Wycieczki
| Dystans całkowity: | 13043.87 km (w terenie 591.00 km; 4.53%) |
| Czas w ruchu: | 517:43 |
| Średnia prędkość: | 22.42 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 58.18 km/h |
| Liczba aktywności: | 99 |
| Średnio na aktywność: | 131.76 km i 6h 38m |
| Więcej statystyk | |
Ach, wiosna, czy to już Ty :)
-
DST
110.41km
-
Czas
04:30
-
VAVG
24.54km/h
-
VMAX
36.60km/h
-
Temperatura
14.0°C
-
Sprzęt Scott
-
Aktywność Jazda na rowerze
Niemożliwe bywa jednak możliwe. Wróciłam z pracy przed południem. W domu miałam do zrobienia to, to i to, ale cykloza wzięła górę. Zresztą, czy można się temu dziwić? Wiosna! Pognałam na rower testując nową trasę. To taki mały rekonesans niewielkiego odcinka trasy majowego ultramaratonu, w którym zamierzam wystartować. Popedałowałam do Międzyrzeca Podlaskiego - małego miasteczka w powiecie bielskim.
Dzień był pogodny i słoneczny - idealny na rowerową wycieczkę. Ach, wiosna, czy to już Ty :)
Trasa do Międzyrzeca była bardzo urozmaicona - lasy, pola, urokliwe wioski i miasteczka....
Pierwszy etap przebiegał przez Czarny Las.
Pierwsza większa wieś - Rudno
A tak wyglądała dalsza trasa...
Nawierzchnia taka sobie, ale jakie widoki! Pola, lasy.... piękności! A jakie ptasie śpiewy!
To już Komarówka Podlaska - nie wiem, czy posiada prawa miejskie...
Dalej pomykam...
i dalej....
Mijam Kanał Wieprz - Krzna....
Tak wygląda z bliska :)
Dojechałam :)

A to taka mała ciekawostka - stok narciarski :)
Pamiątkowa fotka w centrum. Basik i Scott tu byli :)

I pozostało już tylko wrócić do domu...
Po drodze w miejscowości Ostrówki odkrywam urokliwy drewniany kościółek.
To był piękny dzień....
DST: 110,41 km
Czas: 04:30
V AVG: 24,54 km/h
V MAX: 35,60 km/h
Kategoria Wycieczki
Powiało przeszłością
-
DST
100.87km
-
Czas
04:29
-
VAVG
22.50km/h
-
VMAX
36.20km/h
-
Temperatura
3.0°C
-
Sprzęt Scott
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zazwyczaj ciągnie mnie nad jeziora, a dzisiaj postanowiłam pojechać w przeciwnym kierunku. 
Wymyśliłam sobie, że zrobię kółeczko przez Czemierniki, Kock i Radzyń Podlaski. Jeździłam przez te miejscowości robiąc inne kółeczka, ale nie wykręciłam dotychczas pętelki, która by je połączyła. Rzuciłam okiem na mapę i pognałam. Miałam jechać nieznanymi mi drogami.
Pierwszy przystanek w Czemiernikach. Uwagę przyciąga Kościół p.w. Stanisława Biskupa i Męczennika. 

Zaczęło mżyć. Minęłam Kock nie zatrzymując się w miasteczku.

Kolejny przystanek w Radzyniu Podlaskim. Wizytówką tego miasta jest Pałac Potockich.


Znajdująca się przy kościele drewniana dzwonnica pochodzi z II połowy XIX w.


Powiało przeszłością....
A teraźniejszość? Przed domem miałam na liczniku 98,5 km, więc dokręciłam do pełnej cyferki.
DST: 100,87 km
Czas: 04:29
V AVG: 22,50 km/h
V MAX: 36,20 km/h
Temperatura: 3,0 C
Sprzęt: Scott
Kategoria Wycieczki
Bardziej cykloza :)
-
DST
105.08km
-
Czas
05:03
-
VAVG
20.81km/h
-
Sprzęt Scott
-
Aktywność Jazda na rowerze
Jutro wracam do pracy po urlopie, kurtka i reszta tekstylnego ekwipunku rowerowego wyschła po wczorajszym praniu, Mama zajęła się obiadem, więc... pognałam na rower :) I to z samego rana, zaraz po kościele :) Kilka minut po godz. 10.00 byłam na rowerze! Wiało, ale nie padało i nieśmiało przebijało się słońce zza chmur. Pomyślałam, że pojadę do Ostrowa Lubelskiego. Popędzę tam za dnia - będzie to coś nowego, gdyż ostatnimi czasy przejeżdżam przez Ostrów na ciemniaka. Ponadto uzmysłowiłam sobie, że w ubiegłym roku zamieściłam tylko dwie fotki z Ostrowa - znak z kierunkiem na Węgry i tablicę z nazwą miasta. Powinnam nadrobić zaległości :)
Gnaliśmy ze Scottem jak zwykle kółeczkowo. Zatrzymaliśmy się nad rzeką na fotkę. 
A to może jeszcze mój Scott na moście :)
Wiatr przeganiał chmury do 29 km, po czym posypało białą kaszą. Ja pędzę i nie pada?! Nie tak być nie może. Kolejna kasza na 38 km, 51 km oraz od 54 do 56 km :) To tylko kasza. Po wczorajszych prysznicach spod kół tirów, taka przelotna kaszka to drobiażdżek :)
Sorki, ale teraz odrobiną poświntuszę.... To moja naturalna toaleta na trasie setkowego kółeczka ;) Nie mogłam się powstrzymać, aby jej nie uwiecznić :)
Tak wygląda od zaplecza - czytaj drogi głównej ;)
A tak od frontu.... ;)
Dzisiaj nie korzystałam ;)
W Białce zatrzymałam się na Tymbarka jabłko - mięta. Zakąsiłam go bananem zabranym z domu. Następnym razem zaopatrzę się także w bułkę i będzie małyszowa dieta :)
Wiało w twarz. A już myślałam, że wiatr zmieni kierunek, a tu nic. Trudno. Jadę dalej. Jeszcze 13 km i jestem w Ostrowie Lubelskim. I się zaczęło. Fotki, fotki, fotki, czyli sesja zdjęciowa :)
Pierwsza fotka przed miejscowym gimnazjum :)
Ulica, którą zazwyczaj pomykam :)
I jak dla mnie najładniejszy budynek w miasteczku :) 
A tą ulicą jechałam od koscioła zwiewając przed ciemnymi chmurami :)
Ciąg dalszy ucieczki krętą drogą przez las :)
Jednak dopadły mnie chmury, z których ponownie sypnęło białą kaszą....
Przecież prognozy ostrzegały przed opadami śniegu.... a ja znowu pognałam na rower. To raczej nie miłość, bardziej cykloza :))
DST: 105,08 km
Czas: 05:03
V AVG: 20,81
V MAX: 36,9 km/h
Temperatura: 3,0 C
Sprzęt: Scott
Kategoria Wycieczki
Śnieg, las, jezioro i Scott
-
DST
87.59km
-
Czas
04:00
-
VAVG
21.90km/h
-
VMAX
35.90km/h
-
Temperatura
-7.0°C
-
Sprzęt Scott
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzisiaj mieliśmy w planach szlifowanie podłóg w galeriach handlowych. Podobno sezon wyprzedaży w pełni :( Na szczęście życie zweryfikowało nasze plany i zamiast do galerii pognałam na moją ulubioną ścieżkę i Jezioro Obradowskie:) Byłam ciekawa jak wygląda ścieżka w zimowej odsłonie.
Padał śnieg. Droga do leśnej ścieżki zdawała się nie mieć końca ;)
Z każdym kilometrem było trudniej - coraz więcej śniegu zalegało na drogach ;)
Scott dzielnie przebijał się przez zasypane śniegiem drogi ;)
Po pokonaniu niezliczonej ilości kilometrów dotarliśmy do celu ;) Moim oczom i lampeczkom Scotta ukazała się ścieżka w zimowej odsłonie :)
Pięknie....
Zajrzeliśmy nad Jezioro Obradowskie. Kładka prowadząc do jeziora urzekała bielą, a odgłosy jakie wydawały zmarznięte stopnie kładki pod naszym ciężarem budziły grozę ;)
Bez uszczerbku w stopniach kładki i szprychach Scotta dojechaliśmy do jeziora. Jakże tu było cicho i spokojnie :) Tylko śnieg, las, jezioro i Scott :)
Jeszcze chwilę posiedzieliśmy w altanie....
.... pogapiliśmy się na las....
.... i wróciliśmy uszczęśliwieni do domu :)
Na ścieżce nie byłam miesiąc lub dłużej. Lubię to miejsce i z przyjemnością tu wracam :)
To była bardzo fajna wycieczka. Cieszę się każdą chwilą, lubię żartować i mam nadzieję, że zaglądający na mój blog nie maja mi za złe wpisów z przymrużeniem oka i czytając je bawią się równie dobrze, jak ja pisząc :)
Kategoria Wycieczki
Zdążyć przed śniegiem :)
-
DST
108.46km
-
Czas
05:14
-
VAVG
20.72km/h
-
VMAX
36.40km/h
-
Temperatura
-6.0°C
-
Sprzęt Scott
-
Aktywność Jazda na rowerze
Ostatnio Ktoś zauważył, że u mnie cykloza jest zaawansowana. Przyznaję, tak, to prawda :( Jestem nieuleczalnie chora na rower :)))
Meteorolodzy zapowiadali na dzisiaj opady śniegu, ale po wczorajszym spacerku wiedziałam, że żadne prognozy nie są w stanie zatrzymać mnie w domu. Wybrałam się na wycieczkę nad jezioro :)
Pognałam do Białki. Tylko cóż to byłaby za wycieczka, gdybym nie wybrała najdłuższej z możliwych tras prowadzących nad jezioro :)
Zaczęłam tradycyjnie trasą treningowego kółeczka. Obejrzałam, przy świetle dziennym pierwsze siedem kilometrów - mój przydomowy hardcorowy odcinek :) Lód - fajny, ale nawierzchnia fatalna - coraz więcej dziur w asfalcie. Nocą droga wydaje się mniej dziurawa :)
Dalej dziur było mniej, ale jak już były to bardzo głębokie. Wczoraj nieopatrznie w taką jedną wjechałam :( Po dzisiejszym rekonesansie wiem gdzie i czego mogę się spodziewać. Jednak dobrze jest raz na jakiś czas pojeździć za dnia :)
Wiatrzysko było nieznośne. Tak kręcił i zawiewał, że miałam wyrażenie, iż bez względu na kierunek jazdy wieje cały czas w twarz. Może chciał mnie zniechęcić do jazdy? Biedaczek, czyżby mnie jeszcze nie poznał?! :)
Kilkanaście kilometrów przed Białką zaczął padać śnieg. Przez krótką chwilę było pięknie biało. 
Mój Scott w zimowej scenerii wyglądał.... co najmniej urokliwie :)
A potem była Białka i Jezioro Białe. Ja, Scott i gdzieś w oddali pani spacerująca z psem.
Z Białki pojechałam do Ostrowa Lubelskiego, a stąd do domu. To była bardzo przyjemna wycieczka :)
Aby opis w pełni oddawał atmosferę dzisiejszej wycieczki napiszę jeszcze, że wpis mógłby równie dobrze nosić tytuł "Pieski dzień". Jeśli dotychczas nie wyczerpałam rocznego limitu ucieczek przed czworonogami, to dzisiaj nadrobiłam to z nawiązką. Na trasie wręcz watahy psów - małych i dużych. W każdej mijanej miejscowości od jednego do kilku miłośników rowerzystów. A w Białce - beztroska pani z psiną po prostu porażała. Duży pies, bez kagańca, o smyczy nie wspomnę, bo przecież musi się wybiegać i podobno nie agresywny.... Dobrze, że skończyło się tylko na znakach po zębach na rękawie kurtki, a nie na moim ręku.
Rower, wiatr, śnieg i czworonożni miłośnicy rowerzystów..... Było interesująco i ekscytująco :)
Kategoria Wycieczki
Jedenastka z przodu :))))
-
DST
170.08km
-
Czas
07:26
-
VAVG
22.88km/h
-
VMAX
32.80km/h
-
Temperatura
7.0°C
-
Sprzęt Scott
-
Aktywność Jazda na rowerze
Sama nie wiem, jak to się stało. Dziś pojawiła się nowa cyferka z przodu mego licznika! A że zbiegło się to z moim małym świętem, świętowałam na rowerze. Zrobiłam sobie wycieczkę do Okuninki nad Jezioro Białe. 
Prawie najkrótszą trasą pognałam w kierunku Włodawy. Znak ostrzegał mnie przed śniegiem :) Tylko gdzie ten ŚNIEG!!! Temperatura i klimaty na trasie wiosenne.
Znalazłam zagłębie jemioły. Widać, że święta tuż. Miałam ochotę zatrzymać się pod jemiołą, a może ktoś fajny przejeżdżałby na rowerze i również by się zatrzymał ;)))
Rowerzysty ani na lekarstwo. Cóż było robić. Pognałam dalej.....
A może powinnam zadzwonić..... ;)))
Byłoby to zbyt ryzykowne. W pobliżu znajdował się malowniczy drewniany kościółek. .... :) Jak nic zaciągnąłby mnie przed ołtarz, a wtedy klops! :)))
Tylko czy taki rowerowy kamikadze miałby szanse u fajnego rowerzysty....
Choć poprawiłam fryzurę w urokliwym salonie :)
A jemioła kusiła... :)
W takim radosnym nastroju pomykałam dalej. A do Włodawy coraz bliżej....
Nareszcie jest! Włodawa! 
Jeszcze chwila i byłam w Okunince.
Nad Jeziorem Białym pustki..... coś dla mnie :)


Zaintrygowała mnie reklama na ścianie pewnego hoteliku.... Jak nic przyjadę tu w sezonie. Ten prysznic.... :)))
Okuninka przypominała wymarłe miasteczko.
Wszędzie pusto.....
.... ale bardzo światowo ;)

A dalej powrót do domu trasą w kierunku Chełma.
Zaraz za Okuninką bardzo smutny obraz. Co się stało tym drzewom? 
To moje ulubione skrzyżowanie :) Prawie w domu.
To mój ulubiony sklepik, do którego wstępuję za każdym razem goniąc tą trasą :)
Od sklepiku do domu pozostało mi dokładnie 71,37 km. Za około godzinę dopadła mnie ciemność.
Fajnego rowerzysty nie spotkałam :(
Dzisiejszy wpis trochę humorystyczny, trochę frywolny, bo przecież kto jubilatowi zabroni żartować w ten jedyny dzień w roku :))))
Kategoria Wycieczki
Grudniowa setka
-
DST
121.58km
-
Czas
05:32
-
VAVG
21.97km/h
-
VMAX
32.50km/h
-
Sprzęt Scott
-
Aktywność Jazda na rowerze
A dzisiaj ja i Scott mieliśmy ochotę na wycieczkę. Skoro wyrwałam się na rower za dnia o godz.11.30 i to o bardzo wczesnej porze, jak na mnie, to dlaczegoż by nie pojechać inną trasą. Trochę odmiany dla urozmaicenia pedałowania. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Pognało mnie w rejony Pojezierza Łęczyńsko - Włodawskiego :) Byłam ciekawa dystansu i miejsca, w którym zastanie mnie ciemność.
Zaczęłam tradycyjnie trasą treningowego kółeczka. 
A to klimaty z mojego treningowego kółeczka :)
W powietrzu nie czułam zimy, ale drogowcy w tym roku są wyjątkowo zapobiegliwi. Zaczynają rozstawiać siatki zabezpieczające drogę przed nawiewaniem śniegu z pół. 
Choć znalazłam akcenty zimowe....
Przemierzyłam kilka gmin :)
Między innymi.....
Zajrzałam do Orzechowa Starego i Orzechowa Nowego. Dwa lub trzy lata temu jadąc przez Orzechów Nowy zrobiłam interes życia - kupiłam kilogram papierówek za 5 zł :) Warto było zainwestować tylllleeee kasy za kilka jabłek dla uśmiechu maluchów prowadzących z babcią przydrożny jabłkowy biznes :))))
Wjechałam na teren kolejnej gminy.
Do Ludwina nie dojechałam. Tym razem wybrałam do Ostrowa Lubelskiego krótszą trasę. Za Piasecznem odbiłam na Krasne wjeżdżając do gminy Uścimów.
Zatrzymałam się nad Jeziorem Krasne tylko na chwilę. 
Zaczynało zmierzchać, a ja trasą do Ostrowa na skrót jechałam ostatni raz kilka lat temu. Zawsze wybierałam dłuższą trasę przez Ludwin. Jechałam na skrót "po znakach". Za Maśluchami natknęłam się na miejscowość, której nazwa przywołuje w mojej pamięci miłe wspomnienia :))))
Mój Scott na fotce jest niewidoczny :) W Ostrowie Lubelskim zastała mnie ciemność. Wszystko zgodnie z planem, dotarłam do trasy moich treningowych kółeczek i nie miało znaczenia, czy jest jasno, czy ciemno. Znam doskonalę tę trasę, wiem gzie jest podjazd, gdzie zjazd, gdzie dziura w asfalcie :) Teraz mogłam jechać na pamięć i tak właśnie jechałam. Moja lampeczka czerpie bardzo dużo energii i dziś ledwo co świeciła. Po raz kolejny sprawdziłam swój patent na bezpieczeństwo :)
Kategoria Wycieczki
Gdzie oczy poniosą
-
DST
105.69km
-
Czas
04:40
-
VAVG
22.65km/h
-
VMAX
32.30km/h
-
Temperatura
18.0°C
-
Sprzęt Scott
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nie miałam planu dokąd pojadę. Ot, tak chciałam popedałować, gdzie oczy poniosą. Pogoda prowokowała do dłuższej wycieczki. A te kolory jesieni..... jak z bajki. Zaczęłam standardowo trasą treningowego kółeczka. 
Lubię tą trasę. Droga lokalna, ruch praktycznie zerowy, a widoki urocze - lasy, pola. Chciałam nacieszyć się TĄ chwilą, spokojem, ciszą,.... życiem. Odwiedziłam swoje ulubione miejsce - Jezioro Czarne. Jadąc skręciłam w leśną drogę. 
Jaka cisza i spokój. Tego szukałam.
Nad jeziorem kilka aut, przyczepy campingowe. Nie tylko ja lubię to miejsce. 
Po drodze mijałam również zaparkowane auta, zapewne grzybiarzy lub leśnych piechurów. Dawno nie byłam w Libiszewie. To mała osada położona wśród lasów, oddalona jedynie o kilometr od Jeziora Czarnego. 

Jakie zmiany - dworek agroturystyczny wyremontowany, nowa altana, pięknie. 

Tylko zwierzaki w libiszewskim zoo, jakby te same, a może to już następne pokolenia. 

Nie byłam tu kilka lat.
Z Libiszewa leśną drogą nad stawami pojechałam do Białki. 

Nad Jeziorem Białym tylko kilka aut, nieliczni spacerowicze na deptaku, wędkarze w łódkach na jeziorze. Jesień.....
Zajrzałam jeszcze na ścieżkę. To nic, że byłam tu wczoraj i może będę jutro, lub po jutrze..... Lubię to miejsce.....
Kategoria Wycieczki
Zew błękitnej krwi
-
DST
119.71km
-
Czas
05:38
-
VAVG
21.25km/h
-
VMAX
37.70km/h
-
Temperatura
30.0°C
-
Aktywność Jazda na rowerze
A dzisiaj pognało mnie na pałace. Moim celem był pałac Zamoyskich w Kozłówce.....
Mijam pierwszy pałac - Pałac Sanguszków w Lubartowie. Odbudowany w XVIII w po zniszczeniu podczas wojny północnej przez księcia Pawła Karola Sanguszki. aktualnie mieści się w nim Starostwo Powiatowe.
Kierunek - Kozłówka. Zespół pałacowo - parkowy zbudowany w latach 1736 - 1742 prze Wojewodę
Chełmińskiego Michała Bielińskiego, wg projektu włoskiego architekta
Józefa II Fontany. W okresie 1799 - 1944 pałac należał do rodziny
Zamoyskich.
Dojechałam....
i się zachwyciłam....
Pięknie....



Pomoczyłam nogi, a Scott kółeczka w jeziorze w Firleju....
Odpoczęłam na rynku w Kocku...
Zajrzałam do pałacu Potockich w Radzyniu Podlaskim...


Opowieść już wkrótce.....
Kategoria Wycieczki, Ciekawa Lubelszczyzna
Mazurskie pożegnanie
-
DST
67.90km
-
Temperatura
16.0°C
-
Aktywność Jazda na rowerze
Obudziły mnie odgłosy deszczu uderzającego o namiot. Deszcz i zimnica. Postanawiam, że wracam do domu. O dziwo - moi kompani również wpadli na taki sam pomysł, a jeszcze wczoraj chcieli zostać na campingu. Jem śniadanie w namiocie - kromka razowca + pomidor. Pakuję sakwy i gotowa do jazdy wychodzę ze swego przytulnego namiociku. Koledzy kończą śniadanko w altanie :) Nie są zdziwieni, że jestem już spakowana, nawet żartują, że pewnie będę wracać sama.... A jednak wystarczyły dwa dni, aby mnie rozszyfrowali, a myślałam, że jestem tajemniczą rowerzystką :) Odpowiadam, że pewnie pojadę z nimi. Pytam o dystans i trasę. Na skróty krajówką K-16 przez Mikołajki do Piecek jest podobno 50 km. Tylko tyle?! Dla mnie to zdecydowanie za krotki dystans!!! Pytam o trasę przez Orzysz, Pisz, Ruciane. Marek głośno przelicza kilometry..... ma być około 70.... No, to już lepiej, myślę i uśmiech pojawia się na mojej rowerowej twarzyczce :)
Pada. Chłopaki czekają pod daszkiem na mniejszy deszcz, aby zwinąć swoje namioty. Ja nie czekam. Pakuję namiot, zakładam sakwy na rower i jestem gotowa do drogi. Jeszcze chwilę zostaję z kolegami, niech deszcz się wypada. Nie chcę, aby myśleli (a pewnie i tak pomyśleli), że jestem jakimś rowerowym cyborgiem, któremu nie straszne żadne warunki. Nie jestem ubrana na deszcz, nie mam kurtki przeciwdeszczowej, ale to nie jest dla mnie żadnym problemem :) Założyłam długie spodnie (szybkoschnące), koszulkę termiczną i letnią kurteczkę rowerową. Będzie mi całkiem przyjemnie, gdy przemoknę do ostatniej nitki.
Nie czekam dłużej. Jadę. Nareszcie na rowerze! Do Orzysza pada, za Orzyszem leje i tak będzie do samych Piecek. A co ja robię? Jadę i podśpiewuję, serio. Cieszę się jazdą, czy to normalne. Ciekawe co myśleli mijający mnie kierowcy - pewnie - wariatka. 4 km przed Piszem zatrzymuję się na małe zakupy. Wcinam dwie drożdżówki - z serem i dżemem. To był dobry pomysł, nie to żebym była głodna, ale jak mówią moi maratonowi znajomi - Jurek i Daniel - gdy poczujesz głód będzie za późno i jak pewnie dodałby Jurek - kiszka :)
Jak wspomniałam jadę i podśpiewuję. Nie przeszkadza mi, że w Piszu wjechałam na K-63. Ruch jest spory, ale na szczęście kierowcy dużym łukiem wyprzedzają zmokniętą rowerzystkę. Czuję się bezpiecznie. Tą trasą jechałam autem dwa dni temu. Droga jest urokliwa - lasy, pagórki, coś dla mnie :) Jadę swoim tempem, nikt mnie nie spowalnia i nie pogania. Jest tak, jak lubię - jestem wolna i niezależna :)
Jak to zwykle bywa, gdy dojeżdżam do Piecek, deszcz jest mniej rzęsisty :) Fajnie :)
Koledzy docierają na miejsce, gdy ja już wykąpana i wysuszona kończę przepyszny obiadek - zupę gulaszową i pierogi z jagodami. Wspominamy wyjazd, oglądamy zdjęcia.... Wracam do domu.
Dzięki temu wyjazdowi zdobyłam nowe doświadczenie związane z jazdą w grupie i dowiedziałam się czegoś bardzo ważnego o sobie.
Czy jeszcze kiedykolwiek wybiorę się na rowerową włóczęgę z Markiem, Darkiem i Januszem - nie wiem, ale życie pisze różne scenariusze......
Kategoria Wycieczki






