A może, by tak...
-
DST
71.34km
-
Czas
03:05
-
VAVG
23.14km/h
-
VMAX
41.60km/h
-
Temperatura
7.0°C
-
Sprzęt Scott
-
Aktywność Jazda na rowerze
W nocy wiało, rano wiało, w południe wiało, po południu... A ja pognałam na rower. Gdzie? Oczywiście na wojewódzką, to najsuchszy wariant. Jest jeszcze jeden plus takiego wojewódzkiego pomykania - wieje zachodni wiatr i jadąc wojewódzką dmucha w bok z przewagą w twarz/w plecy. Pierwszą połowę dystansu jadę pod wiatr. Spoglądam na licznik - średnia prędkość 20,58 km/h, max prędkość 32,2 km/h. Czyżby wiatr mnie sponiewierał? A może by tak w szybszym tempie wrócić do domu? Ustawiam licznik na wskazania średniej. Nie czuję wiatru. Pomykam. Jest... fajnie. Na płaskim prostym odcinku wykręcam 41,6 km/h - wieje?, czy to ja jestem taka mocna? Pozostało ostatnie 1,5 km. Na liczniku pojawia się średnia prędkość 23 km/h. Jest ok :)
Kategoria Po pracy
Ganiany
-
DST
73.83km
-
Czas
03:01
-
VAVG
24.47km/h
-
VMAX
34.70km/h
-
Temperatura
5.0°C
-
Sprzęt Scott
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzisiaj było chłodniej, ale dzień był pogodny, nawet ze słońcem w tle i może wiatr odrobinę złagodniał.
Po pracy pognałam na rower. Coś mi się wydaje, że ja gonię cyferkę na moim liczniku, a mnie goni wirus grypy. Ciekawe kto kogo pierwszy dopadnie :)
Kategoria Po pracy
Po pracy...
-
DST
54.17km
-
Czas
02:22
-
VAVG
22.89km/h
-
VMAX
33.60km/h
-
Temperatura
8.0°C
-
Sprzęt Scott
-
Aktywność Jazda na rowerze
...pognałam na wojewódzką, aby chwilę popedałować, pooddychać pełną piersią i zresetować myśli.
Popedałowałam, pooddychałam pełną piersią przy porywistym bocznym wietrze i zresetowałam myśli :)
Kategoria Po pracy
W pierwszą wolną chwilę...
-
DST
111.26km
-
Czas
04:32
-
VAVG
24.54km/h
-
VMAX
37.00km/h
-
Temperatura
7.0°C
-
Sprzęt Scott
-
Aktywność Jazda na rowerze
... pognałam na rower. Trasa - standardowa - po wojewódzkiej, ale też fajnie :)
Przyszła do nas odwilż. Było pochmurno i mżyło.
Kategoria Po pracy
Niedzielnie...
-
DST
60.06km
-
Czas
02:55
-
VAVG
20.59km/h
-
VMAX
31.60km/h
-
Temperatura
-5.0°C
-
Sprzęt Scott
-
Aktywność Jazda na rowerze
... po wojewódzkiej, tak aby choć trochę popedałować.
Kategoria Po pracy
Drobiażdżek...
-
DST
40.15km
-
Czas
02:01
-
VAVG
19.91km/h
-
VMAX
31.10km/h
-
Temperatura
-4.0°C
-
Sprzęt Scott
-
Aktywność Jazda na rowerze
...a tak bardzo cieszy.
W końcu udało mi się wygospodarować chwilę na rower. Pognałam na wojewódzką. Czy "pognałam" to adekwatne słowo do stanu mojej dojazdowej drożyny +- 4 km do wojewódzkiej? Ta droga pod rowerowe opony jest po prostu... niesamowita - lodowisko + na dwóch zakrętach lodowisko pokryte rozjeżdżoną śniegową breją. Jedzie się rewelacyjne, choć w posuwistym tempie. Prawdziwy trening sprawnościowy. Żałuję, że miałam niewiele czasu na rower, bo pognałabym do wojewódzkiej hardkorowym odcinkiem +-7 km lodowiska.
A wojewódzka - czarna, posypana solą i wilgotna. Ćwiczyłam kadencję - na leciutkich przełożeniach pedałowałam tak szybko, jak pozwalały na to zimowe spodnie i kalesony pod nimi. Prawdziwy trening termiczny, choć miał być kadencyjny. Może następnym razem zapomnę założyć kalesony :)
Kategoria Po pracy
Zimowa wycieczka
-
DST
60.58km
-
Czas
03:40
-
VAVG
16.52km/h
-
VMAX
30.60km/h
-
Temperatura
-5.0°C
-
Sprzęt Scott
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przyszła zima! Nareszcie jest biało! Zwykła przejażdżka doskonale znaną trasą zamieniła się w urokliwą zimową wycieczkę.
Jakże inaczej wyglądał dzisiaj mój hardkorowy odcinek.


Dalsza trasa...
mgła...
pogodnie...
A to już leśna ścieżka,
Scott brodzący w śniegu...
i zimowe piękności - niby zwyczajne trawy, a jakże niezwyczajne w tej zimowej scenerii...

Kategoria Wycieczki
Niedzielny spacer...
-
DST
55.08km
-
Czas
02:45
-
VAVG
20.03km/h
-
VMAX
30.00km/h
-
Temperatura
-4.0°C
-
Sprzęt Scott
-
Aktywność Jazda na rowerze
... po wojewódzkiej. To była najbezpieczniejsza opcja. Po wczorajszej odwilży boczne drogi przypominały dzisiaj czarne lodowiska. Moja drożyna do wojewódzkiej +-4 km pokryta była cienką warstwą lodu. Nie szarżowałam, tym bardziej, że porywiście wiało.
A tak wyglądała dzisiaj rzeka Wieprz.
Kategoria Po pracy
Nie samym rowerem...
-
DST
103.71km
-
Teren
3.00km
-
Czas
05:06
-
VAVG
20.34km/h
-
VMAX
28.40km/h
-
Temperatura
-5.0°C
-
Sprzęt Scott
-
Aktywność Jazda na rowerze
Od dwóch dni nie byłam na rowerze. Dziwne. Mam urlop i siedzę w domu. A jednak. Nie samym rowerem żyje rowerzystka. Jak to możliwe? Po prostu - w czasie, który mogłam poświęcić na rower zajęłam się zaległymi wpisami wyprawowymi na blogu i... trochę się zaczytałam.
W jednym z październikowych numerów Newsweeka przeczytałam wywiad z młodym krakowskim pisarzem Witem Szostakiem (pseudonim). Rozmowa dotyczyła miedzy innymi jego najnowszej książki "Wróżenie z wnętrzności". Zainteresowała mnie. A jakiś czas temu w dodatku Wyborczej "Wysokie obcasy" zaintrygował mnie fragment biografii Zofii Stryjeńskiej pióra Angeliki Kuźniak. Wczoraj przyszła paczka z książkami (kupiłam również powieść Wita Szostaka "100 dni bez słońca") i od razu zabrałam się do czytania... Polecam internetową krakowską księgarnię bonito.pl
Dzisiaj ostatniego dnia urlopu pognałam na rower. Było wprawdzie pochmurno, ale wiało delikatnie, a temperatura - prawie wiosenna.
Dokąd jechać? Może szlakiem jezior? Tak, to dobry pomysł! Jadę nad Jezioro Czarne!
W linii prostej to tylko około 28-29 km, ale od czego są skróty.
Odkurzyłam Scotta. Czekał nas dzisiaj odcinek polny, niewielki, to niewielki, ale zawsze coś. Taki mini trening przed wiosennym Harpaganem, jak znalazł, od czegoś trzeba zacząć :)
Wyruszyliśmy standardowo trasą średniego kółeczka zaliczając hardkorowy odcinek dziurawego asfaltu.
Przed Sosnowicą droga idealna pod opony Speca,
a przed jeziorem droga idealna pod opony Scotta.
Scottem nie jeździłam od października i dzisiaj nie byłam w stanie kręcić w tempie innym niż terenowo-pancerne. Ale, czy to ma jakieś znaczenie? I tak jest pięknie!
Nad jeziorem byłam sama, ani żywej duszy.
Na drodze do Libiszowa również ani żywej duszy...
W Libiszowie - osadzie zapomnianej przez Boga i Ludzi powitało mnie szczekanie psów i ani żywej duszy...
Dojechałam polną drogą miedzy stawami nad Jezioro Białe w Białce. Gdy jechałam przez wieś zaczął prószyć śnieg.
Skręciłam w swoją ulubioną leśną ścieżkę. Była biała.
Wojewódzka też była biała. Sypało coraz bardziej...
Nie szarżowałam. Gdzieś z tyłu głowy mam w pamięci ubiegłoroczną wywrotkę na oblodzonym asfalcie. Dzisiaj na wojewódzkiej odjechało mi przednie koło w koleinie, ale się udało - do wywrotki nie doszło :)
Kategoria Po pracy
Zodiakalne Bliźnieta, czy zodiakalny Strzelec?
-
DST
100.42km
-
Czas
04:17
-
VAVG
23.44km/h
-
VMAX
33.35km/h
-
Temperatura
-8.0°C
-
Sprzęt Specialized
-
Aktywność Jazda na rowerze
Mróz zelżał (rano jedynie -13 stopni), wiatr złagodniał, a ja jestem na urlopie, więc... :) Po południu pognałam na rower.
Rozochociły mnie sympatyczne komentarze przeuroczych Komentatorów pod styczniowymi wpisami. Jaka ze mnie twardzielka odporna na odmrożenia :) Urosłam :) Prawda jest niestety inna. To prawda dla mnie bolesna :( ale prawda choćby najbardziej bolesna jest zawsze najlepsza. Prawda i tylko prawda, więc... Nie jestem twardzielką... Jestem totalnym mega zmarźluchem, który by wyściubić nosa z domu w mroźny dzień zakłada grubą czapkę aż na oczy, kozaki z wełnianą wkładką na nogi i opatula się wielgachnym szalikiem, ale... :) No właśnie - u mnie zawsze jest jakieś "ALE". Jestem ja, jako "JA" i jest Basik jako "BASIK". Basikowi nie straszny mróz, wiatr, deszcz, ba - nawet skwar ;) Goni na rowerze. Jak to wytłumaczyć?! Nie wiem! Przecież jestem zodiakalnym Strzelcem, a nie zodiakalnymi Bliźniętami o dwóch naturach ukrytych pod jedną twarzą!!! Czuję się bezradna... Bez wnikliwej filozoficznej "egzegezy" nie jestem w stanie zgłębić i wyjaśnić tej tajemnicy ;)))
A tak trochę bardziej serio :) Dzisiaj chciałam jedynie rozprostować nogi, tak tylko nacieszyć się pedałowaniem przed prognozowanymi opadami deszczu ze śniegiem.
Ja, jako "JA" jestem zmarźluchem, a Basik jako "BASIK" jest monotematyczniakiem :) Basik standardowo pognał na leśną ścieżkę, mimo, że ja miałam w głowie ambitniejszą trasę. Cóż, to się nazywa demokracja - Basik przegłosował mnie większością 1:1. I ten Basik zmarzł tylko trochę, mimo, że ja zmarzłam trochę bardziej i trochę wcześniej, i ten Basik wpadł na setkowy, choć mało ambitny oraz mało finezyjny pomysł aby jechać 50 km w jedną stronę, po czym wrócić tą samą trasą, choć ja miałam inny pomysł... :)
Jedyny plus dla mnie z Basikowego mało ambitnego i mało finezyjnego pomysłu, oprócz radości z samego pedałowania, to dwukrotny przejazd leśną ścieżką + wiatr w plecy w drodze do domu.
Czy już pisałam, że czuję się bezradna... Bez wnikliwej filozoficznej "egzegezy" nie jestem w stanie zgłębić i wyjaśnić tajemnicy "Zodiakalne Bliźnięta, czy zodiakalny Strzelec" ;)))
P.s.
Tak coś mnie dzisiaj naszło na bajdurzenie :)
Kategoria Po pracy






