in. pamiątki po Żydach licznie zamieszkujących Łęczną do II wojny światowej. W XVI i XVII wieku tutejsza gmina żydowska była drugą pod względem wielkości gminą w woj. lubelskim.
Obecnie budynek jest bardzo zdewastowany. Trwają prace renowacyjne.
Synagoga Mała. Nazywana Domem Modlitwy lub szkołą żydowską – została wzniesiona z kamienia i cegły na początku XIX wieku. Od 1993 roku mieści się tutaj Miejsko-Gminna Biblioteka Publiczna.
W bliskim sąsiedztwie jest Rynek II.
Rynek II
ulica Rynek II
Rynku III nie znalazłam :) W miejscu, gdzie powinien być rynek jest blok mieszkalny. 
ulica Rynek III
Jadę na na ul. 3 Maja przez Plac Kanałowy. To tutaj znajdują się domy zajezdne.
Domy zajezdne usytuowane przy ul. 3 Maja 26 i 37 oraz przy pl. Kanałowym 18 i 26 to pozostałości po XIX-wiecznej architekturze z okresu jarmarcznej świetności miasta. Drewniane, o czterospadowych dachach, z ogromną sienią zajezdną – stanowiącą ponad trzecią część powierzchni domu – w okresie jarmarków pełniły rolę kwater mieszkalnych i stancji.
Dom zajezdny na Placu Kanałowym.
Dom zajezdny przy u. 3 Maja 37.
Jadę na Stare Miasto.
Ratusz – usytuowany na Pl. Kościuszki na Rynku I. Został wzniesiony w stylu klasycystycznym w roku 188 – pierwotnie przeznaczony był na odwach (wartownię). Od odzyskania niepodległości pełnił funkcję magistratu. Spalony w 1943 roku, a następnie odbudowany w latach 1961–1963. Obecnie jest siedzibą Urzędu Stanu Cywilnego.
Ostatnim przystankiem jest zabytkowy kościół pw. św. Marii Magdaleny i Mansjonaria.
Kościół pw. św. Marii Magdaleny wybudowano w latach 1618–1631 w stylu późnego renesansu. Jego fundatorem był ówczesny dziedzic Adam Noskowski, a budowniczym najprawdopodobniej Jan Wolff – czołowy murator ordynacji zamojskiej. 
Obok kościoła znajduje się dzwonnica. Wzniesiona po 1781 a przed 1805 r. 

Mansjonaria – późnobarokowy, murowany budynek zlokalizowany w pobliżu kościoła – pierwotnie przeznaczony dla księży mansjonarzy. Ufundowany przez Adama Noskowskiego około 1639 roku. W 1930 roku dach łamany polski zastąpiono mansardowym. Obecnie budynek pełni funkcję plebanii.
Moja wycieczka powoli dobiega końca. Kierunek - dom :)
Kategoria Ciekawa Lubelszczyzna, Wycieczki
Radzyń Podlaski
-
DST
102.67km
-
Czas
04:12
-
VAVG
24.45km/h
-
VMAX
34.87km/h
-
Temperatura
8.0°C
-
Sprzęt Specialized
-
Aktywność Jazda na rowerze
Pogoda nie prowokowała do rowerowych wyjazdów. Jedynym plusem był ciut łagodniejszy wiatr. Wiało nadal, ale nie aż tak porywiście, jak w ciągu ostatnich dni. Zatem jadę :)
Celem mojej dzisiejszej wycieczki jest Pałac Potockich w Radzyniu Podlaskim. 
Na blogu niejednokrotnie zamieszczałam zdjęcia pałacu. To jedna z większych atrakcji w moich rodzinnych stronach, a przy tym wdzięczny obiekt fotografii.
Wybrałam trasę przez Branicę Radzyńską. Powód jest oczywisty - Branica również posiada swoją pałacową atrakcję. 

Branica Radzyńska pojawiła się po raz pierwszy pod nazwą Branica w dokumentach z 1470 roku jako własność szlachecka, w posiadaniu Branickich. W 1742 roku wieś Branicę włączono do dóbr radzyńskich. Nowymi właścicielami zostali Szlubowscy. W 1884 r. Stanisław Szlubowski wybudował obecny pałac, przekomponował park i rozbudował część gospodarczą. Po śmierci Szlubowskiego w 1908 roku majątek po nim odziedziczyła jego siostra Stefania Rulikowska która po I wojnie światowej przekazała go synowi Władysławowi.
Rulikowski prowadził gospodarkę do początku lat 30-tych XX wieku, po czym wyprowadził się z Branicy, a majątkiem zarządzali administratorzy. Po II wojnie światowej budynek pałacowy i park został przeznaczony na potrzeby szkoły, która funkcjonowała w nim do 2018 r.
Zgodnie z informacjami podanymi w lokalnej prasie, w pałacu ma zostać przeprowadzony remont. Budowla w przyszłości ma się stać ośrodkiem kultury.
Dojeżdżam do Radzynia Podlaskiego. Wizytówką miasta jest Pałac Potockich.
Pałac jest jedną największych i najwybitniejszych pod względem artystycznym późnobarokowych rezydencji magnackich w Polsce. Obecną formę otrzymał w poł. XVIII w. w wyniku przebudowy wcześniejszego obiektu wg projektu znanego architekta Jakuba Fontany, przy udziale rzeźbiarza Jana Chryzostoma Redlera i kamieniarza Michaela Dollingera.
Pierwotnie pałac był rezydencją Stanisława Antoniego Szczuki, zaś w ręce Potockich przeszedł w połowie XVIII w. W XIX stuleciu przechodził kilka razy z rąk do rąk, aż w końcu w 1920 r. ówczesny właściciel, Bronisław Szlubowski, przekazał go państwu, bo nie radził sobie z kosztami utrzymania obiektu. Drugą wojnę światową budynek przetrwał, lecz spłonęły oryginalne meble. Następnie przez lata pałac służył różnym instytucjom publicznym. Mieścił się tu m. in. sąd rejonowy, biblioteka, biuro poselskie.




W latach 2021–2023 przeprowadzono renowację. Budynek wyremontowano zarówno od zewnątrz, jak i od wewnątrz. Remont objął także dziedziniec pałacu. Latem 2023 r. remont dobiegł końca. W maju 2024 r. renowacja nagrodzona została w wojewódzkim konkursie Laurem Konserwatorskim. Efekt jest niesamowity. Pałac odzyskał blask i splendor. Jest pięknie!
A na koniec wiosenny akcent :)

Kategoria Ciekawa Lubelszczyzna, Wycieczki
Włodawa - Miasto 3 Kultur
-
DST
152.65km
-
Temperatura
14.0°C
-
Sprzęt Specialized
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wstaję skoro świt - wg czasu letniego o godz. 5.30, ale wg czasu zimowego - o godz. 4.30! Zaczynam gotować obiad, lecę do kościoła, wracam, kończę gotowanie, zostało tylko doprawienie surówki - to już zrobi mama, a ja gonię na rower!!! W planach mam wycieczkę do Włodawy - Miasta 3 Kultur.
Pogoda dopisuje. Tylko dlaczego znowu wieje!!! Jakoś dam radę, a jak coś - to pojadę w przeciwną stronę :)
Na wycieczkę zabieram garmina. We Włodawie okaże się, że to był dobry pomysł. Dokładnie o godz. 16.20 czasu zimowego padł licznik - chyba wyczerpały się baterie.
Dzisiaj jadę ciut zmodyfikowaną trasą. Nie dojeżdżam do Sławatycz. Przed Kolonią Sławatycze odbijam w kierunku Hanny. Nigdy wcześniej tędy nie jechałam. Droga jest rewelacyjna - nowy asfalt idealny pod szosowe opony. Dojeżdżam do Janówki.
Wstyd się przyznać, ale nie znam za dobrze historii terenów przez które jadę... W czasie Powstania Styczniowego w dniu 11 lipca 1863 r. pod Janówką rozegrała się zwycięska bitwa. Liczące ponad tysiąc powstańców oddziały polskie, pokonały liczniejsze siły armii rosyjskiej, zadając im ciężkie straty. Bitwę upamiętnia tablica informacyjna. Dowiaduję się również, że w pobliżu znajduje się mogiła powstańców. Droga prowadząca do mogiły jest bardzo piaszczysta, nie na szosowe opony. Wybiorę się tam następnym razem.
W Janówce, przy głównej drodze położona jest cerkiew św. Dymitra. Świątynia została wzniesiona w latach 1997–2000, a obok niej znajduje się prawosławna kapliczka z 1936. Według przekazu - jej wnętrze zdobi przywieziona z Rosji w 1918 r. kopia ikony Matki Boskiej Kazańskiej. Kapliczka i cerkiew są zamknięte. Oglądam je jedynie z zewnątrz.
Dojeżdżam do Hanny. To bardzo atrakcyjna miejscowość. Już niedługo stanie się celem mojej wycieczki. A dziś oglądam zabytkowy kościół z innej perspektywy - od zaplecza :)
Nieopodal odkryłam interesujący mural. Rzeka Bug musiała dawniej stanowić ważny szlak komunikacyjny i być istotnym źródłem zarobku mieszkańców. 
Z Hanny do Włodawy jadę szlakiem Green Velo. Wiatr mi pomaga. Nie jadę, a pędzę!
Dojeżdżam do Włodawy - Miasta 3 Kultur.
Początki Włodawy sięgają średniowiecza. Prawdopodobnie istniała już wówczas osada obronna. Pierwsze pisemne wzmianki o Włodawie można odnaleźć w Kronice Halicko-Wołyńskiej. W połowie XV wieku Włodawa została włączona do Wielkiego Księstwa Litewskiego, a rzeka Włodawka oddzielała ziemie Korony od Litwy. W 1475 r. Włodawa dostaje się we władanie litewskiego rodu Sanguszków, a 60 lat później gród otrzymuje prawa miejskie. Do miasteczka zaczynają napływać Żydzi. Pod koniec XVI w. nowym panem ziem włodawskich zostaje Andrzej Leszczyński, wojewoda brzesko-kujawski. Jesienią 1648 r. dzicz kozacka Chmielnickiego pali miasto i morduje większość mieszkańców, a dziewięć lat później podobnego barbarzyństwa dopuszczają się wojska szwedzkie. W XVII wieku nowy właściciel Rafał Leszczyński sprzedaje miasto Ludwikowi Konstantemu Pociejowi, późniejszemu hetmanowi polnemu litewskiemu. Nowy właściciel sprowadza do Włodawy ojców Paulinów, którym funduje klasztor jako votum dziękczynne za uratowanie życia. Miasto zmienia właścicieli jeszcze kilkakrotnie, by w XIX wieku stać się własnością rządu carskiego.
W okresie międzywojennym Włodawa była miasteczkiem wielonarodowym, w którym współistniały ze sobą trzy religie: katolicyzm, prawosławie i judaizm. Obok siebie żyli: Białorusini, Ukraińcy, Polacy i Żydzi. Oprócz kościoła i cerkwi funkcjonowały dwie synagogi, dom modlitwy, szkoła talmudyczna, rytualna łaźnia i dwa cmentarze żydowskie. Podczas II wojny światowej z ulic miasta zniknęli Żydzi, wywiezieni przez Niemców do obozu zagłady w Sobiborze. Po wojnie, na skutek regulacji granic wysiedlono Białorusinów i Ukraińców, a miasteczko straciło swój wielokulturowy charakter.
Obecnie Włodawa, powraca do swych wielonarodowych i wielowyznaniowych tradycji. W celu upamiętnienia dawnej wielokulturowości Ziemi Włodawskiej organizowany jest coroczny Festiwal Trzech Kultur.
Zaczynam zwiedzanie od kościoła p.w. Św. Ludwika i Klasztoru Paulinów.
Kościół pw. św. Ludwika został wzniesiony w latach 1739-1752. Wraz z kościołami w Chełmie i Lubartowie należy do grupy późnobarokowych świątyń ziemi lubelskiej, zaprojektowanych przez Pawła Antoniego Fontanę. Budowniczym świątyni był Tomasz Rezler. 
Paulini z Jasnej Góry przybyli do Włodawy w 1698 r. Było to możliwe dzięki fundacji właściciela dóbr włodawskich Ludwika Konstantego Pocieja. Pierwotnie zakonnicy mieszkali w pomieszczeniach przy pokalwińskim zborze. Dopiero w latach 1711 – 1718 wybudowano klasztor, którego architektem był Józef Piola.
Kolejnym zabytkiem jest Cerkiew prawosławna p.w. Narodzenia Najświętszej Marii Panny. Byłam tu kilka lat temu - prowadzony był wówczas remont. Obecnie cerkiew jest odrestaurowana.
Pierwszą świątynię unici wybudowali na tym miejscu w 1790 r. Drewniana budowla spaliła się 12 lutego 1813 r. Unici zbudowali nową, również drewnianą. W 1821 r. zaprzestano odprawiania w niej nabożeństw. Dopiero dwadzieścia lat później rozpoczęto prace nad kolejną świątynią. Na wzniesieniu stanęła murowana cerkiew w stylu cerkwi ruskiej, bizantyjsko–klasycystycznej. Cerkiew ponownie zaczęła popadać w ruinę i została rozebrana.
Obecną świątynię postawiono według projektu architekta Wiktora Syczowa w latach 1893-1895. Po wysiedleniu Ukraińców w 1946 r. została zamknięta na 10 lat. Nabożeństwa ponownie zaczęto odprawiać dopiero w 1956 roku.
W sąsiedztwie cerkwi znajduje się budynek klasycystycznej plebanii. Plebanię wybudowano w latach 1846-1850. 
Kolejny zabytek to „Czworobok”. Położony jest w centrum miasta. Budynek powstał w XVIII wieku i mieścił kramy oraz jatki. „Czworobok” jest obiektem późnobarokowym, zbudowanym na planie kwadratu, ma spory dziedziniec, na który prowadzą dwie bramy wjazdowe ulokowane na osi wschód – zachód.
Jest to unikalny przykład architektury użytkowej, która doskonale wpisywała się w zabudowania rynku. Główny plac miasta otoczony był kamieniczkami – piętrowymi oraz parterowymi. 

Według lokalnej tradycji, to właśnie na dziedzińcu „Czworoboku” Michał Wołodyjowski miał pojedynkować się z Bohunem.
Włodawa naprawdę zaistniała na kartach Trylogii. W XXI rozdziale drugiego tomu „Ogniem i mieczem” to właśnie w tym mieście Rzędzian spotyka leczącego rany Bohuna i wkrada się w jego łaski.
Jadę pod Pomnik Tadeusza Kościuszki. Ma on formę wysokiego, strzelistego obelisku – na jego szczycie umieszczono orła z rozpostartymi skrzydłami. Oprócz tego na cokole przymocowano mosiężną plakietkę z popiersiem Kościuszki i napisem „Naczelnikowi Rodacy".
Ostatnim przystankiem na trasie mojej wycieczki jest zespół synagogalny. W skład kompleksu wchodzą: Wielka Synagoga, Mała Synagoga i dom pokahalny.
Wybudowana w latach 1764-1774 w stylu późnego baroku Wielka Synagoga została sfinansowana przez gminę żydowską, oraz ówczesnych właścicieli Włodawy – Czartoryskich. Synagoga spłonęła podczas I wojny światowej. Odbudowana w okresie międzywojennym, podczas kolejnej została zdewastowana i do 1970 r. służyła jako magazyn. W latach 80 przeprowadzono remont obiektu i od 1983 r. w synagodze mieści się Muzeum Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego, ze stałą wystawą poświęconą historii i kulturze polskich Żydów. Dzisiaj muzeum było zamknięte.
Obok Synagogi Wielkiej znajduje się Synagoga Mała. Zbudowana w drugiej połowie XVIII w., pełniła funkcje dodatkowej bożnicy oraz szkoły talmudycznej. Uszkodzona podczas I wojny została wyremontowana w okresie międzywojennym. W czasie okupacji Niemcy urządzili w niej magazyn i sklep, a po zakończeniu II wojny budynek pełnił funkcję kina, następnie magazynu Gminnej Spółdzielni. W 1983 r. synagogę przejęło Muzeum Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego, które przeprowadziło prace remontowe.

Dom pokahalny został zbudowany w 1928 r. Pełnił funkcję administracyjną. Znajdowała się tutaj biblioteka, a swoją siedzibę miały Zarząd Gminy Żydowskiej i inne organizacje żydowskie, np. Stowarzyszenie Psalmowe. W czasie II wojny światowej Niemcy zdewastowali budynek. Po wojnie znajdowały się w nim kolejno: Komitet Powiatowy PPR, Powiatowy Związek Gminnych Spółdzielni i sklep wielobranżowy. W 1983 r., jak poprzednie obiekty, został przejęty przez Muzeum Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego i wykorzystywany jest jako pomieszczenia biurowe oraz magazynowe.
Moja wycieczka powoli dobiega końca. Zostało już tylko dojechać do domu. 
Zachód słońca nad ścieżką przy wojewódzkiej :)
Kategoria Wycieczki, Ciekawa Lubelszczyzna
Siadło Dolne
-
DST
29.29km
-
Czas
01:53
-
VAVG
15.55km/h
-
VMAX
33.05km/h
-
Temperatura
13.0°C
-
Sprzęt Trek
-
Aktywność Jazda na rowerze
Znowu jestem w Szczecinie. Pogodny dzień kusił rowerowo. Po zdalnej odkurzyłam Treka i wybrałam się na rowerowy spacer. Już dawno nie byłam w Siadle Dolnym. To urokliwe miejsce. 
Z Siadła Dolnego Szlakiem Św. Jakuba dojechałam do Moczył.

Dawno tu nie byłam na rowerze. Pamiętam, jak pierwszy raz jechałam tą drogą. Achom i ochom nie było końca. Widok jest niesamowity.


Z Moczył pojechałam do Kołbaskowa, a stąd już prosto do domu :)
Kategoria Wycieczki
Romanów
-
DST
135.20km
-
Czas
05:51
-
VAVG
23.11km/h
-
VMAX
32.91km/h
-
Temperatura
14.0°C
-
Sprzęt Specialized
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wiosenna aura prowokuje do rowerowych wycieczek. Wybrałam się do Romanowa. To nie jest moja pierwsza wycieczka do Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego. 
Byłam tu kilka lat temu. Wówczas byłam jedynym zwiedzającym. Dzisiaj nie planuję zwiedzania, nie mam na to czasu. W ramach rekompensaty do Romanowa jadę inna trasą - przez Rozwadówkę.
W Rozwadówce znajduje się zabytkowy drewniany kościół p.w. Św. Mikołaja. 


Pierwotnie była to drewniana cerkiew unicka. Istniała już w XVII wieku. Kolejna została wybudowana w 1779 z fundacji księcia Ksawerego Sapiehy. Świątynia, która przetrwała do dziś, pochodzi z 1910/11, powstała jako cerkiew prawosławna. W 1918 została przejęta przez kościół rzymskokatolicki, parafię utworzono rok później.
Dzięki uprzejmości księdza proboszcza zwiedzam wnętrze kościoła. 
Wyposażenie kościoła jest XVII - XIX-wieczne. W ołtarzu głównym (przerobionym z carskich wrót z 2 połowy XIX wieku) w części bocznej znajduje się obraz św. Antoniego Padewskiego z Dzieciątkiem, z przełomu XVII/XVIII, z widokiem zespołu katedralnego w Padwie. W podniebiu nowszego konfesjonału jest ikona Trzech Ojców Kościoła z XVIII wieku.
Dojeżdżam do Romanowa. 

Wieś Romanów została założona w XVI w. przez Romana Sanguszkę, wojewodę bracławskiego i hetmana polnego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Około połowy XVI w. istniała tu drewniana siedziba Sanguszków. W 1623 r. drogą małżeństw dobra przeszły do Leszczyńskich, a następnie w 1735 r. do Sapiehów z Kodnia, którzy folwark romanowski włączyli do swoich dóbr wisznickich. W 1801 r. Teofila z Jabłonowskich Sapieżyna sprzedała Romanów Annie i Błażejowi Malskim, dziadkom pisarza Józefa Ignacego Kraszewskiego. W 1846 r. Romanów przeszedł na własność Zofii z Malskich Kraszewskiej i jej męża Jana Kraszewskiego chorążego prużańskiego – rodziców pisarza Józefa I. Kraszewskiego i Kajetana Kraszewskiego, uzdolnionego artysty i astronoma. Kajetan odziedziczył Romanów w 1854 r. i gospodarował tu blisko pół wieku, zgromadził okazałą bibliotekę i kolekcję XIX-wiecznego malarstwa portretowego, wybudował obserwatorium astronomiczne. W 1858 r. dwór został uszkodzony przez pożar, następnie remontowany i częściowo przebudowany, z dodaniem piętra w części środkowej i czterokolumnowego portyku z tarasem. Po Kajetanie majątek odziedziczyli synowie Bogusław i Krzysztof, a następnie córki Krzysztofa – Maria i Paulina z Kraszewskich Rościszewska. Dwór został uszkodzony podczas obydwu wojen światowych – w 1915 r. podpaliły go wycofujące się wojska rosyjskie, a w 1943 r. partyzanci. Po 1956 r. rozpoczęto odbudowę dworu, a w 1958 r. zapadła decyzja o umieszczeniu tu muzeum poświęconego życiu i twórczości J. I. Kraszewskiego, który w dworze dziadków spędził wczesne dzieciństwo.
W parku można spotkać siedzącego na ławce z książką Józefa Ignacego Kraszewskiego. 
W drodze powrotnej zatrzymuję się na chwilę przed kościołem w Hannie. W 2019 r. powstało w Hannie, w wyniku realizacji projektu pn. “Nadbużańskie zabytki architektury drewnianej w gminie Hanna – ochrona i udostępnianie”, Centrum Religijno-Zabytkowe. Jest to zespół odrestaurowanych zabytkowych budynków.
Kiedyś wrócę do Hanny, aby obejrzeć wnętrze drewnianego kościoła. 
A w Sławatyczach na mural trafili Brodacze :) Brodacze pojawiają się na ulicach Sławatycz przez trzy ostatnie dni roku: 29, 30 i 31 grudnia. Jest to jeden z nielicznych, unikalnych zwyczajów noworocznych w Polsce, wpisany na listę dziedzictwa kulturowego.
Kategoria Wycieczki
Gramzow
-
DST
120.31km
-
Czas
05:58
-
VAVG
20.16km/h
-
VMAX
46.77km/h
-
Temperatura
12.0°C
-
Sprzęt Gravel
-
Aktywność Jazda na rowerze
To moja pierwsza wycieczka w tym roku. Pojechałam z kolegą do Gramzow - niewielkiej wsi położonej w Brandenburgii, w powiecie Uckermark.
Przed Gramzow zatrzymujemy się na punkcie widokowym na Dolinę Randow (Randowtal). 


Gramzow został po raz pierwszy wymieniony w dokumencie jako villa Gramsowe (wieś) w 1168 roku, a w 1288 roku, został po raz pierwszy wymieniony jako miasto. Rozwój miasta nastąpił dzięki osiedleniu się w Gramzow zakonu Premonstratów (Norbertanie) działającego w oparciu o regułę augustiańską, ale też i zasady cysterskie. Był to pierwszy klasztor na terenie powiatu Uckermark. Klasztor w Gramzow założył prawdopodobnie około 1176/1177 roku Bogusław I, książę pomorski i szczeciński z dynastii Gryfitów. Kościół przyklasztorny wybudowano w 1235 roku z kamienia polnego, a w XIV wieku przebudowano wykorzystując cegłę wypalaną. Po reformacji i przeprowadzeniu sekularyzacji dóbr kościelnych Gramzow wymieniany był już tylko jako miejsce lub wieś. Budynki poklasztorne przetrwały do 23. 07.1714 roku, kiedy to wielki pożar zniszczył wszystko z wyjątkiem fragmentu zachodniej ściany kościoła przyklasztornego. 
Ruiny przyklasztornego kościoła są miejscową atrakcją.
Niedaleko ruin znajduje się odrestaurowany kościół Najświętszej Marii Panny z kamienia polnego z drugiej połowy XIII wieku.
Kategoria Wycieczki
Podgrodzie
-
DST
114.95km
-
Czas
05:39
-
VAVG
20.35km/h
-
VMAX
37.77km/h
-
Temperatura
6.0°C
-
Sprzęt Gravel
-
Aktywność Jazda na rowerze
Pogoda nie prowokowała do rowerowej wycieczki, ale trasa i cel - bardzo. Ze znajomymi pojechałam przez Puszczę Wkrzańską do Podgrodzia. Trasa i uśpiona osada na Półwyspie Grodzkim - urokliwe.
Podgrodzie posiada bardzo ciekawą historię. Prawdopodobnie w średniowieczu istniał tutaj słowiański gród. Natomiast jako regularna osada powstała dopiero na początku XX wieku. Walory klimatyczne oraz malownicze położenie osady otoczonej lasami i wodami Zalewu Szczecińskiego i Jeziora Nowowarpieńskiego doceniły władze niemieckie otwierając, po zakończeniu I wojny światowej, ośrodek rehabilitacyjno-wypoczynkowy dla kombatantów, w latach późniejszych przekształcony w ośrodek sanatoryjno–wypoczynkowy.
Podgrodzie w latach 1952–1962 funkcjonowało jako ośrodek kolonijny Miasteczko Dziecięce Podgrodzie, nazywane także Republiką Dziecięcą i Rzeczpospolitą Najmłodszych. Było przeznaczone dla dzieci i młodzieży z całej Polski. Starano się tu kształtować nową socjalistyczną mentalność, poprzez naukę kolektywnej samorządności. Miasteczko dzieliło się na cztery dzielnice, w których znajdowały się domki mieszczące po dwie grupy w każdym. Toalety i wspólne łaźnie usytuowane były na zewnątrz budynków. Komunikację stanowiły drogi, początkowo wysypane białym żwirem, w latach późniejszych asfaltowe. Uczono tu samorządności. Porządku na ulicach pilnowali ubrani w mundurki koloniści. Inni, jako listonosze, roznosili pocztę. Funkcjonowały służby zadaniowe: morska, zdrowia oraz kolejowa. Na terenie ośrodka znajdowały się liczne obiekty rekreacyjno - sportowe, biurowe i kulturalne.



Kategoria Wycieczki
Pałac w Jabłonnie
-
DST
66.52km
-
Temperatura
27.0°C
-
Sprzęt Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Po pracy wybrałam się na wycieczkę do Jabłonnej.
Od czasów średniowiecznych Jabłonna leżała w dobrach biskupów płockich, którzy w XV wieku wybudowali tu letnią rezydencję. W 1773 r. Jabłonnę odkupił Michał Poniatowski, ówczesny biskup płocki, późniejszy prymas Polski, młodszy brat króla Stanisława Augusta. To na jego zlecenie Dominik Merlini - architekt, który zasłynął z rozbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie i Łazienek zaprojektował nową rezydencję pałacowo-parkową. Obiekt wzniesiono w stylu klasycystycznym. Budowę zakończono w 1779 r.
Wokół pałacu, w miejscu dawnego ogrodu barokowego, urządzono w latach 70 i 80 XVIII wieku angielski park krajobrazowy, z którego rozpościerał się widok na dolinę Wisły. Projektant Parku Szymon Bogumił Zug wzniósł również szereg budowli parkowych, z których do dziś przetrwały: grota, oranżeria i pawilon chiński.
Obecnie w pałacu mieści się hotel, a w podziemiach restauracja.
A tak pałac wygląda w obiektywie mego telefonu :)





Kategoria Praca w stolicy, Wycieczki
Wciąż mogę! Jak po krótkiej przerwie przejechałam drugą pięćsetkę!
-
DST
508.00km
-
Czas
23:18
-
VAVG
21.80km/h
-
Temperatura
25.0°C
-
Sprzęt Gravel
-
Aktywność Jazda na rowerze
Znowu jestem w Szczecinie. Przyjechałam późnym popołudniem ostatniego lipca, w środę. Powód? Mam przecież urlop! I jeszcze coś... Byłam ciekawa żaglowców. Końcówka mego urlopu zbiegła się z finałem regat - The Tall Ships Races Szczecin 2024. Choć może to był pretekst? Bo... Kolega wyrysował nową trasę pięćsetki!!! Podobno rewelacyjną!!! Przecież nie mogę nie jechać :) Startujemy 1 sierpnia, w czwartek!
Nastawiam budzik na godz. 5.00. Śniadanie, kanapki na drogę, sprawdzenie roweru i ruszam na miejsce zbiórki. Chyba zmęczenie po podróży dało o sobie znać, bo czynności wykonuję w zwolnionym tempie. W efekcie spóźniam się akademicki kwadrans. Obym tak się nie guzdrała na trasie.
Wyjeżdżamy o godz. 6.30. Późno, ale liczę, że nadrobimy, tym bardziej, że pierwsze 250 km jedziemy przez Niemcy. Będzie mniej "pokus" do postojów. Zresztą nie wiem, jak będzie. Zabrałam aparat fotograficzny i jeśli się rozkręcę, to przystanków może być więcej niż na pierwszej pięćsetce :)
Startujemy. Kolega tradycyjnie otwiera peleton, ja tradycyjnie zamykam. Jedziemy w kierunku zachodniej granicy. Mijamy Warzymice, Będagrowo, Warnik i wjeżdżamy do zachodnich sąsiadów. Początkowo jedziemy rowerową ścieżką biegnącą wśród pól i lasów. Jest pięknie. 
Na krótkim leśnym odcinku asfalt przechodzi w szuter.
Ze ścieżki wyjeżdżamy na drogę główną. Mijamy Krackow. Tu ponownie wjeżdżamy na drogę rowerową. Za Pektun trafiamy na roboty drogowe. Musimy zawrócić i pojechać objazdem. Jedzie się bardzo dobrze, jest pogodnie i ciepło, ale nie gorąco. Idealne warunki i jak na razie nie ma pokus do dłuższego postoju. Koledze zależy na poprawieniu czasu brutto przejazdu. Przecież to nie zawody. Czy to takie istotne, czy przejazd zajmie nam 31, czy mniej godzin? Ale, niech mu będzie - spróbujmy!
Dojeżdżamy do Prenzlau. Czuję, że szybko stąd nie wyjedziemy. Miasto jest urokliwe, bardzo zadbane. Leży na północnym krańcu jeziora Unterucker. Wpada do niego rzeka o nazwie Ucker czyli Wkra. Dawniej okalały go mury miejskie. Mimo, że działania wojenne w 1945 r. zniszczyły miasto aż w 80%, mury obronne w Prenzlau zachowały się w dużej części, w bardzo dobrym stanie. Częściowo zostały też odrestaurowane.
Wjeżdżamy do parku. Znajduje się tu pomnik pamięci wojny 1870-1871.
Jednym z ciekawszych zabytków miasta jest trójnawowy kościół Mariacki. Zbudowany został na przełomie XIII i XIV wieku. Dziś uważa się go za najważniejszą budowlę gotyku ceglanego w północnych Niemczech. Za kościołem znajduje się środkowa wieża bramna. Jest to najmłodsza ze wszystkich elementów murów obronnych miasta.
A jednak nie tak łatwo zwalczyć pokusy. Zatrzymujemy się na dłuższą chwilę na uroczym bulwarze nad jeziorem Unterucker. To dobre miejsce by odpocząć.


Jedziemy dalej. Wiatraki na dobre rozgościły się w krajobrazie wsi i miasteczek naszych zachodnich sąsiadów.
W Niemczech charakterystyczne jest jeszcze jedno - ścieżki rowerowe przy drogach głównych. 
Dojeżdżamy do kolejnej "pokusy". Przystanek rowerowy w Hardenbeck. W tym miejscu dawniej przebiegała linia kolejowa i stąd zaczyna się ścieżka rowerowa prowadząca jej śladem.

Z Hardenbeck jedziemy ścieżką rowerową do Templina. To dopiero będzie wyzwanie - przejechać przez Templin bez dłuższego postoju!!!
Pierwsza wzmianka o tym mieście pochodzi z 1270 r. “Templyn” w kulturze Słowian Połabskich oznaczało miejsce na wzgórzu, otoczone wodą.
Do centrum wjeżdżamy przez Most Pionierów (Pionierbrücke). Jest to "młoda" budowla, bowiem wznoszona była w 2003/04, ale wygląda, jakby tu była od zawsze. 


Templin prawa miejskie uzyskał w 1314 r. Wtedy gród otoczono wysokim na siedem i długim na 1735 metrów murem z polnych kamieni. Wzdłuż tych murów po ich wewnętrznej stronie można się dziś przechadzać odremontowanym chodnikiem, przy okazji oglądając trzy miejskie bramy.
Brama Berlińska (Berliner Tor) – najokazalsza z nich, trzykondygnacyjna, miała świadczyć o zamożności mieszczan. Tuż obok znajduje się najstarszy budynek w Templin – średniowieczna, gotycka kaplica św. Jerzego 

Kolejna brama to brama młyńska(Mühlentor). 
Na terenie miasta zachowało się starych 48 domów szachulcowych (Fachwerkhäuser) - domów z muru pruskiego. Niektóre z nich pochodzą z XVIII wieku. 
Centrum Templina stanowi rynek w kształcie kwadratu o boku długości około 120 metrów. W jego centralnej części stoi barokowy ratusz z XVIII wieku
Templin to urokliwe miasteczko. Chętnie tu wrócę na ciut dłuższą chwilę :)
Dojeżdżamy do Zehdenick. Stąd do Liebenwalde jedziemy ścieżką rowerową wzdłuż kanału Havel. Otula nas przyjemny chłód wody. Jest cudownie :) I te widoki :)

Większym miastem na naszej trasie jest Biesenthal. Zatrzymujemy się, by w Lidlu uzupełnić wodę. A może pojechać do Berlina?! Jesteśmy tak blisko :)
Czas nas nagli. Jednak nie byliśmy konsekwentni i przystanków rowerowych było więcej niż planowaliśmy. To wina Roberta. Poprowadził pięćsetkę przez urokliwe miejsca.
Wracamy do Polski. Zbliża się godz. 20.00, gdy zatrzymujemy się na obiad w Kostrzynie nad Odrą. Tym razem zamawiamy placek po węgiersku. Ja oczywiście jeszcze kawę. Robert chce odpocząć trochę dłużej. Skoro tak zamawiam miętę. Po takim ciężkim posiłku potrzebuję wspomagacza na trawienie :) 
W dalszą drogę ruszamy około godz. 21.30. Robi się ciemno. Jedziemy przez Witnicę, Nowiny Wielkie, Motylewo, Bogdaniec, Jenin, Łupowo do Gorzowa Wielkopolskiego. Ogarnia mnie senność. Potrzebuję kolejnej porcji kawy. Zatrzymujemy się na Orlenie. Kawa smakuje wybornie, albo tak bardzo chciało mi się pić. Jedziemy bulwarami wzdłuż Warty. 
Jest rześko. Ubieramy kurtki. Przed nami nocna jazda. Nie jedzie mi się tak aż dobrze, jak podczas pierwszej pięćsetki. Chce mi się spać! Chciałabym już być w Drezdenku. Tu planujemy kolejną przerwę na kawę. Santok, Lipki Wielkie, Goszczanowo, Gościm, Trzebicz, Osów i Drezdenko! Nareszcie! Jesteśmy już na trasie około 20 godzin. Należy nam się chwila odpoczynku przy kawie. Ruszamy.
Jedziemy w kierunku Dobiegniewa. Droga prowadzi przez las. Jest delikatnie pod górkę. Jadę pierwsza. Kawa ciut mnie rozbudziła. Czekam na Roberta przed Dobiegniewem. Zaczyna świtać. Kierujemy się do Pełczyc. Droga jest całkiem przyjemna. Może to mnie usypia. Gładki asfalt. Jadę znowu pierwsza i ups... Mało brakowało, a upadłabym. W ostatniej chwili odzyskuję równowagę. Cóż takie są konsekwencje drzemki na rowerze.
Za Pełczycami odbijamy w boczną drogę. Zmienia się nawierzchnia. Nie jest jednak źle, skoro mija nas ciężarówka za ciężarówką. Ruch prawie, jak na autostradzie. Zatrzymujemy się na chwilę odpoczynku w Brzezinie. Tym razem wspomagam się Coca Colą. Mam problem żołądkowy. Nie czuję się najlepiej. Może to po obiedzie. Jednak na trasie lepiej służy mi pizza. Cola pomogła.
Mijamy Dolice. Przed Mechowem odbijamy na ścieżkę rowerową. Dojeżdżamy nią do Pyrzyc. A tu kolejna przerwa kawowa!
Do Szczecina coraz bliżej. Ostatni około 50 km odcinek pokonujemy bez postoju. Dojechaliśmy. Zajęło nam to brutto 30 godzin. Poprawiliśmy wynik o godzinę. To dużo, czy mało. Dla mnie jest ok, ale kolega nie jest usatysfakcjonowany ;) Cóż trzeba będzie wykręcić kolejną pięćsetkę i wynik poprawić :)
Kategoria Rekordy, Wycieczki







