Ciekawa Lubelszczyzna
| Dystans całkowity: | 2657.12 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 101:36 |
| Średnia prędkość: | 24.65 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 58.18 km/h |
| Liczba aktywności: | 18 |
| Średnio na aktywność: | 147.62 km i 5h 58m |
| Więcej statystyk | |
Łęczna
-
DST
130.33km
-
Czas
05:36
-
VAVG
23.27km/h
-
VMAX
36.63km/h
-
Temperatura
10.0°C
-
Sprzęt Specialized
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzisiaj kolejna wycieczka z cyklu "Ciekawa Lubelszczyzna". Wybrałam się do Łęcznej. 
Miasto Łęczna jest jednym z najstarszych miast na Lubelszczyźnie. Położone jest na skraju doliny rzeki Wieprz. W herbie miasta znajduje się dzik, który według legendy uratował mieszkańców przed groźnym pożarem. Pierwsze wzmianki historyczne o Łęcznej pochodzą z 1350 roku. W roku 1467, w wyniku starań kasztelana krakowskiego Jana Tęczyńskiego, król Kazimierz Jagiellończyk nadał Łęcznej prawo miejskie. Łęczna otrzymała też przywilej królewski organizowania dwóch jarmarków. Dzięki temu nastąpił jej szybki rozwój. Najprawdopodobniej na początku XVI wieku na skraju urwiska, przy ujściu Świnki do Wieprza stanął zamek. Na przełomie XVI i XVII wieku nowi właściciele – Noskowscy, uzyskali od króla Stefana Batorego przywileje na kolejne jarmarki, co spowodowało dalszy rozkwit miasta. Przybywało na nie tysiące sprzedawców, kupców i pośredników z całej Europy. Śladem dawnej świetności miasta jest nietypowy układ architektoniczny starego miasta z trzema rynkami. Sytuacja polityczna kraju (wojny nękające Rzeczpospolitą Polską od połowy XVII wieku, a następnie utrata niepodległości), wytyczenie nowych szlaków handlowych, a także częste pożary przyczyniły się do utraty znaczenia miasta. Dopiero, gdy w 1766 r. ówczesny właściciel miasta, biskup płocki Hieronim Szeptycki uzyskał od króla Stanisława Augusta Poniatowskiego przywilej na nowy, dwutygodniowy jarmark na św. Idziego i potwierdzenie wcześniej przyznanych, jarmarki łęczyńskie urosły do rangi międzynarodowych. Ściągali na nie kupcy z najdalszych stron: Ukrainy, Mołdawii, Turcji, Niemiec i Austrii. Do niewielkiej Łęcznej liczącej w 1797 roku 348 domów i 1510 mieszkańców w czasie jarmarków przybywało kilkanaście tysięcy ludzi, a na oba jarmarki bożocielny i jesienny przypędzano prawie 30 tys. wołów i 10 tys. koni. O jarmarkach łęczyńskich w 1782 r. pisał Ignacy Krasicki, a Jan Piotr Norblin w 1803 utrwalił je na swoim obrazie zatytułowanym „Foire de Lenczna”. W XIX wieku na skutek upadku Rzeczypospolitej, walk niepodległościowych, zakładania linii kolejowych, które ominęły Łęczną oraz groźnych pożarów w 1846 i 1881, jarmarki łęczyńskie straciły swój międzynarodowy charakter, a miasto już nigdy nie powróciło do dawnej świetności. Nową erę w dziejach Łęcznej przyniosło odkrycie pokładów węgla kamiennego i rozpoczęcie w 1975 roku budowy kopalni węgla kamiennego w Bogdance.
Do Łęcznej jadę przez Sosnowicę, Stary Orzechów, Nowy Orzechów, Rogóźno, Ludwin.
Zwiedzanie rozpoczynam od Zespołu dworsko-parkowego na Podzamczu.
W parku znajduje się XIX-wieczny, znacznie przebudowany dwór i stojąca obok oficyna oraz pozostałości po zabudowaniach gospodarczych. W jednym z budynków, pełniącym dawniej funkcję suszarni chmielu, utworzona została wieża widokowa z tarasem umieszczonym na wysokości 10m. 
Ruiny pałacu
Pozostałości po zabudowaniach gospodarczych


Obora

Stajnia
Widok na park z wieży widokowej
Schody na wieżę :)
Rzeka Wieprz
W parku spędzam dłuższą chwilę. Spaceruję alejkami. Urokliwe miejsce.
Kolejny przystanek to Synagoga Duża. Usytuowana jest na ul. Bożnicza 1. Wzniesiona w połowie XVII wieku. W środkowej części znajduje się – zbudowana na planie kwadratu – murowana bima, z czterema kolumnami toskańskimi, na których są półkoliste arkady i dwukondygnacjowa nastawa. W czasie wojny i w latach powojennych synagoga w znacznym stopniu została zniszczona, a następnie w latach 1953–1964 odbudowana. Od 1966 r. do 30.04.2014 r. mieściło się w niej Muzeum Regionalne w Łęcznej, w którym zgromadzono m.in. pamiątki po Żydach licznie zamieszkujących Łęczną do II wojny światowej. W XVI i XVII wieku tutejsza gmina żydowska była drugą pod względem wielkości gminą w woj. lubelskim.
Obecnie budynek jest bardzo zdewastowany. Trwają prace renowacyjne.
Synagoga Mała. Nazywana Domem Modlitwy lub szkołą żydowską – została wzniesiona z kamienia i cegły na początku XIX wieku. Od 1993 roku mieści się tutaj Miejsko-Gminna Biblioteka Publiczna.
W bliskim sąsiedztwie jest Rynek II.
Rynek II
ulica Rynek II
Rynku III nie znalazłam :) W miejscu, gdzie powinien być rynek jest blok mieszkalny. 
ulica Rynek III
Jadę na na ul. 3 Maja przez Plac Kanałowy. To tutaj znajdują się domy zajezdne.
Domy zajezdne usytuowane przy ul. 3 Maja 26 i 37 oraz przy pl. Kanałowym 18 i 26 to pozostałości po XIX-wiecznej architekturze z okresu jarmarcznej świetności miasta. Drewniane, o czterospadowych dachach, z ogromną sienią zajezdną – stanowiącą ponad trzecią część powierzchni domu – w okresie jarmarków pełniły rolę kwater mieszkalnych i stancji.
Dom zajezdny na Placu Kanałowym.
Dom zajezdny przy u. 3 Maja 37.
Jadę na Stare Miasto.
Ratusz – usytuowany na Pl. Kościuszki na Rynku I. Został wzniesiony w stylu klasycystycznym w roku 188 – pierwotnie przeznaczony był na odwach (wartownię). Od odzyskania niepodległości pełnił funkcję magistratu. Spalony w 1943 roku, a następnie odbudowany w latach 1961–1963. Obecnie jest siedzibą Urzędu Stanu Cywilnego.
Ostatnim przystankiem jest zabytkowy kościół pw. św. Marii Magdaleny i Mansjonaria.
Kościół pw. św. Marii Magdaleny wybudowano w latach 1618–1631 w stylu późnego renesansu. Jego fundatorem był ówczesny dziedzic Adam Noskowski, a budowniczym najprawdopodobniej Jan Wolff – czołowy murator ordynacji zamojskiej. 
Obok kościoła znajduje się dzwonnica. Wzniesiona po 1781 a przed 1805 r. 

Mansjonaria – późnobarokowy, murowany budynek zlokalizowany w pobliżu kościoła – pierwotnie przeznaczony dla księży mansjonarzy. Ufundowany przez Adama Noskowskiego około 1639 roku. W 1930 roku dach łamany polski zastąpiono mansardowym. Obecnie budynek pełni funkcję plebanii.
Moja wycieczka powoli dobiega końca. Kierunek - dom :)
Kategoria Ciekawa Lubelszczyzna, Wycieczki
Radzyń Podlaski
-
DST
102.67km
-
Czas
04:12
-
VAVG
24.45km/h
-
VMAX
34.87km/h
-
Temperatura
8.0°C
-
Sprzęt Specialized
-
Aktywność Jazda na rowerze
Pogoda nie prowokowała do rowerowych wyjazdów. Jedynym plusem był ciut łagodniejszy wiatr. Wiało nadal, ale nie aż tak porywiście, jak w ciągu ostatnich dni. Zatem jadę :)
Celem mojej dzisiejszej wycieczki jest Pałac Potockich w Radzyniu Podlaskim. 
Na blogu niejednokrotnie zamieszczałam zdjęcia pałacu. To jedna z większych atrakcji w moich rodzinnych stronach, a przy tym wdzięczny obiekt fotografii.
Wybrałam trasę przez Branicę Radzyńską. Powód jest oczywisty - Branica również posiada swoją pałacową atrakcję. 

Branica Radzyńska pojawiła się po raz pierwszy pod nazwą Branica w dokumentach z 1470 roku jako własność szlachecka, w posiadaniu Branickich. W 1742 roku wieś Branicę włączono do dóbr radzyńskich. Nowymi właścicielami zostali Szlubowscy. W 1884 r. Stanisław Szlubowski wybudował obecny pałac, przekomponował park i rozbudował część gospodarczą. Po śmierci Szlubowskiego w 1908 roku majątek po nim odziedziczyła jego siostra Stefania Rulikowska która po I wojnie światowej przekazała go synowi Władysławowi.
Rulikowski prowadził gospodarkę do początku lat 30-tych XX wieku, po czym wyprowadził się z Branicy, a majątkiem zarządzali administratorzy. Po II wojnie światowej budynek pałacowy i park został przeznaczony na potrzeby szkoły, która funkcjonowała w nim do 2018 r.
Zgodnie z informacjami podanymi w lokalnej prasie, w pałacu ma zostać przeprowadzony remont. Budowla w przyszłości ma się stać ośrodkiem kultury.
Dojeżdżam do Radzynia Podlaskiego. Wizytówką miasta jest Pałac Potockich.
Pałac jest jedną największych i najwybitniejszych pod względem artystycznym późnobarokowych rezydencji magnackich w Polsce. Obecną formę otrzymał w poł. XVIII w. w wyniku przebudowy wcześniejszego obiektu wg projektu znanego architekta Jakuba Fontany, przy udziale rzeźbiarza Jana Chryzostoma Redlera i kamieniarza Michaela Dollingera.
Pierwotnie pałac był rezydencją Stanisława Antoniego Szczuki, zaś w ręce Potockich przeszedł w połowie XVIII w. W XIX stuleciu przechodził kilka razy z rąk do rąk, aż w końcu w 1920 r. ówczesny właściciel, Bronisław Szlubowski, przekazał go państwu, bo nie radził sobie z kosztami utrzymania obiektu. Drugą wojnę światową budynek przetrwał, lecz spłonęły oryginalne meble. Następnie przez lata pałac służył różnym instytucjom publicznym. Mieścił się tu m. in. sąd rejonowy, biblioteka, biuro poselskie.




W latach 2021–2023 przeprowadzono renowację. Budynek wyremontowano zarówno od zewnątrz, jak i od wewnątrz. Remont objął także dziedziniec pałacu. Latem 2023 r. remont dobiegł końca. W maju 2024 r. renowacja nagrodzona została w wojewódzkim konkursie Laurem Konserwatorskim. Efekt jest niesamowity. Pałac odzyskał blask i splendor. Jest pięknie!
A na koniec wiosenny akcent :)

Kategoria Ciekawa Lubelszczyzna, Wycieczki
Włodawa - Miasto 3 Kultur
-
DST
152.65km
-
Temperatura
14.0°C
-
Sprzęt Specialized
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wstaję skoro świt - wg czasu letniego o godz. 5.30, ale wg czasu zimowego - o godz. 4.30! Zaczynam gotować obiad, lecę do kościoła, wracam, kończę gotowanie, zostało tylko doprawienie surówki - to już zrobi mama, a ja gonię na rower!!! W planach mam wycieczkę do Włodawy - Miasta 3 Kultur.
Pogoda dopisuje. Tylko dlaczego znowu wieje!!! Jakoś dam radę, a jak coś - to pojadę w przeciwną stronę :)
Na wycieczkę zabieram garmina. We Włodawie okaże się, że to był dobry pomysł. Dokładnie o godz. 16.20 czasu zimowego padł licznik - chyba wyczerpały się baterie.
Dzisiaj jadę ciut zmodyfikowaną trasą. Nie dojeżdżam do Sławatycz. Przed Kolonią Sławatycze odbijam w kierunku Hanny. Nigdy wcześniej tędy nie jechałam. Droga jest rewelacyjna - nowy asfalt idealny pod szosowe opony. Dojeżdżam do Janówki.
Wstyd się przyznać, ale nie znam za dobrze historii terenów przez które jadę... W czasie Powstania Styczniowego w dniu 11 lipca 1863 r. pod Janówką rozegrała się zwycięska bitwa. Liczące ponad tysiąc powstańców oddziały polskie, pokonały liczniejsze siły armii rosyjskiej, zadając im ciężkie straty. Bitwę upamiętnia tablica informacyjna. Dowiaduję się również, że w pobliżu znajduje się mogiła powstańców. Droga prowadząca do mogiły jest bardzo piaszczysta, nie na szosowe opony. Wybiorę się tam następnym razem.
W Janówce, przy głównej drodze położona jest cerkiew św. Dymitra. Świątynia została wzniesiona w latach 1997–2000, a obok niej znajduje się prawosławna kapliczka z 1936. Według przekazu - jej wnętrze zdobi przywieziona z Rosji w 1918 r. kopia ikony Matki Boskiej Kazańskiej. Kapliczka i cerkiew są zamknięte. Oglądam je jedynie z zewnątrz.
Dojeżdżam do Hanny. To bardzo atrakcyjna miejscowość. Już niedługo stanie się celem mojej wycieczki. A dziś oglądam zabytkowy kościół z innej perspektywy - od zaplecza :)
Nieopodal odkryłam interesujący mural. Rzeka Bug musiała dawniej stanowić ważny szlak komunikacyjny i być istotnym źródłem zarobku mieszkańców. 
Z Hanny do Włodawy jadę szlakiem Green Velo. Wiatr mi pomaga. Nie jadę, a pędzę!
Dojeżdżam do Włodawy - Miasta 3 Kultur.
Początki Włodawy sięgają średniowiecza. Prawdopodobnie istniała już wówczas osada obronna. Pierwsze pisemne wzmianki o Włodawie można odnaleźć w Kronice Halicko-Wołyńskiej. W połowie XV wieku Włodawa została włączona do Wielkiego Księstwa Litewskiego, a rzeka Włodawka oddzielała ziemie Korony od Litwy. W 1475 r. Włodawa dostaje się we władanie litewskiego rodu Sanguszków, a 60 lat później gród otrzymuje prawa miejskie. Do miasteczka zaczynają napływać Żydzi. Pod koniec XVI w. nowym panem ziem włodawskich zostaje Andrzej Leszczyński, wojewoda brzesko-kujawski. Jesienią 1648 r. dzicz kozacka Chmielnickiego pali miasto i morduje większość mieszkańców, a dziewięć lat później podobnego barbarzyństwa dopuszczają się wojska szwedzkie. W XVII wieku nowy właściciel Rafał Leszczyński sprzedaje miasto Ludwikowi Konstantemu Pociejowi, późniejszemu hetmanowi polnemu litewskiemu. Nowy właściciel sprowadza do Włodawy ojców Paulinów, którym funduje klasztor jako votum dziękczynne za uratowanie życia. Miasto zmienia właścicieli jeszcze kilkakrotnie, by w XIX wieku stać się własnością rządu carskiego.
W okresie międzywojennym Włodawa była miasteczkiem wielonarodowym, w którym współistniały ze sobą trzy religie: katolicyzm, prawosławie i judaizm. Obok siebie żyli: Białorusini, Ukraińcy, Polacy i Żydzi. Oprócz kościoła i cerkwi funkcjonowały dwie synagogi, dom modlitwy, szkoła talmudyczna, rytualna łaźnia i dwa cmentarze żydowskie. Podczas II wojny światowej z ulic miasta zniknęli Żydzi, wywiezieni przez Niemców do obozu zagłady w Sobiborze. Po wojnie, na skutek regulacji granic wysiedlono Białorusinów i Ukraińców, a miasteczko straciło swój wielokulturowy charakter.
Obecnie Włodawa, powraca do swych wielonarodowych i wielowyznaniowych tradycji. W celu upamiętnienia dawnej wielokulturowości Ziemi Włodawskiej organizowany jest coroczny Festiwal Trzech Kultur.
Zaczynam zwiedzanie od kościoła p.w. Św. Ludwika i Klasztoru Paulinów.
Kościół pw. św. Ludwika został wzniesiony w latach 1739-1752. Wraz z kościołami w Chełmie i Lubartowie należy do grupy późnobarokowych świątyń ziemi lubelskiej, zaprojektowanych przez Pawła Antoniego Fontanę. Budowniczym świątyni był Tomasz Rezler. 
Paulini z Jasnej Góry przybyli do Włodawy w 1698 r. Było to możliwe dzięki fundacji właściciela dóbr włodawskich Ludwika Konstantego Pocieja. Pierwotnie zakonnicy mieszkali w pomieszczeniach przy pokalwińskim zborze. Dopiero w latach 1711 – 1718 wybudowano klasztor, którego architektem był Józef Piola.
Kolejnym zabytkiem jest Cerkiew prawosławna p.w. Narodzenia Najświętszej Marii Panny. Byłam tu kilka lat temu - prowadzony był wówczas remont. Obecnie cerkiew jest odrestaurowana.
Pierwszą świątynię unici wybudowali na tym miejscu w 1790 r. Drewniana budowla spaliła się 12 lutego 1813 r. Unici zbudowali nową, również drewnianą. W 1821 r. zaprzestano odprawiania w niej nabożeństw. Dopiero dwadzieścia lat później rozpoczęto prace nad kolejną świątynią. Na wzniesieniu stanęła murowana cerkiew w stylu cerkwi ruskiej, bizantyjsko–klasycystycznej. Cerkiew ponownie zaczęła popadać w ruinę i została rozebrana.
Obecną świątynię postawiono według projektu architekta Wiktora Syczowa w latach 1893-1895. Po wysiedleniu Ukraińców w 1946 r. została zamknięta na 10 lat. Nabożeństwa ponownie zaczęto odprawiać dopiero w 1956 roku.
W sąsiedztwie cerkwi znajduje się budynek klasycystycznej plebanii. Plebanię wybudowano w latach 1846-1850. 
Kolejny zabytek to „Czworobok”. Położony jest w centrum miasta. Budynek powstał w XVIII wieku i mieścił kramy oraz jatki. „Czworobok” jest obiektem późnobarokowym, zbudowanym na planie kwadratu, ma spory dziedziniec, na który prowadzą dwie bramy wjazdowe ulokowane na osi wschód – zachód.
Jest to unikalny przykład architektury użytkowej, która doskonale wpisywała się w zabudowania rynku. Główny plac miasta otoczony był kamieniczkami – piętrowymi oraz parterowymi. 

Według lokalnej tradycji, to właśnie na dziedzińcu „Czworoboku” Michał Wołodyjowski miał pojedynkować się z Bohunem.
Włodawa naprawdę zaistniała na kartach Trylogii. W XXI rozdziale drugiego tomu „Ogniem i mieczem” to właśnie w tym mieście Rzędzian spotyka leczącego rany Bohuna i wkrada się w jego łaski.
Jadę pod Pomnik Tadeusza Kościuszki. Ma on formę wysokiego, strzelistego obelisku – na jego szczycie umieszczono orła z rozpostartymi skrzydłami. Oprócz tego na cokole przymocowano mosiężną plakietkę z popiersiem Kościuszki i napisem „Naczelnikowi Rodacy".
Ostatnim przystankiem na trasie mojej wycieczki jest zespół synagogalny. W skład kompleksu wchodzą: Wielka Synagoga, Mała Synagoga i dom pokahalny.
Wybudowana w latach 1764-1774 w stylu późnego baroku Wielka Synagoga została sfinansowana przez gminę żydowską, oraz ówczesnych właścicieli Włodawy – Czartoryskich. Synagoga spłonęła podczas I wojny światowej. Odbudowana w okresie międzywojennym, podczas kolejnej została zdewastowana i do 1970 r. służyła jako magazyn. W latach 80 przeprowadzono remont obiektu i od 1983 r. w synagodze mieści się Muzeum Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego, ze stałą wystawą poświęconą historii i kulturze polskich Żydów. Dzisiaj muzeum było zamknięte.
Obok Synagogi Wielkiej znajduje się Synagoga Mała. Zbudowana w drugiej połowie XVIII w., pełniła funkcje dodatkowej bożnicy oraz szkoły talmudycznej. Uszkodzona podczas I wojny została wyremontowana w okresie międzywojennym. W czasie okupacji Niemcy urządzili w niej magazyn i sklep, a po zakończeniu II wojny budynek pełnił funkcję kina, następnie magazynu Gminnej Spółdzielni. W 1983 r. synagogę przejęło Muzeum Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego, które przeprowadziło prace remontowe.

Dom pokahalny został zbudowany w 1928 r. Pełnił funkcję administracyjną. Znajdowała się tutaj biblioteka, a swoją siedzibę miały Zarząd Gminy Żydowskiej i inne organizacje żydowskie, np. Stowarzyszenie Psalmowe. W czasie II wojny światowej Niemcy zdewastowali budynek. Po wojnie znajdowały się w nim kolejno: Komitet Powiatowy PPR, Powiatowy Związek Gminnych Spółdzielni i sklep wielobranżowy. W 1983 r., jak poprzednie obiekty, został przejęty przez Muzeum Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego i wykorzystywany jest jako pomieszczenia biurowe oraz magazynowe.
Moja wycieczka powoli dobiega końca. Zostało już tylko dojechać do domu. 
Zachód słońca nad ścieżką przy wojewódzkiej :)
Kategoria Wycieczki, Ciekawa Lubelszczyzna
Poleski Park Narodowy
-
DST
143.80km
-
Czas
07:42
-
VAVG
18.68km/h
-
VMAX
30.69km/h
-
Temperatura
17.0°C
-
Sprzęt Scott
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wycieczkę do Poleskiego Parku Narodowego planowałam od dawna, ale zawsze "coś" stawało na przeszkodzie. W moim przypadku sprawdziło się ludowe porzekadło - cudze chwalicie, swego nie znacie. 
Z domu wyjeżdżam o godz. 8.00. Jadę do Pieszowoli. Wycieczkę rozpoczynam od ścieżki przyrodniczej Perehod.
Nie sposób nie trafić na ścieżkę. Przy drodze głównej (trasa Sosnowica - Stary Brus/Kołacze) znajduje się tablica informacyjna. Do ścieżki prowadzi droga polna. Jest bardzo malownicza. Przed wejściem na ścieżkę jest parking i pole biwakowe z wiatą. 
Na początku ścieżki znajduje się tablica z mapą przedstawiającą trasę i kierunek poruszania się. Perehod to typowa ścieżka ornitologiczna. Prowadzi przez teren stawów podworskich założonych pod koniec XIX wieku przez właściciela dworu w Pieszowoli - szlachcica Krassowskiego. Kompleks obejmuje stawy: Głęboki, Piskornik, Graniczny, Dziki, Duża Zośka, Pniaki, Mała Zośka, Górny Horodyszcz, Dolny Horodyszcz, Pyrchów, Podgrusze, Żabi, Perehod i Wyhary. Woda przyciąga ptactwo wodno-błotne. Można tu spotkać czaple, kormorany, podgorzałki, zimorodki, gęgawy, bieliki, orliki krzykliwe. Natomiast w Stawach Pieszowolskich dogodne warunki do życia znajduje żółw błotny będący dumą i skarbem Poleskiego Parku Narodowego.
Na całej trasie znajduje się 9 przystanków z tablicami zawierającymi numer przystanku, krótki opis danego obiektu przyrodniczego i rysunki poglądowe. Długość ścieżki wynosi około 5 km.

Na trasie ścieżki znajdują się dwie wieże widokowe. Za pierwszą wieżą, zapewne dla ułatwienia obserwowania ptaków, usytuowany został schron ornitologiczny.
Wieża i schron ornitologiczny
Schron ornitologiczny - widok z wieży 
Widok z wieży na stawy
Niestety oprócz pływających w oddali łabędzi, nie widziałam na stawie innych ptaków.
To jeszcze pierwsza wieża
A tu w oddali widać drugą wieżę. 
Ścieżka jest bardzo malownicza. Dodatkową atrakcją są odcinki błotne. Dobrze, że mój Scottuś ma mocarne opony :)
Druga wieża widokowa.
Widok z wieży.
Opuszczam groblę stawu. Wjeżdżam na ścieżkę rowerową Mietułka. Cała trasa liczy około 21 km i zatacza "koło". Ja pokonam jedynie odcinek "południowy". Jadę w kierunku miejscowości Łowiszów.

Dom dla owadów
Droga rowerowa Mietułka
Rzeka Mietułka

Las Łowiszów.
Na skraju Lasu Łowiszów (przysiółek Łowiszów) moją uwagę przyciąga nietypowa posesja ogrodzona plecionym płotem. Cóż to takiego?
Jest to Zagroda "Poleskie Sioło" - ośrodek edukacyjny będący odwzorowaniem dawnej zagrody gospodarskiej z terenu Polesia. W skład zagrody wchodzi budynek mieszkalny, spichlerz oraz stodoła – wykonane z drewna i kryte strzechą. Na terenie ośrodka znajduje się także piwnica typu ziemianka.

Nieśmiało wchodzę przez bramę i gdy szukam wzrokiem napisu "kasa", z budynku wychodzi pracownik/strażnik Poleskiego Parku Narodowego. Zaprasza mnie do środka. Okazuje się, że zwiedzanie zagrody jest bezpłatne.
Z ciekawością rozglądam się po wnętrzu. W dwóch izbach zostały zgromadzone eksponaty związane z tradycyjnym poleskim domostwem. 

Dojeżdżam do Łowiszowa. 
Przy wjeździe do miejscowości znajduje się pomnik poświęcony walkom oddziałów Korpusu Ochrony Pogranicza z Armią Czerwoną.
Korpus Ochrony Pogranicza był formacją wojskową, utworzoną w celu ochrony wschodnich granic II Rzeczpospolitej. Była to formacja elitarna ze względu na
wyszkolenie służących w niej ludzi, jakość uzbrojenia i realizowane zadania. W nocy 1 października 1939 r. dowodzona przez generała Wilhelma Orlika-Rückemanna grupa
tego Korpusu, licząca około 3000 żołnierzy, znalazła się w rejonie Wytyczna. Miała ona dołączyć do Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie” gen. Kleeberga. Około godziny 9.00 rano doszło do bitwy między wojskami Korpusu Ochrony Pogranicza a oddziałami Armii Czerwonej. Walki trwały do godziny 13.00, kiedy to ze względu na ogromne wyczerpanie żołnierzy i brak amunicji zarządzono odwrót w kierunku lasów koło Sosnowicy. Tam zaplanowano rozwiązanie grupy wojsk Korpusu. Podczas bitwy pod Wytycznem oraz bezpośrednio
po niej poległo 93 żołnierzy, których pochowano na miejscowym cmentarzu. W 1989 r. w tym miejscu usypano kopiec i odsłonięto pamiątkową tablicę oraz wystawiono symboliczne
kwatery żołnierskie. Ciała żołnierzy spoczywają głównie na cmentarzu wojennym we Włodawie.
Jezioro Wytyckie
Z Łowiszowa jadę do Urszulina. Tu w siedzibie Poleskiego Parku Narodowego kupuję bilet. Przed wejściem na ścieżkę Perehod nie udało mi się kupić biletu przez internet. Czuję się usprawiedliwiona - kupiłam bilet całodniowy (cena 12 zł).
W bliskiej odległości od Urszulina położona jest ścieżka przyrodnicza Czahary. Nazwa "czahary" oznacza mokradła porośnięte karłowatymi drzewami i krzakami, a była używana dawniej przez ludność na wschodnich ziemiach I Rzeczypospolitej już w XVII wieku.
Ścieżka przyrodnicza Czahary to najmłodszym "dziecko" Poleskiego Parku Narodowego. Prowadzi przez teren kompleksu Bagna Bubnów. Na Bagnie Bubnów mają miejsce największe koncentracje żurawi w regionie.
Wprawdzie nie planowałam przejechania dzisiaj tej ścieżki, ale skoro jestem tak blisko...
Ścieżka rozpoczyna się w miejscowości Zastawie przy wieży widokowej. Drogą gruntową dojeżdżam do lasu. Stąd ścieżka w znacznej części biegnie po drewnianych kładkach. Długość trasy wynosi około 6,5 km. Można wybrać krótszą trasę liczącą około 4,8 km.
Na trasie znajdują się udogodnienia w postaci wież i platform widokowych


Wracam do Urszulina i odbijam w drogę prowadzącą do Sosnowicy. Przy tej trasie znajdują się dwie kolejne ścieżki przyrodnicze - Dąb Dominik i Obóz powstańczy, które zamierzam przejechać.
Ścieżka przyrodnicza Dąb Dominik rozpoczyna się w miejscowości Kolonia Łomnica. Biegnie drogą leśną oraz drewnianymi kładkami. 


Dąb Dominik
Drewniana kładka.
Największą atrakcją ścieżki jest zarastające Jezioro Moszne. Prowadząca do niego drewniana kładka zabezpieczona barierkami i pomost na jeziorze przypomina mi Jezioro Obradowskie w Lasach Parczewskich.

Dalsza część ścieżki przebiega skrajem boru bagiennego i borem wilgotnym, prowadząc do torfianek - dawnych wyrobisk po wydobyciu torfu, a dalej do wsi Jamniki.

Ścieżka kończy się dosyć nietypowo - na tyłach posesji. Niewielki odcinek do drogi głównej trzeba pokonać przez prywatną łąkę.
Jadę dalej. Odbijam z drogi głównej w kierunku Lipniaka. Znak informuje, że do Lipniaka jest 4 km. Droga prowadzi przez las. Jeszcze trochę i będzie można powiedzieć o jej nawierzchni, że kiedyś był tu asfalt.
Lipniak to mała wioska, można określić ją osadą. Przy drodze naliczyłam zaledwie kilka domów.
Ścieżka Obóz Powstańczy rozpoczyna się przed mostem na kanale „Doprowadzalnik Bogdanka-Wola Wereszczyńska”. Znajduje się tu parking, wiata, palenisko, a także komórka z drewnem na ognisko.
Ścieżkę od pozostałych wyróżnia motyw historyczny. Poświęcona jest ona pamięci bohaterów Powstania Styczniowego. Pod koniec czerwca 1863 r. podpułkownik Karol Krysiński, założył nieopodal wsi Lipniak obóz powstańczy funkcjonujący do marca 1864 r. Okresowo w obozie przebywało ponad 1000 powstańców.
Lipniak
Przed wejściem na ścieżkę znajduje się parking wraz z zadaszeniem turystycznym
Przy trasie znajdują się tablice informacyjne
Trasa prowadzi przez las. Miejscami droga jest błotnista. Omal nie wjechałam w olbrzymią wyrwę zalaną wodą. 
Brzoza czarna - rzadki podgatunek brzozy brodawkowatej. W Polsce podgatunek ten spotykany jest sporadycznie w lasach, zwykle w pojedynczych egzemplarzach. W Poleskim Parku Narodowym występuje w kilku miejscach np. na terenie Obwodów Ochronnych Bubnów i Łowiszów.
Dąb powstańców - obiekt miejscowych legend o odwiecznym dębie „gdzie kozak stracił głowę”. Porucznika Jan Nałęcz Rostworowski, walczący pod rozkazami pułkownika Karola Krysińskiego tak relacjonował to zdarzenie: „... Podczas naszego pobytu na Lipniaku podsuwały się niejednokrotnie ku nam podjazdy nieprzyjacielskie, mianowicie kozackie. Na drodze z Lipniaka do Bud Wytyckich stał dąb z konarem wyciągniętym nad dróżką, w miejscu, gdzie ona skręcała się raptownie, konar był tak nisko, że jeździec musiał się dobrze schylić, aby pod nim przejechać. Oddział kozaków chcąc wybadać, co robimy, podsunął się dróżką i natknął na naszą Pikietę, która dała ognia. Paru kozaków puściło się za nią, a jeden z nich padł na miejscu z roztrzaskaną o ten konar głową”.
Dojeżdżam do kolejnego przystanku o nazwie „Mogiłki”. Według tradycji ludowej i przekazu Pana Antoniego Stefaniuka ze wsi Lipniak, około 1 kilometra za miejscem obozu na Lipniaku miała znajdować się zbiorowa mogiła powstańcza. Wcześniej miał tam stać również krzyż. W roku 2008 na tym terenie podjęto badania archeologiczne na zlecenie Telewizji Polskiej S.A. Oddział w Lublinie. Celem prac było zlokalizowanie konstrukcji i obiektów obozu zimowego K. Krysińskiego oraz trzech mogił powstańczych. Zlokalizowano dwa obiekty archeologiczne: pozostałości obwałowań ziemnych obozu powstańczego oraz prawdopodobne miejsce istnienia zbiorowego grobu powstańców. Badania detektorami wyznaczyły miejsce z wystąpieniem 8 cienkich, krótkich gwoździ, przypuszczalnie z ogrodzenia mogił. Natomiast badania georadarem wykazały bardzo nierównomierną i dość dużą anomalię mineralizacji gruntowej. Anomalie takie mogą świadczyć o tym, że znajduje się tutaj mogiła masowa, w której pochowano nawet kilkadziesiąt ciał, na głębokości 1,7 – 1,9 m.
Mi to miejsce przywodzi na myśl Mogiłę z powieści Elizy Orzeszkowej "Nad Niemnem".
Nieopodal Mogiłek znajduje się wieża widokowa.
Z wieży widokowej rozciąga się rozległy widok na kompleks tzw. Łąk Zienkowskich. Jest to duży kompleks, liczący ok. 1200 ha, ciągnący się od miejscowości Zienki (stąd nazwa) na zachodzie, aż do miejscowości Nowiny na wschodzie.
Dalej jadę/prowadzę rower groblą wzdłuż rowu melioracyjnego. Na tym fragmencie trasa ścieżki, miejscami została wyposażona w kładki. Idąc groblą w kierunku zachodnim po prawej stronie mam widok na „Łąki Zienkowskie”, natomiast po lewej stronie jest las bagienny, zalany wodą. 
W dalszej części kładka prowadzi w pobliżu żeremi bobrowych.

Kładka kończy się i wychodzę na drogę leśną. Skręcam w prawo i po pokonaniu około 100 m skręcam w lewo. Po pokonaniu około 15 m docieram do ostatniego przystanku ścieżki "Życie obozowe", upamiętniającego miejsce obozu i życie obozowe.
Wracam tą samą drogą przez Lipniak do głównej drogi. Mijam Zienki, Górki, dojeżdżam do Sosnowicy. Zaczyna zmierzchać. Do domu coraz bliżej.
To był udany dzień. Z pewnością na ścieżki przyrodnicze Poleskiego Parku Narodowego wrócę wiosną.
Kategoria Wycieczki, Ciekawa Lubelszczyzna
Pałac Firlejów w Czemiernikach
-
DST
51.63km
-
Czas
02:11
-
VAVG
23.65km/h
-
VMAX
41.81km/h
-
Temperatura
5.0°C
-
Sprzęt Gravel
-
Aktywność Jazda na rowerze

Zespół pałacowo-parkowy w Czemiernikach został wzniesiony w latach 1615-22 nakładem biskupa płockiego Henryka Firleja z Dąbrowicy przez wysokiej klasy architekta, który w planie i architekturze pałacu nawiązał do teoretycznych projektów Andrea Palladia. Budowla jest przykładem starowłoskiego „palazzo in fortezza”. Pałac i miasto były własnością rodu Firlejów do końca XVII w. Potem często zmieniały właścicieli. Być może za czasów Humięckich (XVIII w.) pałac utracił późnorenesansową attykę, a pierwotne nakrycie dachu zastąpiono wysokim, łamanym dachem z barokowymi szczytami nad częścią środkową. Dzisiejszy wygląd (z neogotycką attyką) nadała obiektowi odbudowa przeprowadzona w 1852 r. przez gen. Wincentego Krasińskiego – ojca Zygmunta, autora „Nie-boskiej komedii”. Mówi o tym tablica wmurowana we frontową ścianę pałacu. Po II wojnie światowej umieszczono tu Państwowy Dom Dziecka, a potem Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy. Obecnie własność prywatna.
Zespół pałacowy obejmuje:
- murowany późnorenesansowy pałac,
- murowaną późnorenesansową bramę wjazdową z 1624 r.,
- pochodzące z XVII stulecia fortyfikacje,
- dawną oficynę wybudowaną ok. 1629 r., z elementami stylu późnorenesansowego,
- ogród w granicach fortyfikacji, w czasach świetności uznawany za jeden z piękniejszych w Rzeczypospolitej,
- stawy i groblę prowadzącą od miasta do bramy.


Kategoria Ciekawa Lubelszczyzna
Dożynki czas zacząć :)
-
DST
40.62km
-
Czas
01:36
-
VAVG
25.39km/h
-
VMAX
41.72km/h
-
Temperatura
28.0°C
-
Sprzęt Specialized
-
Aktywność Jazda na rowerze





:)
Kategoria Ciekawa Lubelszczyzna
Monaster św. Onufrego w Jabłecznej
-
DST
167.70km
-
Czas
06:42
-
VAVG
25.03km/h
-
VMAX
35.06km/h
-
Temperatura
27.0°C
-
Sprzęt Specialized
-
Aktywność Jazda na rowerze
W ubiegłym roku ze względów zdrowotnych, w ostatniej chwili musiałam zrezygnować z wyprawy do Armenii. A dzisiaj, aby poczuć namiastkę powiewu tamtej atmosfery pojechałam na rowerową wycieczkę do Monasteru św. Onufrego położonego w przepięknej dolinie nadbużańskiej na lewym brzegu rzeki Bug wśród wiekowych dębów w odległości dwóch kilometrów od wsi Jabłeczna.
Do Jabłecznej jadę trasą przez Wisznice. Lubię drogę z Wisznic do Sławatycz. Długimi odcinkami ciągnie się przez lasy. Wprawdzie to krajówka prowadząca do przejścia granicznego z Białorusią, ale dzisiaj ruch jest symboliczny. Byłoby idealnie, gdyby nie wiatr - raz jest boczny, raz przedni - jedno jest pewne - nie pomaga pedałować.
Na rogatkach Sławatycz jestem po godz. 9.00. Odbijam w kierunku Kodnia. Jechałam tą drogą trzy lata temu. Prowadziła tędy trasa Pięknego Wschodu. Wjeżdżam do miejscowości Liszna. Zwarta zabudowa, dużo drewnianych domów. Wioska sprawia bardzo przyjemne wrażenie. Pokonuję kilka kilometrów i znak kieruje mnie do Jabłecznej i monasteru. Skręcam z głównej drogi i czuję jakbym przeniosła się do innej rzeczywistości i innego wymiaru. Wjeżdżam do krainy spokojności.
W czasie ostatniej Wielkanocny snułam marzenia przy świątecznym stole - zostawić za sobą tą całą cywilizację oraz wszechobecny pośpiech i zaszyć się w miejscu zapomnianym przez ludzi. Brat zażartował, że powinnam pomyśleć o domku w Karkonoszach ze skeczu pod tym samym tytułem. Słyszałam ten skecz wiele razy, ale po moim wywodzie o odludziu zabrzmiał jeszcze zabawniej - uśmiałam się do łez. A dzisiaj wjechałam do Jabłecznej i ożyła w pamięci świąteczna rozmowa. Już nie muszę szukać "domku w Karkonoszach", znalazłam idealny wehikuł czasoprzestrzeni. Ogarnia mnie błogie uczucie - czy tak smakuje szczęśliwość. Cieszę się, że jestem tu i teraz.
Do Monasteru prowadzi droga wijąca się wśród pól. Ciszę przerywa tylko śpiew ptaków. 
Na straży bezpieczeństwa Monasteru stoją u jego wrót wiekowe dęby. 
Dotarłam do Monasteru. Schodzę z roweru. Dalej pójdę pieszo.
Dla prawosławia Monaster Jabłeczyński ma duże znaczenie z uwagi na wytrwale utrzymywaną niezłomną pozycję. Od czasu założenia pozostawał w swej działalności prawosławnym i niejednokrotnie był ostoją tradycji ortodoksyjnej na Podlasiu. Jest miejscem pielgrzymek, szczególnie licznie odwiedzanym w dniu święta patrona św. Onufrego obchodzonym 12 czerwca wg Kalendarza Juliańskiego obowiązującego w liturgii prawosławnej.
Jak głoszą miejscowe przekazy ludowe, inspiracją do założenia Monasteru było cudowne pojawienie się w pobliżu wsi Jabłeczna ikony św. Onufrego. Mieszkańcy Jabłecznej i właściciele pobliskich posiadłości odczuli to jako przejaw szczególnej łaski Boga i na miejscu pojawienia się ikony założyli Monaster. Za datę założenia Monasteru uznaje się lata 1497 - 1498 r. Wzmianki o Monasterze pojawiają się w dokumentach z 1498 r. - adnotacji z rękopisu reguły nabożeństwa, którą brzescy mieszczanie podarowali Monasterowi św. Onufrego oraz w dekrecie króla Zygmunta z 1522 r. potwierdzającym akt kupna wsi Jabłeczna wraz z Monasterem św. Onufrego nad Bugiem położonym. Z rodowodowych ksiąg właścicieli ziemskich wsi Jabłeczna wynika, że okolicznymi posiadłościami władał prawosławnego wyznania ród Zaberezińskich i że w 1488 r. posiadłości te należały do Anny i Jana Zaberezińskich. Właśnie ich uznaje się za założycieli Monasteru.
Kompleks budynków składa się ze świątyni monasteru o jednej owalnej kopule uwieńczonej krzyżem, wolnostojącej murowanej dzwonnicy, piętrowego murowanego domu zakonnego. Całość wraz z obszernym dziedzińcem otoczona jest murem. 
Zanim wejdę do świątyni zatrzymuję się w ogrodzie. Z oddali dochodzi pianie kur. To odgłosy z gospodarstwa prowadzonego przez zakonników. 
Przed świątynią, w ogrodzie znajduje się studnia (z pompą), z której można napić się wody. 
Główna świątynia Monasteru Jabłeczyńskiego została wzniesiona w latach 1838 - 1840 r. w stylu klasycystycznym na planie krzyża greckiego. Ten często spotykany w prawosławnych świątyniach kształt kryje w sobie teologiczną przesłankę - krzyż wyraża, że przez ukrzyżowanie Chrystusa Kościół pozyskał życie i moc i przypomina, że świątynia jest miejscem obecności Chrystusa.
Wnętrze świątyni dzieli się na trzy części. Część główna - prezbiterium oddzielona jest trzyrzędowym ikonostasem od części środkowej przeznaczonej dla wiernych. 

Ściany świątyni zdobią freski. 

W świątyni, po lewej stronie znajdują się relikwie św. Ignacego Jabłeczyńskiego. W okresie międzywojennym mnich Ignacy był jednym z najstarszych wśród
braci monasterskiej. Cieszył się autorytetem wśród okolicznej ludności
prawosławnej. Okres wielkiej próby przyszedł dla niego, jak i dla
wszystkich mnichów monasteru w Jabłecznej w latach drugiej wojny
światowej. Najbardziej dramatycznym momentem w wojennych jego dziejach stała się
noc z 9 na 10 sierpnia 1942 r., kiedy oddział wojskowy dokonał napadu
na monaster. Napastnicy podpalili zabudowania monasterskie, nie
pozwalali mnichom ugasić pożaru, grożąc im rozstrzelaniem. Część
mnichów, w tym św. Ignacy, ukryła się w monasterskim sadzie. Jednak św.
Ignacy powrócił, wszedł na dzwonnicę i zaczął dzwonić na trwogę.
Przyjął męczeńską śmierć stając w obronie monasteru. Męczennik Ignacy został pochowany na cmentarzu monasterskim. W
2003 r. otwarto grób świętego, a jego relikwie
umieszczono w świątyni.

Naczelne miejsce zajmuje ikona św. Onufrego.

Historycy datują ikonę św. Onufrego na XII - XIII wiek. Malowana jest na kredowym podkładzie, na cyprysowej desce.Św. Onufry jest przedstawiony w pozycji stojącej z długą siwą brodą sięgającą niżej kolan sprawiającą wrażenie splecionej w warkocz. Ikona Św. Onufrego umieszczona jest z prawej strony w pierwszym rzędzie ikonostasu.
Za murem otaczającym Monaster znajdują się w niewielkiej odległości od siebie dwie wolnostojące kaplice.
Pierwsza pw. Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny usytuowana jest na przeciwko bramy głównej Monasteru. Pochodzi z XX wieku (1906r.).

Druga kaplica pw. Świętego Ducha jest wzniesiona nad samym Bugiem. Pochodzi także z początku XX wieku (1912 r.).
Odwiedziłam kolejne ciekawe miejsce. Miałam szczęście - nie trafiłam na tłum turystów. W ciszy mogłam skupić się nad intencjami, które ze sobą zabrałam.
Czas wracać... Do Lisznej jadę przez Nowosiółki. Cisza, spokój, mogłabym tu zamieszkać.
Ze Sławatycz kieruję się do Włodawy szlakiem Green Velo. Chciałabym wrócić do domu rowerowym skrótem - nadbużańską trasą. Mam wiatr w twarz. Nie jest może zbyt porywisty, ale mimo to czuję coraz większe znużenie. Do Włodawy dzieli mnie odległość 27 km. Rezygnuję z rowerowego skrótu. Jestem znużona wiatrem i słońcem. Z Włodawy jadę do domu najkrótszą trasą przez niekończące się Wyryki (Wyryki Adampol, Wyryki Połód, Wyryki Wola, Wyryki Kolonia) i Krzywowierzbę.
Pedałując wspominam mijający dzień. Znalazłam cudowne odludzie. Wiem, że będę tu wracać nie tylko myślami :)
Koniec
Kategoria Wycieczki, Ciekawa Lubelszczyzna
Pałacobranie
-
DST
132.32km
-
Czas
04:59
-
VAVG
26.55km/h
-
VMAX
36.04km/h
-
Temperatura
13.0°C
-
Sprzęt Specialized
-
Aktywność Jazda na rowerze
Jedni rowerzyści we wrześniowe niedzielne przedpołudnia udają się na grzybobranie, a inni na "pałacobranie". Dzisiaj należałam do drugiej grupy. Pogoda nie zachęcała do niedzielnej wycieczki - mżył deszcz i było szaro-buro, ale kto upartemu zabroni. Planowałam wrzucić do rowerowego koszyka cztery pałace, jednak pogoda zweryfikowała moje plany. Deszcz na dobre rozgościł się na mojej trasie. Cóż - na prawdziwe pałacobranie pojadę następnym razem. A dzisiaj ot takie mini pałacobranie, choć sama nie wiem czy takie mini, bo do mojego rowerowego koszyka trafiły dwa dorodne pałacowe borowiki :)
Pałac Zamoyskich w Jabłoniu
Wzmianki o Jabłoniu jako osadzie pojawiają się już w XV wieku, kiedy
należał do Wielkiego Księstwa Litewskiego. Jego pierwszymi właścicielami
byli Połubińscy, herbu Jastrzębiec. W XVII wieku dobra Jabłoń należały do
rodzin Firlejów i Potockich.
Na początku XIX wieku majątek Jabłoń przejął Piotr Strzyżowski. Założył on park oraz zbudował
pałacyk w stylu klasycystycznym około 1812 roku. Lata 1855-84 to okres
władania dobrami Jabłoń hr. Łubieńskich. W okresie powstania
styczniowego dwór stanowił schronienie dla powstańców, a jego
właścicielka Amelia Łubieńska za tą działalność została zesłana na
Sybir. W latach siedemdziesiątych XIX wieku dwór w Jabłoniu pada ofiarą
prześladowań za działania wspierające walkę Unitów z prawosławiem.
Łubieńscy musieli opuścić Jabłoń, a 1884r. majątek nabył August
Zamoyski z Różanki dla swego syna Tomasza.
Neogotycki pałac został wybudowany przez hrabiego Tomasza Zamoyskiego w
latach 1904 – 1905 na miejscu rozebranego pałacu Strzyżowskich. Pałac
był wzorowany na angielskich rezydencjach z czasów przełomu późnego
gotyku i początków renesansu. Jego projekt powstał w pracowni,
wiedeńskich architektów Fellnera i Helmera.Pałac był rezydencją luksusową i nowoczesną.
Posiadał centralne ogrzewanie, kanalizację, klimatyzację grawitacyjną,
oświetlenie elektryczne i windę. Świetność rezydencji została przerwana przez wybuch I
wojny światowej. Wysiedleni z majątku Zamoyscy wrócili dopiero w 1921
roku. W 1928 roku zmarła Ludmiła, w 1935 - Tomasz. Do Jabłonia wrócił wtedy
skonfliktowany z nim syn August Zamoyski - sławny już wówczas rzeźbiarz i zarządzał dobrami aż do wybuchu II wojny światowej.
W
1944 roku majątek został rozparcelowany między Skarb Państwa, Lasy Państwowe
i prywatnych właścicieli. W oficynie pałacowej rozlokowała się szkoła
podstawowa, w 1952 roku doszło jeszcze Technikum Rolnicze. Po pożarze w 1968 roku,
który spowodował znaczne zniszczenia, szkoły przeniosły się do nowych
budynków. Od 1999 roku pałac jest w rękach prywatnych.

Muzeum Augusta Zamoyskiego w Jabłoniu
Pałac Potockich w Radzyniu Podlaskim
Pałac Potockich w Radzyniu Podlaskim jest rezydencją rokokową, która ze względu na wysokie walory artystyczne zaliczana jest do
wąskiego grona dziesięciu tego typu założeń w Europie.
Należą do tej grupy m.in. Wersal,
drezdeński Zwinger, poczdamski Sanssouci, a w Polsce pałac Branickich w
Białymstoku czy królewski Wilanów.
Pierwsza budowla na miejscu dzisiejszego
Pałacu Potockich wzniesiona została w XV wieku przez rodzinę Kazanowskich. Miała ona charakter średniowiecznej warowni.
Rozbudowy zamku dokonano dwukrotnie w czasie, gdy dobra radzyńskie dzierżawił ród Mniszchów (od połowy XVI do połowy XVII w.). Warownia zmieniła się wówczas prawdopodobnie w renesansową rezydencję typu palazzo in fortezza.
Kolejny etap przebudowy nastąpił, gdy dobra radzyńskie znajdowały się pod panowaniem Stanisława Antoniego Szczuki - sekretarza i przyjaciela Jana III Sobieskiego. Prace w Radzyniu, prowadzone
pod kierunkiem królewskiego architekta Augusta Locciego rozpoczęły się już w 1685 roku. Do roku 1709 wzniesiona została barokowa rezydencja typu reprezentacyjno-obronnego.
Następna wielka przebudowa, która
ostatecznie zadecydowała o obecnym wyglądzie pałacu, została dokonana w
czasie, gdy właścicielami Radzynia byli: wnuczka Stanisława Antoniego
Szczuki Marianna z Kątskich i jej małżonek Eustachy Potocki
- generał artylerii litewskiej, sędzia Trybunału Koronnego. Małżonkowie
Potoccy w Radzyniu postanowili stworzyć gniazdo rodowe, więc pałacowi
pragnęli nadać odpowiednią rangę.
W efekcie powstała budowla, uznawana za jedną z najpiękniejszych rokokowych rezydencji nie tylko w Polsce, ale i Europie.
Na głównego architekta pałacu i kierownika robót wybrany został Jakub Fontana
– wybitny architekt włoskiego pochodzenia, realizator wielu budowli
sakralnych oraz świeckich,
architekt króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Prace
związane z przebudową pałacu Potockich rozpoczęto na przełomie 1749 i
1750 roku, trwały do 1759 roku. Od 1755 roku urządzano ogród według
planów Fontany, które realizował ogrodnik Knackfus. Fontana
zaprojektował również pałacową dekorację rzeźbiarską pałacu, którą
wykonał Jan Chryzostom Redler .

Pałac Potockich w Radzyniu był wielokrotnie głównym bohaterem moich blogowych wpisów, a dzisiaj doczekał się wzmianki o swojej bogatej historii.
Kategoria Ciekawa Lubelszczyzna, Wycieczki
Może maraton, a może wycieczka
-
DST
346.55km
-
Czas
13:23
-
VAVG
25.89km/h
-
VMAX
40.35km/h
-
Temperatura
22.0°C
-
Sprzęt Specialized
-
Aktywność Jazda na rowerze
W ubiegłym roku w terminie Maratonu Północ Południe, Parczewska Grupa Rowerowa zamierzała zorganizować ultramaraton Kościuszko, którego trasa miała prowadzić od Parczewa po Dęblin i Stoczek Łukowski z dystansem niewiele ponad 300 km. Wprawdzie nie zapisałam się na listę startową, ale wraz z Robertem - kolegą z kirgiskiej ekipy planowaliśmy w tej samej dacie pokonać trasę maratonu. Maraton nie odbył się z powodu braku chętnych, kolega odwołał wizytę, a ja solo nie pojechałam... W ten sposób, od ubiegłego roku w moim Garminie czekała na odpowiedni czas trasa ultramaratonu Kościuszko.
Kończący się tydzień był bardzo pracowity, tylko praca i zero roweru, aż do dziś. W czwartkowy wieczór odżył "kościuszkowski" pomysł. Jadę, teraz, albo nigdy, choć, czy ja na pewno chcę pokonać nudną trasę maratonu, a może zrezygnować i wybrać się na wycieczkę po okolicy ze zwiedzaniem pałaców. Przeżywam dylemat wyboru - może maraton, a może wycieczka.
Wygrał pomysł przejazdu trasą maratonu. Wyjeżdżam z domu z niewielkim opóźnieniem, o godz. 5.10, a nie jak zamierzałam o godz. 5.00. Uruchamiam Garmina. Trasa prowadzi przez Sosnowicę, Orzechów Stary i Nowy do Ostrowa Lubelskiego. Jadę na pamięć i nie zauważam, że za Orzechowem Starym gubię ślad. Zamiast odbić w kierunku Uścimowa, pojechałam dalej do skrzyżowania w drogą prowadzącą wzdłuż jezior Łukcze i Krasne.
Zapowiada się pogodny dzień. Ostrów Lubelski wita mnie porannym słońcem.
Od Ostrowa Lubelskiego trzymam się trasy maratonu. Nie ścigam się sama ze sobą. Jadę w trybie oszczędnym, jakbym miała jutro pokonać taki sam dystans. To taka swoista jazda testowa.
Z Ostrowa Lubelskiego pedałuję w kierunku Lubartowa. Na rogatkach miasta wjeżdżam na drogę K-19. I się zaczyna - auto za autem. Dobrze, że na trasie do Kocka jest utwardzone pobocze. Jadąc rozmyślam, czy ja na pewno chcę spędzić dzień w towarzystwie rozpędzonych tirów. Trasa prowadzi do Dęblina, Stoczka Łukowskiego, Łukowa. Pokonywałam te drogi wielokrotnie autem i wiem, że ruch na nich jest duży, praktycznie zawsze, bez względu na dzień tygodnia. Daję sobie czas do Kocka, a potem zdecyduję, co dalej.
Przed Kockiem urzeka mnie widok rzeki Wieprz. Odnoszę wrażenie, że po ostatnich opadach podniósł się znacznie poziom wody. Wieprz wygląda prawie, jak Bug. 
Dojeżdżając do Kocka z daleka dostrzegam pałac. Dotychczas przejeżdżając przez Kock nie zatrzymywałam się na zwiedzanie.
W Kocku znajduje się pałac Anny Jabłonowskiej. Wzniesiono go w 1780 r. i
przebudowano w 1840 r. Zespół pałacowy składa się z budynku głównego i
dwóch jednakowych oficyn, które ćwierćkolistymi łukami parterowych krużganków
łączą się z pałacem. Za pałacem teren opada tarasami ku szerokiej
dolinie Wieprza. Obecnie pałac jest siedzibą Domu Pomocy Społecznej.
Za pałacem znajdował się ogród. Powstał on na zlecenie Jabłonowskiej. Był to ogród
botaniczny na europejskim poziomie. Park urządzono w okresie przebudowy
pałacu w stylu wczesnego parku angielskiego.W parku –
ogrodzie kockim rosło 590 gatunków krzewów i drzew, w tym rośliny
północnoamerykańskie z Florydy, Karoliny i Kanady. W ogrodzie istniała
też pomarańczarnia i szklarnie z kwiatami. 


Zatrzymuję się jeszcze na chwilę w centrum Kocka. Punktem centralnym jest kościół pw. Wniebowzięcia N.M. Został on zbudowany w latach 1779-1780 według
projektu Szymona Bogumiła Zuga. Kościół był dwukrotnie przebudowywany. 
Tu fotka, tam fotka i sama nie wiem kiedy włączył mi się tryb wycieczkowy. Czy ja chcę jechać dalej trasą maratonu w parze z rozpędzonymi autami? Nie, zdecydowanie - nie. Kieruję się w stronę domu, a po drodze pomyślę co dalej.
Wystarczył dystans około 15 km do Radzynia Podlaskiego i miałam w głowie projekt zmodyfikowanej trasy. Jadę do Wisznic, stąd przez Sławatycze do Włodawy i dalej przez Sobiborski Park Krajobrazowy do Woli Uhruskiej, a stąd do domu dobrze znaną trasą przez Poleski Obszar Chronionego Krajobrazu.
Przejeżdżając przez Sławatycze zauważyłam otwarte drzwi do cerki. 
Lubie oglądać wnętrza prawosławnych świątyń. Wyglądają bajkowo. 


Na skwerku w centrum Sławatycz dumnie stoją rzeźby Brodaczy. Sławatycze słyną z pożegnania roku przez Brodaczy - przebierańców, którzy w ostatnich trzech dniach
grudnia nakładają specjalne stroje, tj. baranie kożuchy, kapelusze
ozdobione bibułkowymi kwiatami i maski z długimi brodami. Długie brody
wykonane z lnianego włókna symbolizują długie życie, duże doświadczenie i
bogactwo przeżyć. 31 grudnia brodacze rozpoczynają kolędowanie
połączone ze składaniem życzeń.
Ze Sławatycz do Włodawy jadę ścieżką rowerową trasą Green Velo. Mijam grupy sakwiarzy. Trasa Green Velo cieszy się coraz większą popularnością wśród rowerzystów.
We Włodawie odbijam z głównej drogi. Jadę po fotkę na ul. Klasztorną. Byłam tu wiosną. Włodawa jest bardzo malowniczym miasteczkiem. Moim zdaniem jest to nieoszlifowany brylancik nasze "Wschodniej Ściany".
Następnym razem przyjadę do Włodawy na dłużej, tym bardziej, że jadąc główna drogą dostrzegłam Kawiarnię Centrum i jestem bardzo ciekawa, jak tam smakuje kawa. Kawiarnia z daleka sprawiała wrażenie bardzo klimatycznego miejsca, posiadającego duszę. 
W Woli Uhruskiej żegnam się ze ścieżką Green Velo. Zatrzymuję się w miejscu dla rowerzystów nieopodal starorzecza Bugu.
A potem była jazda bez przestanków i fotek, aby do domu wrócić o cywilizowanej godzinie.
Finał, jak na załączonych fotografiach :)

Kategoria Ciekawa Lubelszczyzna, Wycieczki
Ciekawe miejsca na mapie Lubelszczyzny
-
DST
182.53km
-
Czas
07:30
-
VAVG
24.34km/h
-
VMAX
37.41km/h
-
Temperatura
6.0°C
-
Sprzęt Specialized
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzisiaj także pojechałam odkrywać ciekawe miejsca na mapie Lubelszczyzny.
Wielokrotnie na trasie moich kółeczek/wycieczek mijałam Włodawę, ale dopiero dzisiaj zatrzymałam się tu na dłuższą chwilę.
Włodawa jest położona w
środkowo-wschodniej części Polski, z
Białorusinami za przysłowiową miedzą i zarazem niedaleko granicy
polsko-ukraińskiej. Naturalną linią graniczną jest rzeka Bug, oddzielająca Polskę od Białorusi.
Korzenie Włodawy sięgają XIII wieku,
kiedy to miasteczko stanowiło jeden z grodów Księstwa
halicko-wołyńskiego i już wtedy jej ludność nie była jednolita
etnicznie. Do II wojny światowej Włodawa była miastem
Polaków, Żydów, Białorusinów i Ukraińców.Ta druga
nacja stanowiła aż 60% populacji we Włodawie.
W 1943 r. zniknęli z ulic
miasta Żydzi, wymordowani przez Niemców w pobliskim Sobiborze. Po wojnie
wysiedlono stąd Białorusinów i Ukraińców.
Wielokulturowość miasta oraz liczne zabytki sakralne sprawiają, że
Włodawa stanowi ważny punkt na mapie atrakcji turystycznych wschodniej
Polski. Włodawa nazywana jest dzisiaj miastem trzech kultur.
Na małej przestrzeni starej części miasta trzech
kultur stoją do dziś: klasztor Ojców Paulinów, kościół pw. św. Ludwika, dawny zespół synagogalny i
cerkiew prawosławna Narodzenia Narodzenia Najświętszej Maryi Panny.
Pierwsze kroki kieruję na dziedziniec klasztoru Ojców Paulinów. Na zespół zabudowań sakralnych przy ul. Klasztornej 7 składają się kościół pw. św. Ludwika i budynek klasztoru Ojców Paulinów. Kościół św. Ludwika i klasztor Paulinów
zbudowano w XVIII w. 

Kościół parafialny pw. św. Ludwika został wybudowany w stylu barokowym przez znanego
włoskiego architekta Paola Antonia Fontanę.
Imponująco prezentują się wieże zwieńczone niespotykanymi,
spiętrzonymi hełmami o grzebieniastej linii profilu. 



Jadę ulicą Klasztorną, mijamy skrzyżowanie z ul. Mostową i jestem na ulicy
Kościelnej. Przy ul. Kościelnej 11 mieści się Cerkiew Narodzenia Najświętszej Maryi Panny ufundowana przez Augusta Zamoyskiego w I połowie XIX w.
Cerkiew prawosławna Narodzenia NMP stoi na miejscu
wcześniejszej cerkwi unickiej pod tym samym wezwaniem. Obecną świątynię
zbudowano w końcu XIX w. W jej wnętrzu można podziwiać zabytkowy ikonostas. W bizantyjsko-klasycystycznym wnętrzu świątyni
odbywają się festiwalowe koncerty muzyki kameralnej i występy chórów.
Wchodzę do przedsionka świątyni. Przez przeszklone drzwi zaglądam do środka. Odprawiane jest nabożeństwo, w którym uczestniczy garstka wiernych. Podziwiam malowidła, ale ze względu na zakaz fotografowania nie robię fotek. 



Jadę dalej. Nieopodal cerkwi na ul. Czerwonego Krzyża 7 znajduje się zabytkowy zespół synagogalny
składający się Wielkiej i Małej Synagogi - obie XVIII-wieczne. Synagoga we Włodawie została ufundowana w 1764 r. przez Czartoryskich.
Jest jedną z nielicznych w Polsce bożnic pochodzących z tego okresu.
Budynki są obecnie siedzibą Muzeum Pojezierza Łęczyńsko- Włodawskiego poświęconego kulturze i historii
włodawskich Żydów.
Być może przyjechałam za wcześnie, na bramie wejściowej zawieszona jest olbrzymia kłódka. Z pewnością wrócę tu latem.


We Włodawie co roku odbywa się Festiwal Trzech Kultur.
Pierwszego dnia program jest poświęcony kulturze żydowskiej, drugiego –
prawosławnej, trzeciego – katolickiej. W ramach festiwalu organizowane
są koncerty, wystawy, konferencje, warsztaty. Każdego roku festiwal
wykorzystuje inny motyw.
Wyjeżdżam z Włodawy. Jadę w kierunku Dorohuska.
Mijam Orchówek – niegdyś
miasto, obecnie wieś położona niedaleko Włodawy, przy trój styku granic
Polski, Białorusi i Ukrainy. Zatrzymuję się przed barokowym kościołem św. Jana Jałmużnika. 

Pozostało już tylko zatoczyć kółeczko i wrócić do domu. Droga jest urokliwa. Prowadzi przez Sobiborski Park Krajobrazowy trasą Green Velo.
Mijam Rezerwat Przyrody Magazyn.
W Woli Uhruskiej odbijam z trasy Green Velo.
Jadę dobrze znanymi terenami przez Poleski Obszar Chronionego krajobrazu.
Wracam do domu z postanowieniem, że następnym razem zatrzymam się we Włodawie na dłużej.
Koniec :)
Kategoria Wycieczki, Ciekawa Lubelszczyzna







